dr Włodzimierz Nikitenko dr Włodzimierz Nikitenko
405
BLOG

Podróż za bramę śmierci

dr Włodzimierz Nikitenko dr Włodzimierz Nikitenko Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Naprawdę poznajemy człowieka

dopiero po jego śmierci...

 

                               / Pitagoras /

 

 

 

 

W absolutnie wszystkich kulturach na znanej nam planecie Ziemia, istnieje „od zawsze” bardzo wielu zwolenników teorii życia po śmierci. Tylko naprawdę nieliczni „sceptycy”,[1] postrzegają problem jako z pogranicza bajki, a może nawet baśni, twierdząc, iż po śmierci – nie ma już absolutnie nic (!?)

Tradycja chowania zmarłych kształtowała zawsze zwyczaje przyjęte w danej kulturze, a właściwie rzeczywiste przystosowania do warunków i okoliczności życia danego narodu, grupy, plemienia. Odzwierciedlało to sposób ukształtowania miejsca pochowania w postaci piramidy, cmentarza[2] czy też tradycyjnego grobu. Wiele mówiło o kulturze, jak i możliwości „odwiedzenia” zmarłego w miejscu pochówku, złożenia darów w postaci żywności, bądź tylko upamiętnienia poprzez zapalenie symbolicznego ognia (dla wędrującej po bezdrożach duszy, bądź jej ogrzania). Wygląd grobu i jego obejście oraz „wyposażenie”, zdradza także prawie zawsze, jak dany lud sytuował swoje właściwe miejsce na planecie, jakie miał poglądy na temat wierzeń oraz jak postrzegał porządek ówczesnego im świata.

I tak dla przykładu, ludy plemion trudniących się łowiectwem, żyjące w strefach wiecznego zimna – chociażby Dalekiej Północy, zachowali niezbyt wyszukany rytuał pochówku. Tam gdzie trudno jest przetrwać żywym (wieczna zmarzlina, lodowce, wichry, zamiecie śnieżne, przerażające zimno), jeszcze trudniej byłoby budować jakieś specjalne sanktuarium[3] na cześć osoby zmarłej. Sam pochówek ograniczano zaledwie do złożenia ciała na ziemi i usypania nad nim kopca ze znajdujących się wokół kamieni. Zabezpieczano go w ten najprostszy sposób przed ewentualnym narażeniem pożarcia ze strony nielicznych, ale jednak, dzikich zwierząt. Zmarły z okazji tej ostatecznej już „wyprawy”, otrzymywał od współplemieńców najlepsze jakościowo ubranie. Było ono zazwyczaj zupełnie nowe, dopiero co uszyte specjalnie na tę właśnie okazję. Kompletowano je łącznie z ciepłymi butami i rękawicami, a także niewielką racją żywności. Tę ostatnią, zjadali jednakże rytualnie uczestnicy pochówku, w uroczystości wspólnego aktu dzielenia się ze zmarłym w trakcie wspólnego posiłku, podczas tzw. „stypy”.[4] Po pewnym czasie, aby zachować zmarłych w wiecznej pamięci domowników, a tym samym pozwolić „pozostać” im w stałej więzi z żywymi, nadawano ich imiona rodzącym się dzieciom. Jak miało wyglądać pośmiertne życie tych co odeszli, interpretowano to w zależności od ludu, tradycji, wielkości danej społeczności i czasu oraz zasięgu jej istnienia. Generalnie, jak informowały osoby wtajemniczone w ów zakryty dla przeciętnego człowieka świat, czyli przede wszystkim „czarownicy” bądź „szamani”,[5] pozostawało to uzależnione od danej kultury i strefy życia danego ludu. Według ich interpretacji jednak, zmarli ciągle zażywali odpoczynku po „ziemskim życiu” i wiecznie ucztowali, oddając się wszystkim nawet najbardziej wymyślnym przyjemnościom. Niekiedy wierzono, iż życie „za bramą śmierci” jest analogicznie podobne do ziemskiego i dlatego, spotykane przez badaczy na całym świecie grobowce (czasami wielkości piramid, bądź tylko im w różny sposób podobne), w swoim wnętrzu ukrywały nie tylko zwłoki[6] zmarłego, ale przede wszystkim całą masę środków i przedmiotów niezbędnych w „dalszym życiu codziennym” na tamtym świecie tych, którzy odeszli.

Od roku 1922, kiedy trwały już prace archeologiczne w obecnym państwie IRAK-u (tzw. pogranicze Azji Mniejszej), na terenach jednej z najbardziej wciąż dla nas tajemniczych, choć niezwykle zaawansowanych cywilizacji ludu zwanego Sumerami, odkryto i otwarto około 2.000 grobów datowanych z okresu 2.500 do 3.000 lat p.n.e. Na „wyposażeniu” tych miejsc, zidentyfikowano nie tylko naczynia codziennego użytku do zachowania porcjowania żywności i napojów, ale także szereg bezcennych dzisiaj dla badaczy „skarbów życia codziennego i zbytku” minionej epoki, w postaci drogocennej biżuterii, nawet zabawek, dziwnych i nie do końca zrozumiałych dla nas dzisiaj przedmiotów wymyślnych, rzeźb i miniatur ze srebra bądź złota. Ponadto odkryto również wcale pokaźne ilości drogocennych kamieni i sprzętów, wydawałoby się zbędnych zmarłemu na tamtym świecie, jak między innymi: dzbany ze strusich jaj, specjalnie wykonana i zdobiona broń, instrumenty muzyczne, statki do żeglugi, arcydzieła sztuki rzemieślniczej i artystycznej. Niekiedy, w naczyniach odnajdywano również spopielone bądź skamieniałe zębem czasu, resztki jedzenia lub napojów. Jakby tego było za mało, odkryto również resztki całych „konduktów[7] ostatecznej drogi pogrzebowej, łącznie ze zwierzętami uczestniczącymi w transporcie, niezbędną do normalnego życia służbą (m.in..: woźnicami, stajennymi, kucharzami, wachlarzowymi, kąpielowymi, lokajami...), oddanymi najwierniejszymi żołnierzami, doradcami oraz kobietami. Wszystkie te osoby, jak możemy dzisiaj stwierdzić, najprawdopodobniej w chwili zamknięcia grobowca, zmuszeni byli popełnić zbiorowe samobójstwo, najczęściej poprzez wypicie z własnej woli bardzo silnej i natychmiastowej trucizny. Tylko niektórzy, najbardziej oporni, czy wręcz strachliwie nastawieni do śmierci (?!), zostawali pozbawieni życia od ciosu noża, miecza, bądź śmiertelnego uderzenia w głowę.

Dopiero przy badaniach archeologicznych okresu bliższego naszym czasom, czyli około roku 200 p.n.e., w rejonie obszarów tzw. Azji Centralnej, w państwie byłego cesarstwa Chin, jedna z kolejnych współczesnych wypraw badaczy odkryła, iż ofiary z ludzi uczestniczących z ceremoniach pochowania, zastały zastąpione przez dziesiątki i setki figur ludzi i zwierząt wykonanych z miejscowej gliny, tzw. „terakoty”.[8] Aby ukazać w pełni niewyobrażalnie wprost wielkie dzieło dbałości o swojego władcę nawet po jego śmierci, należy dodać parę pikantnych szczegółów olbrzymiej pracy całych grup ludzi ku świetności tej uroczystości. Otóż np. cesarza Shi Huangdi (z dynastii Qin, z około 221 roku p.n.e. pierwszy, który doprowadził do zjednoczenia państwa chińskiego)[9], strzegła m.in. prawie pięciotysięczna terakotowa armia z całym niezbędnym jej „wyposażeniem” militarnym: piechurzy, kawaleria, łucznicy, wozy bojowe, dowódcy mniejszych szczebli i generalicja.... Co ciekawsze, każda z prezentowanych glinianych figurek, posiada zachowany nawet zupełnie inny wyraz twarzy, oddający jakże spontaniczną różnorodność ówczesnego „społeczeństwa dworskiego”.

Z kolei kultury pierwotne kontynentu amerykańskiego, między innymi Indianie, zarówno z obszarów Ameryki Północnej, jak i Ameryki Południowej, nie wspominając już o Ameryce Środkowej, jak wykazują badania archeologiczne, swoich zasłużonych zmarłych (na podstawie badań z grobowców datowanych na około 2.000 lat p.n.e., aż do początków naszej ery i dalej), chowano niejednokrotnie w podziemnych „nekropolach”.[10] Miejscach, które posiadały nawet olbrzymie podziemne dziedzińce, a przy tym szeregi korytarzy spacerowych. Same zwłoki, nim odeszły w „zaświaty”,[11] bardzo często owinięte były w niezwykle cenne dla ówczesnych ręcznie tkane materiały. Tkaniny, w które wplatane były także sprowadzane z innych regionów m.in.: pióra ptasie (m.in.: kolibrów), nitki cennych kruszców metali, odłamki muszli morskich. Niektóre, pewnie bardziej wyróżniające się postacie składane do grobu, posiadały na sobie nawet około stu takich oddzielnych zawojów z tych niezwykłych tkanin. Nie wiadomo tylko do końca, czy czyniono tak dla samego podkreślenia posiadanego przez nich bogactwa, czy też miały one spełniać jakąś inną, bliżej nieokreśloną, bądź nieznaną nam wciąż jeszcze rolę znaczenia magicznego...

Całkiem osobnym zagadnieniem, wydaje się problematyka spotykana w grobowcach i nekropolach, a dotycząca roli i funkcji „kobiety” oraz „wojownika” w przestrzeni świata starożytnego. Otóż na pewno wiele grobowców, w których spoczęły kobiety będące żonami, bądź tylko uznanymi kochankami lub nałożnicami władców i wielkich wodzów, niemalże „kapały” od przepychu ubioru i wystroju grobowca. W wielu z nich, prowadzący badania, odnaleźli setki naszyjników z brązu, miedzi, srebra i złota, tysiące misternych muszli morskich, bądź wykonanych muszli ze specjalnie sporządzonej i wypalanej na tę okazję porcelany. Generalnie, potwierdzone zostało, że tzw. „kultury wojownicze”, znacznie częściej niż wszystkie inne, wykazywały stopień zrównoważenia znaczenia kobiety i mężczyzny. Zarówno w grobowcach na obecnej ziemi francuskiej, jak i pustynnych stepach wśród azjatyckich piasków, bądź trudno dostępnych grot i kurhanów gór Kaukazu i nie tylko, spotyka się w takich właśnie miejscach nie tylko bardzo bogate miejsca spoczynku kobiet-wojowniczek. Jest w nich zawsze pełen misternie przygotowany rynsztunek bojowy, łącznie z wykonanymi ze złota, miedzi, stali bądź brązu specjalnymi wozami bojowymi i niezbędnym ekwipunkiem potrzebnym do walki. Oprócz tego, jakby od niechcenia, te właśnie miejsca wiecznego spoczynku, ponadto wyposażone są również w typowe liczne ubiory kobiece, jak i detale im towarzyszące w postaci przebogatej wprost i wymyślnie różnorodnej, drogocennej i niepowtarzalnej biżuterii.

 

Bardzo różne też, w zależności od „miejsca życia”, jest samo pojmowanie śmierci jako „wyprawy” bądź „podróży”, w którą musi się jakoby udać osoba zmarła. Mitologia grecka baje w niezwykle barwny sposób o rzece życia i śmierci – Styks, przewoźniku – Charonie i konieczności posiadania przez zmarłego monety (obola), do opłacenia całej przeprawy w świat zmarłych.

Kultury plemion skandynawskiej Północy, między innymi dawnych walecznych Wikingów (zwanych także przecież Normanami i Waregami), nakazują osobie zmarłej pokonanie – BIFROST-u, czyli mostu wybudowanego potęgą żywiołu niszczycielskiego ognia i płomieni. Jednego ze zmarłych wodzów plemienia z okolic Wołgi, najpierw holowano rzeką do określonego miejsca, a następnie łódź po tej symbolicznej podróży, wyciągnieto na brzeg. Wówczas martwe ciało umieszczono w okolicach tzw. śródokręcia (mniej więcej w połowie tej pływającej jednostki). Jego zadaniem było oczekiwanie, aż ulubiona nałożnica zmarłego zostanie sześciokrotne rytualnie pozbawiona swojej kobiecej czci, przez grono najwierniejszych przyjaciół zmarłego. Następnie złożona została w ofierze, by mogła wraz ze swoim panem wkroczyć do krainy wiecznych cieni. Kiedy akt ten już został dopełniony, wówczas całe grono współplemieńców, każdy z zapaloną „żagwią” (pochodnią),[12] rzucił swój płonący „kij” na stos drewna, którym w międzyczasie przykryto wyciągniętą na brzeg łódź ze zmarłym wodzem i jego ulubioną nałożnicą. Pozostały po ceremonii popiół wniesiono trochę dalej w głąb lądu, gdzie z kolei usypano im pamiątkowy „kurhan”.[13] Oczywiście nie urządzono by tak wystawnego pogrzebu dla człowieka przeciętnego. Łodzie żaglowe posiadały dla tego plemienia znaczną przecież wartość podstawową. Generalnie, ciała zwykłych wojowników układano na drewnianym stosie, a wyobrażenie łodzi zaznaczano rylcem na pamiątkowej tablicy nagrobnej. Częstym widokiem, zwłaszcza w okolicach duńskiej Jutlandii, dla miejscowej ludności, było też układanie z kamieni kształtów kadłubów łodzi na polu, w miejscu, gdzie później usypywano kurhan.

Jeszcze trochę inaczej wyglądała cała ceremonia grzebalna dla ludów stale zamieszkujących ląd stały. I tak między innymi: górali chowano w specjalnych skórzanych i ręcznie wykonanych butach do wędrówki po górskich bezdrożach, a np. Indian chowano wraz z koniem, którego w momencie śmierci danego wojownika również składano w ofierze. Wszakże prawdziwą kopalnią obyczajowości w tej mierze, pozostaje jednakże spójność wielkiego plemienia Słowian. Nie wierzyło ono bowiem, ani w istnienie podziemnego świata umarłych, ani w specjalne odległe krainy, gdzie mogą przebywać umarli, nazywane przez nich – „Wyraj” bądź też „Nawa”. Generalnie, umarły zawsze, jak człowiek za życia, musiał sobie radzić sam, czyli przede wszystkim opuścić miejsce pogrzebania – „grób”,[14] by rozpocząć swoją daleką wędrówkę w zaświaty. Często, jakoby na nie do końca wyjaśnioną pamiątkę bądź tylko rytuał, do dnia obecnego umieszcza się między innymi dlatego w trumnie, chociażby bochenek chleba, którego nacięcia, mają wyobrażać szczeble drabiny, potrzebnej do pozaziemskiego wspinania. W niektórych pokrewnych kulturach, wkładano wręcz do grobu także sznur z węzłami (do wspinania). Popularne i dość powszechne jest także uznawanie, iż motyl lub przelatujący akurat ptak, w trakcie ceremonii pochówku, to właśnie dusza ulatująca w swoją wieczystą i bardzo daleką drogę. Wiele ludów natomiast po dziś dzień uważa, że gdy rodzi się nowy człowiek, to na niebie można dostrzec jakąś „mrugającą” gwiazdę. Kiedy jednak ktoś umiera, to zaobserwować można przelatującą jakoby gasnącą gwiazdę... Ostatecznie, powszechne uznanie chrześcijaństwa na świecie, zapewne wprowadziło jeszcze coś zupełnie innego w kulturę człowieka. Zaczęło mianowicie czerpać garściami z dotychczas powszechnej obyczajowości pogańskiej. Bardziej ją „cywilizować”, przekształcać i nadawać zbliżony bardziej do boskiego charakter. Dostosowywać do otaczającej ją rzeczywistości, a właściwie, do wciąż dorabianej ideologii i zmieniających się oraz aktualizowanych wciąż doktryn wiary i Kościoła. Przecież dopiero bodajże wtedy „dopracowano” faktyczne rozumienie pojęć tzw. „nieba” oraz „piekła”, jako symbol wydaje się ostatecznej nagrody i kary wiekuistej, za trud przebycia „ziemskiej drogi”.

W kulturach pierwotnych cywilizacji kontynentu amerykańskiego i azjatyckiego na przykład sądzono, że podróż zmarłych jest niezwykle długa. Ba, nawet bardzo skrajnie wyczerpująca. Mało tego, zmarły musi pokonać w tej wędrówce, dziesiątki przedziwnych strażników zaświatów, w postaci bestii i potworów, wspinać się po szklących zboczach górskich, bądź przebywać różnorakie nieziemskie wprost rozpadliny... Aby ich wspomóc w tej niezwykłej i uciążliwej wędrówce, rodzina lub najbliżsi wyposażali groby w odzież, dodatkowe ciepłe koce, żywność, a nawet specjalnych przewodników chociażby w postaci wiernych do końca psów, które wówczas również składano w ofierze z ich panami. Wszystko wówczas łącznie palono na specjalnie konstruowanych do tego celu stosach żałobnych.

Większość kultur nie tylko tego kontynentu uważa, iż żadna podróż nie jest tak ciężka i niebezpieczna, a nawet... „traumatyczna”,[15] jak życie dopiero co narodzonego niemowlęcia. Małego „człowieczka”, które od pierwszej chwili ujrzenia świata, będzie musiało walczyć o swój byt, stawić czoła trudnościom i problemom codzienności, walcząc niejednokrotnie z dziwnymi przeciwnościami czekającego je losu. Cena tych zwycięstw, a przy tym i nieodłącznych klęsk, jest olbrzymia i absolutnie nieporównywalna z nikim i niczym. Tak ma wyglądać ta rzeczywista i trudna do przewidzenia pełnia satysfakcji z radości przeżywania. Radości, jaką niesie ze sobą właśnie możliwość życia... Problem jest tak daleko zakorzeniony wśród wielu kultur „do dziś”, iż niektóre nekropole, a nawet pojedyncze miejsca pochówku, nawiązują do symbolicznej tradycji początków, bądź ważnych momentów tegoż życia. Takim klasycznym wprost przykładem powyższego, jest między innymi chiński cmentarz w miejscowości Malakka, gdzie samo wejście do krypty grobowej uformowane jest wzorem kobiecej waginy – na wypukłości trawiastego za nim wzgórza. Niektóre z kolei kultury kontynentu afrykańskiego, postrzegają śmierć nawet jako bardziej zaawansowaną i wyższą formę życia, którą osiąga się dopiero w miarę następującej pełnej z wiekiem dojrzałości. Przy czym wyznawcy np. tzw. „animistów” z wysp w pobliżu kontynentu Afryki, kierują swoje przesłanie w kwestii śmierci, iż jest to faktyczne najprawdziwsze uwolnienie umęczonego wolnego ducha z wciąż cierpiącego, chorowitego i podatnego na wszelkie uszkodzenia i cierpienia fizyczne, jak i pragnienia psychiczne, ciała.

Inne kultury z kolei dopuszczają również możliwość łączności z zaświatami między innymi dzięki istniejącym kurhanom. Kultury Dalekiego Wschodu natomiast, między innymi Japonii, chowali swoich bardzo bogatych zmarłych w grobowcach, zwanymi popularnie przez współczesnych – „dziurka od klucza” (taki kształt posiada grobowiec w trakcie oglądania go z pewnej wysokości), które niejednokrotnie osiągały przy tym nadto „skromne” wymiary – obszar około 100 ha (ponad 30 metrów wysokości i prawie 0,5 km długości) oraz powierzchni udekorowanej dodatkowo wielką ilością strzelistych rzeźb z otoczenia byłego „dworu”, z wyobrażeniem różnych dodatkowych przedstawicieli faktycznego świata Natury.

Te zachowane wyobrażenia „podróży w jedną tylko stronę”, jest aż nadto fascynujące i ciekawe dla absolutnie każdej kultury z obszaru naszej planety Ziemia. Tym bardziej, że co się w rzeczywistości za nią kryje, na prawdę nie wiemy. Wciąż towarzyszy nam ponadto przeświadczenie, iż jak naprawdę jest, być może dowiemy się kiedykolwiek w jakimś fragmencie, a być może, nie dowiemy się nigdy...

 

 

 

Bibliografia:

 

-  ARIES P., Człowiek i śmierć, Warszawa 1992.

-  FITZGERALD C.P., Chiny. Zarys historii kultury, Warszawa 1974

-  GODŁOWSKI K., KOZŁOWSKI J.K., Historia starożytna ziem polskich, Warszawa 1983.

-  GRANET M., Cywilizacja chińska, tłum.: Mieczysław Kunstler, Warszawa 1973.

-  KERRIGAN M., Historia śmierci, Warszawa 2009.

-  ŁAPIŃSKI A., Historia religii – słownik terminologiczny, Warszawa 1995.

-  SZYMCZAK M.(red.), Słownik języka polskiego, t. 1-3, Warszawa 1978-1981.

-  WOLSKI J., Historia powszechna – Starożytność, Warszawa 1996.

 

 

JEŻELI POZOSTAJESZ ZAINTERESOWANA/Y MOIM SPOSOBEM POSTRZEGANIA ŚWIATA I JEGO RZECZYWISTOŚCI, SZUKAJ MNIE W PRZESTRZENI INTERNETU…

 

[1] Sceptycy –osoby krytycznie ustosunkowane do czegoś, niedowierzające, nacechowane nieufnością, powątpiewające; Szymczak M.(red.), Słownik języka polskiego, t.3, Warszawa 1981, s. 186.

[2] Cmentarz –miejsce grzebania zmarłych lub przechowywania prochów po ich wcześniejszej kremacji; przestrzeń wokół kościoła, gdzie dawniej grzebano zmarłych; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 1, Warszawa 1978, s. 309-310.

                - słowo wywodzące się z języka greckiego: koimeterion brzmiącego w języku łacińskim: coemeteriumoznaczające w jednym, jak i w drugim przypadku – miejsce spokoju, spoczynku; teren przeznaczony do grzebania zmarłych w grobach (pojedynczych lub zbiorowych), bądź przechowywania prochów po dokonaniu ich kremacji; generalnie cmentarze dzielimy na: cmentarze wyznaniowe (dla członków danego wyznania), jak i cmentarze komunalne (na których grzebie się wszystkich zmarłych bez względu na ich wyznanie); Łapiński A., Historia religii – słownik terminologiczny, Warszawa 1995, s. 31.

[3]  sanktuarium –miejsce uważane za święte o szczególnym znaczeniu kultowym; zwykle budowla sakralna lub jej najważniejsza część; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 3, s. 179;

                -  wywodzi się od słowa łac. sanctuariumoznaczającego „miejsce święte” lub „świętość”; miejsce o szczególnym znaczeniu kultowym, w języku potocznym: miejsce komuś bardzo bliskie, a nawet szczególnie drogie; Łapiński A., dz.cyt., s. 135.

[4]  stypa –poczęstunek po pogrzebie, uczta pogrzebowa, uczta obrzędowa ku czci zmarłego; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 3, s. 364.

                - słowo pochodzi z języka łac.: stipsoznaczające datek, jałmużnę; tzw. poczęstunek po zakończeniu obrzędu pogrzebowego fundowany uczestnikom uroczystości przez rodzinę zmarłego; Łapiński A., dz.cyt., s. 142.

[5] czarownicy, szamani–według dawnych wierzeń ludowych: kobieta podlegająca wpływom diabła, który obdarzył ją mocą rzucania uroków i czarów; wiedźma; także mężczyzna czyniący czary; Szymczak.(red.), dz.cyt., t. 1, s. 329.

                - pierwotnie w społeczeństwach wczesnorolniczych – kobieta zajmująca się przewidywaniem przyszłości, zwłaszcza urodzaju (np. z obserwacji powierzchni wody nalanej do czary); w średniowieczu i później – kobieta, której przypisywano kontakt z siłami podziemnymi, przymierze z diabłem i znajomość sposobów wyzyskiwania jego możliwości do własnych celów; mężczyzna – osoba spełniająca u ludów pozostających na niskim poziomie rozwoju cywilizacyjnego funkcję lekarza, kapłana, wróżbity, mająca tajemną wiedzę, niezwykłe umiejętności i znajomość technik oddziaływania na siły rządzące życiem ludzkim i zjawiskami przyrody; Łapiński A., dz.cyt., s. 33.

[6]  zwłoki –ciało zmarłego człowieka; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 3, s. 1074

[7] kondukt –grono osób towarzyszących eksportacji zwłok do miejsca pochowania; Szymczak M.(red.), dz. cyt., t. 1, s. 985.

[8] terakota –wyrób ceramiczny otrzymywany przez wypalanie gliny ogniotrwałej , skalenia, piasku kwarcowego i dodatków barwiących, stosowany w budownictwie, do wyrobu wykładzin, płytek podłogowych oraz jako tworzywo na rzeźby artystyczne; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 3, s. 495.

[9] Fitzgerald C.P., Chiny. Zarys historii kultury, Warszawa 1974; Granet M., Cywilizacja chińska, tłum.: Mieczysław Kunstler, Warszawa 1973.

[10]  nekropola –starożytny i wczesnochrześcijański cmentarz, zwykle w pobliżu miast; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 2, s. 310.

                - słowo złożone z dwóch słów greckich: nekros –zmarły oraz polis –miasto; cmentarz w pobliżu miasta w starożytności; Łapiński A., dz.cyt., s. 102.

[11] zaświaty –według wierzeń religijnych: świat istniejący poza przestrzenią; świat pozagrobowy; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 3, s. 966.

                - według niektórych doktryn religijnych – świat istniejący poza empiryczną przestrzenią, świat pozagrobowy; do którego udają się dusze zmarłych; Łapiński A., dz.cyt., s. 166.

[12]  żagiew –płonący kawał (szczapa) drewna (rzadziej innego materiału); głownia; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 3, s. 1083.

[13] kurhan –stożkowy nasyp ziemi kryjący groby ciałopalne lub szkieletowe, wznoszony od neolitu do końca średniowiecza; kopiec usypany na pamiątkę jakiegoś wydarzenia, lub na czyjąś cześć; Szymczak M.(red.), dz.cyt., t.1, s. 1090.

[14]  grób –miejsce gdzie chowa się zmarłego, zwykle wykopany w ziemi dół, często obmurowany, nad którym wznosi się pagórek lub stawia pomnik; Szymczak M.(red.), dz.cyt.., t. 1, s. 701.

                - miejsce rzeczywistego pochówku szkieletowego lub ciałopalnego, indywidualnego lub zbiorowego, najczęściej oznaczone nagrobkiem; Łapiński A.,dz.cyt., s. 54.

[15] trauma, traumatyczny –określenie medyczne na uszkodzenie organizmu (tkanek, narządów), będące następstwem obrażenia ciała – uraz, traumatyzm; będący następstwem urazu, zranienia, wywołany urazem – szok traumatyczny;  Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 3, s. 527.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Technologie