M i t ś m i e r c i
„Życie jest sztuką bycia skutecznie oszukiwanym,
a żeby oszustwo mogło się udać,
musi być notoryczne i nieprzerwane ...”
/ William Hazlitt /
Śmierć od tysięcy lat pozostaje wciąż w tej samej postaci: jest niepojęta, ohydna, brudna i przerażająca, chociażby przez wygląd i odór rozkładającego się nieustannie dopiero co najukochańszego, najpiękniejszego i najbardziej podziwianego przez nas, ale w końcu martwego już ciała. Przeważająca większość z nas stanowczo jej zaprzecza, zgadzając się jednocześnie na idealny natenczas cytat słynnego biskupa i pisarza z przełomu wieku XVII i XVIII – Jacquesa Benigne’a Bossuet’a: „wiemy że umrzemy, ale nie wierzymy w to, nie wierzymy...”.
Od nieskończoności niby wciąż jesteśmy już tylko o krok od skrywanej przez całą bliżej nieokreśloną wieczność „tajemnicy śmierci”. Tak naprawdę jednak, nie wiemy o niej naprawdę nic poza tym, że jest, że następuje, że zawsze przychodzi niezapowiedziana i wtedy, gdy tylko ma taki kaprys... Nieważne jest dla niej miejsce naszego pobytu, czas, wiek, rasa, wyznanie, kolor skóry, czy aktualnie wykonywana czynność. Jako ludzie, mamy także większą bądź mniejszą, ale jednak pełną świadomość, iż faktyczne poznanie jej tajemnicy, równałoby się z poznaniem tajemnicy Boga, a to stawia nas jednak w rzędzie niemożliwego. Kierującym się wiarą w Chrystusa, przyświeca może jaśniejszy sens rozumienia życia i śmierci. Jak powszechnie wiadomo, do tej pory spoza faktycznej „bramy śmierci”, powrócił tylko jeden jedyny, mieniący się czasowo mianem człowieka, a w rzeczywistości Bóg – Jezus Chrystus. Swoim zmartwychwstaniem, potwierdził nam po raz ostatni w ziemskim żywocie, iż osiągnięcie wieczności jest możliwe nawet dla nas, maluczkich. Warunkiem jest tylko, lub aż ... prawdziwa wiara i miłość bliźniego... Czy to dużo. mało, a może ... wszystko.
Zagadnienie śmierci, tak naprawdę nie posiada nawet swojej własnej historii, ponieważ stanowi zaledwie dopiero początek po przekroczeniu tej enigmatycznej wciąż dla nas bramy, drzwi, furtki, ścieżki... Co jest poza nią, co nas czeka, co..., gdzie..., jak..., dlaczego... i miliony innych uzasadnionych, a jednak pustych pytań, od tysiącleci pozostaje bez najmniejszego chociażby cienia odpowiedzi. Każdy najzwyklejszy w swojej prostocie, jak i najbardziej skomplikowany w złożonej strukturze człowiek stwierdza ostatecznie, że wprawdzie może spróbować pogodzić się z myślą o konieczności „odejścia”, ale nigdy nie zaakceptował i nigdy na pewno nie zaakceptuje faktu, że naprawdę musi to nastąpić. Mało tego, do samego końca żywota nie wie i najprawdopodobniej dopiero przekraczając tę mityczną bramę, może wtedy uzyskać świadomość – jeżeli jeszcze coś takiego w naszym ziemskim pojmowaniu może wówczas występować, że oto właśnie wkroczył do nieśmiertelności, a może do ... nicości.
Bardzo różnie do problemu śmierci odnoszą się faktyczne i profesjonalne autorytety akademickie, choć nie tylko. Postrzegają one bowiem śmierć poprzez pryzmat własnej dziedziny badawczej lub pasji i zainteresowań, w ich życiu i pracy, m.in.:
- prof. Maurice Marois – biolog
Opiera swoje rozważania na kluczowej puencie własnej specjalności, a mianowicie, co miało szansę być pierwsze na planecie Ziemia: „życie” czy „materia”?! Uważa, że życie stanowi w ogóle nietypowy zbieg okoliczności i jest wyższą formę organizacyjną materii. Tym bardziej, iż dla przykładu jedna aktywność stosunku płciowego mężczyzny może dostarczyć około 200-300 milionów plemników gotowych do zapłodnienia, podczas kiedy kobieta w tym samym stosunku, oferuje tylko... około 700 tysięcy komórek jajowych. Jak wynika z tego zestawienia, życie staje się ewidentnym i niezwykłym, bo wręcz nadzwyczajnym na skalę Ziemi osobliwym przypadkiem.
Zaznacza przy tym, stałą niewyobrażalną przeciwstawność istnienia. Kruchość i mocarność możliwości życia we współczesnych jego warunkach. Dla przykładu: jedna bakteria w sprzyjającym środowisku dzieląc się w postępie geometrycznym, w okresie około jednego tygodnia, jest w stanie wytworzyć żywą materię, większą od masy naszej planety... Reasumuje, iż fraza niekończącego się ciągłego rozwoju wszelkich form życia na Ziemi, jest zapewne jawnym i demonstracyjnym buntem przeciwko naturze śmierci pod każdą jej postacią, jeżeli nie w ogóle.
- prof. Jean Vasserot – przyrodoznawca
Stwierdza, iż my jako ludzie, mamy bardzo trudne odniesienie do istoty zjawiska śmierci zarówno w świecie roślin, jak i zwierząt. Nie znamy bowiem odczuć ich światów, pozostając jedynie w sferze ewentualnego tylko chwilowego wglądu do ich życia na płaszczyźnie zmian głównie obserwowanych zewnętrznie, bądź na etapie anatomicznym. Tym bardziej, iż różnorodność form życia flory i fauny jest dla nas dość przerażająco diametralna. Na dodatek jakby tego było mało, w większości to istnienie prawie-że w 90 % oparte jest na energii kosmicznej czerpanej ze światła.
Decyduje się powiedzieć również, iż zarówno w świecie zwierząt, jak i roślin, rodzący się lęk przed nieuchronną śmiercią wzrasta z bezsilnością, jak i wyczuwaniem ubytku sił żywotnych z naszego organizmu (stąd pewnie owca np. płacze rzewnymi łzami przed śmiercią, a niektóre rośliny „trzęsą się” we własnym biopolu elektrycznym przed ścięciem lub tylko przycięciem, „słysząc” zapowiedź takiego zdarzenia)
- prof. Emmanuel Le Roy Ladurie – historyk
Badając problem zagadnienia śmierci w kontekście historycznym stwierdza, że zapewne jednym z pierwszych faktycznych dzieł sztuki w historii człowieczeństwa, był na pewno – grób... oraz wyraźnie koścista postać wyobrażenia śmierci. Dowodzą tego liczne mity przechowywane nie tylko w kulturach antycznych, ale również w kulturach poszczególnych narodów, bez względu na ich miejsce zamieszkania na planecie Ziemia. Dowodzi także, iż pierwsze, po okresie antycznym, słowo pisane o śmierci, datuje się dopiero na rok 1195. Ich autorem pozostaje późniejszy papież – Innocenty III, a dzieło nosi tytuł: „Nędza Doli ludzkiej, czyli Pogarda Świata”. Jednakże nadanie śmierci cech czysto ludzkich i osobowych, to dopiero okres prawie końcówki średniowiecza, czyli rok 1348 – czas rozprzestrzeniającej się w Europie zarazy zwanej „czarną dżumą”
Oczywiście w czasie średniowiecza, śmierć bywała nadto częstym gościem codziennym w domostwach, ponieważ średnia długość życia w tym czasie osiąga wielkość ok. 35-45 lat życia. Dziwnym wydaje się jemu, dlaczego przy obecnej technice i dobrobycie życia, miast cieszyć się słońcem dnia dzisiejszego w pokoju i radości czerpiąc z życia garściami, dopuszczamy wciąż do aborcji istnień; wszczynamy wojny kierując na wyraźną i straszliwą śmierć 20 –letnie dzieci, udzielając im nawet wcześniej błogosławieństwa. Zupełnie niezrozumiałym więc, pozostaje – dlaczego? po co to wszystko? Czy tylko po to, czy aż po to,... by zapełnić swoją próżność i pychę, chciwość i zadowolenie, nie wspominając już o napełnieniu kieszeni handlarzy bronią... A może po to, by stworzyć własny postument boskości z jednoczesnym dziełem ostatecznego i bezwzględnego zniszczenia?!...
- prof. Aries Phlippe – historyk
Twierdzi, że śmierć zawsze w dziejach stanowiła i do chwili obecnej stanowi osobisty wyraz danej kultury. Kultury, którą zachowują nie tylko cywilizacje i narody, ale całkiem autonomiczne małe zbiorowiska ludzkie od najwcześniejszych dziejów ludzkości. To zachowanie może być jednak bardzo skrajne. Np. wybrane misje chrześcijańskie z obszarów Bizancjum, starające się o zaszczepienie chrześcijaństwa wśród Słowian, wcale nie proponowały nawracanym własnej kultury bizantyjskiej. Na terenach wschodnich opanowały język Słowian i na nim ułożyli liturgię staro-cerkiewno-słowiańską.
Sumuje swój pogląd na fundamencie tego, iż Paryż stał się dość bardzo dawno „Mekką” kultury Zachodu na kontynencie Europy. Czy to jednak oznacza, iż wszyscy muszą uwielbiać Francję, Francuzów i wszystko, co się wiąże z tym właśnie państwem; chyba jednak nie?
- Dominguin Luis Miguel – matador
Śmierć według niego, jest czymś z pogranicza instynktu, którym zarówno kieruje się zwierzę, jak i człowiek. Na arenie wciąż ociera się o śmierć na tyle blisko, że odczuwa jej tchnienie. Tym bardziej, że sam przecież zadaje śmierć ostateczną walczącemu zwierzęciu. Niby więc, „przyzwyczaił się” do jej bliskości, a jednocześnie nie chce ani świadomie o tym mówić, ani pisać, ani myśleć. Na razie stara się z nią jakoś wymijać...
Sumuje, że właściwą dla człowieka jest samotność. Mimo posiadanej żony, rodziny, przyjaciół, sławy, uznania. Musi wszystko przeżyć i doznać tylko sam osobiście. To dopiero ubogaca w wartości, idee, nadaje sens życia ludzkiego. Kiedy staje na arenie i byki wyczuwają od niego zwykły ludzki strach – atakują. Jeżeli natomiast jest pewny, spokojny i opanowany – byki go unikają, wyczuwając w jego postaci bliskość własnego nieuchronnego końca. Wszelkie mądrości do życia i postępowania czerpie z obserwacji i zachowań Natury, a ona na razie pozwala mu żyć...
- Charmes Claude – morderca
Człowiek, złodziej, który trafił do więzienia za zabójstwo, przesiedział około pół roku w celi śmierci, podejmuje rozważania o życiu na marginesie ogólnej wartości śmierci. Śmierci, której chłód i bezwzględność tchnienia czuł w każdej sekundzie tamtego czasu. Kiedy strach palił i paraliżował nieustannie narzucając minione sceny czynu. Odkrywa puentę istnienia w pryzmacie ciepła, domu, uczucia i postrzegania. Zaczyna rozumieć, co znaczy szanować i kochać drugiego człowieka zupełnie czystą miłością jako istotę, chociażby w kontekście ofiary swojego czynu – córki osoby zamordowanej. Podnosi rangę życia do niedocenianego błogosławieństwa, o którym przeciętna istota ludzka nie ma generalnie najmniejszego nawet pojęcia, a które dotarło do niego dopiero w celi śmierci.
Podsumowuje swoje wyznania wnioskiem, ilu jemu podobnych egzystuje nie wiedząc zupełnie nic o faktycznym sensie życia (jakby chciał powiedzieć: zobaczcie idzie tłum, a jak mało w nim ludzi...), które bezpowrotnie przemija, a szkoda....
- Romerio Francois – prezes sądu
Opowiada, że nigdy nie miał najmniejszych dylematów ani jako człowiek, ani jako sędzia ferując wyrok. Uważa również, mimo że trzykrotnie w swoim życiu prowadził skazańców na gilotynę, że zawsze ludzie będą dyskutować o tym czy powinna być kara śmierci. Zaznacza, iż faktycznie wyroki śmierci, mimo że ich się nie wykonuje ze względu na zawieszenie tego wyroku, prawdziwie w zdecydowanej większości otrzymują recydywiści, którzy na tę karę spokojnie zasługują. Twierdzi też, że tzw. „omyłki sądowe” ferujące jakoby fałszywy wyrok śmierci osobie niewinnej, to naprawdę ewenement na skalę krajowej instytucji sądownictwa (niemożliwy ze względu na wiele szczebli sprawdzania tej samej sprawy przez wielu różnych sędziów w różnych rejonach i płaszczyznach). Jeżeli w ogóle, to właściwe dla systemu totalitarnego, gdzie sądy pracują raczej na zlecenie partii politycznej, niż pozostają naprawdę niezawisłe.
Konkluduje na koniec, iż sam przebywał w niewoli japońskiej i dotknął problemu śmierci z bardzo bliska – był już postawiony przed plutonem egzekucyjnym... Jednakże największą i bezsprzecznie najcięższą karę jaką może otrzymać morderca, to nie wyrok śmierci, ale wyrok jego sumienia, który będzie mu towarzyszył aż do samej śmierci.
- prof. Lejeune Jerome – genetyk
Z racji swojej specjalności stwierdza, że faktyczne życie człowieka jako istoty, rozpoczyna się około 0,5 godziny po zapłodnieniu kobiety (wtedy najprawdopodobniej zaczyna swój podział pierwsza powstała nowa komórka). Oczywiście ten tworzący się organizm pozostaje cały czas w stanie „uśpienia”, ponieważ nie prowadzi pełnej pracy mózgu. Zaczyna z niego korzystać dopiero po „obudzeniu się” w postaci – urodzenia. Stawia wobec tego pytanie retoryczne, czy aborcja jest morderstwem? Odpowiedź jest twierdząca, choć niestety bardzo trudna. Na pewno o zarodku bądź płodzie ludzkim, można mówić od momentu powstania 3 komórek (jeżeli tylko mają podłoże dziedziczne człowieka, najprawdopodobniej są fundamentem do powstania mózgu zdolnego do rozumienia świata). Ponadto należy pamiętać, że każdy osobnik jest jedyny i na pewno niepowtarzalny, nawet w przypadku bliźniąt jednojajowych. Każdy posiada swoje cechy osobnicze właściwe tylko i wyłącznie jemu. Posiada także cechy wspólne dla gatunku ludzkiego, ale to jest coś zupełnie innego.
W kwestii „eutanazji”, przytacza bardzo wygodne usprawiedliwienie na tę okoliczność – „on bardzo cierpi”; „jego ogarnia przejmujący ból i należy temu ulżyć”; „jest już bardzo zmęczony i wyczerpany”; „jest głęboko upośledzony i dla niego to najlepsze rozwiązanie”. Jako genetyk nie popiera tej idei, przytaczając bliżej nieokreślony angielski zakon, który już w okresie średniowiecza potrafił zatrzymać cierpienia i osłabić ból do tego stopnia, aby chory, umierający miał świadomość chwili i nie pragnął tzw. dobrotliwej śmierci.
Reasumuje swoje opinie poglądem, iż tylko faktyczni chrześcijanie naprawdę nie boją się śmierci, ponieważ ich największą świadomością jest troska o bliźniego – chronią życie płodu, osoby rannej, życie starca, osobę niepełnosprawną i upośledzoną...
- Matzneff Gabriel – pisarz
Jeżdżąc po świecie, bywając w dziesiątkach różnych miejsc, rozmawiając z gronem najbliższych znajomych, przyjaciół, a często i całkiem zupełnie obcych i przypadkowych osób, poszukuje własnej wciąż nowej weny twórczej. Wśród tych całkiem zwyczajnych, a czasem nieprawdopodobnych podróży, przemyśleń i rozmów zgromadził całkiem osobliwe stwierdzenia dotyczące życia i śmierci, m.in.: „pragnienie istnienia, popęd życia stanowi podstawę natury ludzkiej”; „spośród wszystkich dowodów miłości, niewątpliwie największym jest dar własnego życia”; „spośród wszystkich form śmierci, samobójstwo jest niewątpliwie tą, która nasuwa najwięcej nierozwiązalnych problemów i ryzykownych interpretacji”.
Reasumuje stwierdzeniem, iż na pewno tak zjawisko życia, jak i zjawisko śmierci stanowi jedną olbrzymią tajemnicę, która od wieków wciąż nią pozostaje. Podobnie określa osobę samobójcy, który nie chce umierać dla samounicestwienia, ale po to by zmienić zaistniałą sytuację...
- prof. Baruk Henri – psychiatra
Przez długie lata pracy wśród najprzeróżniejszych przypadków schorzeń na tle nerwowym, nauczył się i uczył potem młodszych kolegów jednej najwłaściwszej puenty zawodu lekarza – „nigdy nie wolno lekarzowi utracić wiary w życie”. Tym bardziej powiedzieć o tym pacjentowi, człowiekowi choremu i cierpiącemu. Wyjawienie tego nie musi, ale w większości przypadków powoduje ciężki uraz patologiczny kończący się zazwyczaj śmiercią. Najlżejsze urazy, to: obsesja, depresja, schizofrenia.
Kończy wnioskiem, że dla prawdziwego lekarza takiego, który wykonuje swój zawód z tzw. „powołaniem”, nigdy nie istnieją przypadki beznadziejne, nawet jeżeli wie że jest zupełnie inaczej.
- prof. Marias Julian – filozofia hiszpańska
Rozważa życie w kontekście śmierci swojej ukochanej żony i ich ponad 35 -letniej najprawdziwszej, bo najgłębszej w jego pojęciu miłości najbliższych sobie ludzi – własnego małżeństwa. Mówi o bezkresnej pustce, ciasnocie ducha oraz milionach pytań i kwestii, jakie pozostały niewyjaśnione przez jej śmierć, a dotyczących ich obojga oraz wspólnego „ziemskiego” czasu.
Oczywiście wierzy bezgranicznie, choć z lękiem, że nie potrafi tego na razie fizycznie udowodnić, iż śmierć kończy wprawdzie żywot ziemski w ludzkiej powłoce cielesnej, ale rozpoczyna etap jeszcze głębszej, bo nieograniczonej żadnymi normami, ponadczasowej miłości bliźniego i miłości boskiej.
- prof. Dausset Jean – laureat nagrody Nobla w zakresie fizjologii medycznej
Jako lekarz fizjolog swoją wiecznie odradzającą się „koncepcję istnienia życia” dostrzega przede wszystkim właśnie w istocie śmierci.... Określa, iż bez niej nie ma faktycznie możliwości płodzenia za każdym razem nowej, całkowicie odmiennej od poprzedniej istoty ludzkiej. Stwierdza nawet, że Natura nie potrzebuje „dla życia” kogoś, kto nie może się już wykazać potencjałem seksualnym, ponieważ... śmierć stanowi największy ze wszystkich znanych nam aktów agresji wobec fundamentalnego credo życia... Nawet, jeżeli istniałaby możliwość uratowania danej jednostki (oczywiście rozumianej w pojęciu – dojrzałej, mądrej, a więc i ... starej...), od śmierci, to przecież nieuchronnie, proces ten zmierzałby do bezwzględnego końca możliwości ewolucyjnych całego gatunku...
dr Włodzimierz Nikitenko
Literatura:
- ARIES P., Człowiek i śmierć, Warszawa 1992.
- BAUMAN Z., Życie na przemiał, Kraków 2005.
- CHABANIS C., Śmierć, kres czy początek?, Warszawa 1987.
- ELIADE M., Sacrum, mit, historia, Warszawa 1974.
- HEIDEGGER M., Bycie i czas, Warszawa 2004.


Komentarze
Pokaż komentarze