Powiecie Państwo, no to błysnął żeś Pan kulturą osobistą godną Pańskiego zawodu (nauczyciel akademicki – przyp. autora). Ja tym czasem będę się upierał, że w tym stwierdzeniu tytułowym nie ma nic obraźliwego. Bo jeśli polski sąd uznał, że podarcie Biblii nie jest obrazą uczuć religijnych, a osoba, która się tego czynu dopuściła nazywa to „przekazem artystycznym” właściwym dla typu muzyki jaką wykonuje, to ja owym „przekazem artystycznym” mogę nazywać podanie człowiekowi nogi na powitanie. Co więcej, powoływać się mogę na tzw. „standardy dyplomatyczne”, bo, jak większość z Państwa doskonale pamięta, tytuł tego wpisu jest parafrazą słów byłego prezydenta w stosunku do innego byłego prezydenta.
Przyznać muszę, że nie mogę ocenić Nergala jako artysty muzycznego. By znów zacytować (tym razem premiera) – „jeśli sobie dobrze zanotowałem” to wykonuje on muzykę heavy metalową, czy coś takiego. Oczywiście, przed napisaniem tekstu a muzyku tzw. „naukowa rzetelność” sugerowałaby wysłuchanie choćby jednego utworu, ale ponieważ miałem nieodparte przeświadczenie graniczące z pewnością, że muzyka tego Pana wywarłaby na mnie mniejsze wrażenie artystyczne niż odgłosy odchodzące z miejskiego szaletu (znowu nie jest to obraza dla muzyka tylko forma „artystycznego przekazu”) to takiego kroku zaniechałem.
Teraz bardziej serio, jest kwestią poważną, że tego typu osoba jest zatrudniana przez telewizję publiczną. Nie mam jednak złudzeń, że ani władze państwowe, ani władze TVP nie podejmą żadnych kroków by ową sytuację zmienić. Zmienić to może tylko ekonomia, czyli katolicy, a nawet niewierzący, którzy sprzeciwiają się obrażaniu uczuć innych osób, powinni w geście protestu nie oglądać programu, w którym owy tzw. „artysta” występuje. Jak nie będzie oglądalności, spadną przychody z reklam, a w efekcie władze TVP podziękują za współpracę Panu Nergalowi. Czy tak się stanie? Wszyscy dobrze wiemy, że nie. Łatwo mi sobie wyobrazić, że są w Polsce osoby, które uczęszczając co niedzielę do Kościoła i zaliczając się do grona katolików oglądają każde wydanie programu „Voice of Poland”. Cóż poradzić, taki naród, taki kraj. I już nie ma sensu dodawać, że ja zamiast Nergala chętnie widziałbym np. Pana Jana Pietrzaka, który całym swoim życiem i karierą zawodową udowodnił nie tylko wysoki poziom artystyczny, ale i kultury osobistej, zaś o promowaniu prawdziwej postawy patriotycznej już nie wspominając.
Na koniec, bo tego naprawdę wymaga owa „naukowa rzetelność”. Nergal wbrew stanowisku wielu publicystów katolickich oraz osób osób duchownych wydaje się nie być satanistą, lecz osobą, która na potrzeby wykonywanego przez siebie zawodu satanistę udaje (tu zgadzam się z ks. Bonieckim). To jest ważna różnica, bo satanista musi wierzyć w szatana oraz chcieć mu służyć uznając go za swego pana, tymczasem Pan Nergal w wywiadzie dla „Zwierciadła” (moim zdaniem jednego z najlepszych miesięczników skierowanych do piękniejszej części naszego kraju) głosi, że nie wierzy w istnienie szatana. Inna sprawa, że jak stwierdziła jedna ze świętych (zapomniałem jednak która :( ), największym sukcesem szatana jest przekonać ludzi co do tego, że nie istnieje.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)