0 obserwujących
52 notki
80k odsłon
  2409   0

Atomowe hołubce Łukaszenki

 

Niesprawdzone rosyjskie reaktory Łukaszenki to podwójnie nasza sprawa. Bo to blisko. Bo taki sam reaktor wypączkuje 100 km od Gołdapi.
 
Namiętne przepychanki o elektrownie jądrowe planowane zaraz pod naszym nosem, w obwodzie grodzieńskim, umykają uwadze polskich mediów. A szkoda. Mamy powody do niepokoju.
 
Po pierwsze, rosyjski reaktor zakontraktowany przez rząd białoruski nie został sprawdzony w działaniu. VVER-1200/491 jest prototypem, właśnie budują się pierwsze reaktory. Swojej niezawodności ma dowodzić w miejscowości Neman na Białorusi, a następnie w Obwodzie Kaliningradzkim, niecałe 100 km od polskiej granicy.
 
No dobrze, nie histeryzujmy. Nowe nie znaczy gorsze, prawda? Potrzebujemy jednak rzetelnej odpowiedzi na pytania o konstrukcję, systemy bezpieczeństwa… Czy Białoruś daje te odpowiedzi? Bynajmniej.
 
O bezpieczeństwo prototypowego reaktora z furią pyta Litwa (Neman leży 50 km od Wilna!). Pyta Austria, która serio bierze ryzyko skażenia radioaktywnego sięgającego setek kilometrów. Odpowiedź rządu białoruskiego? Twardo obstaje, że spełnił wszystkie międzynarodowe normy.
 
Tymczasem Ocena Oddziaływania na Środowisko (która ma również zawierać informacje dotyczące bezpieczeństwa reaktora) nie daje satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie, czy VVER-1200 jest bezpieczny.
 
Austriackie Ministerstwo Rolnictwa i Środowiska zleciło analizę dokumentacji przedstawionej przez białoruski rząd. W dziurawym dokumencie brakuje m.in. informacji odnośnie grubości ściany reaktora (co pozwoliłoby ocenić odporność na ataki terrorystyczne). Nie wiadomo, jaka jest maksymalna masa i prędkość samolotu, którego uderzenie wytrzyma reaktor. Niektóre parametry systemów zabezpieczeń mają być gorsze, niż w reaktorach starszej generacji.
 
Litwini i Austriacy swoje zapytania składają w ramach trans granicznej procedury uzgodnieniowej. Dlaczego polski rząd w niej nie uczestniczy? Mogę tylko zgadywać, że tego rodzaju sąsiedzkie przepychanki zwróciłyby uwagę na nasz własny program jądrowy, który rząd chciałby wprowadzić gładko i cichaczem. Dziś w komunikatach oficjalnych o atomie mówi się dobrze, albo wcale.
 
Tymczasem kłopoty z arogancką Białorusią mogą zapowiadać ten sam rodzaj problemu w Okręgu Kaliningradzkim. Rosyjski koncern atomowy Rosatom ma zamiar budować tam ten sam, niesprawdzony typ reaktora. Doproszenie się rzetelnej dyskusji będzie jeszcze trudniejsze – Rosja nie ratyfikowała do tej pory Konwencji z Espoo, która daje sąsiednim państwom prawo do uczestniczenia w ocenie zagrożeń związanych z dużymi inwestycjami.
 
Może to oznaczać, że zrobi atomową samowolkę kilkadziesiąt kilometrów od Gołdapi i Mieduniszek.
 
Nie trzeba mieć "traumy Czarnobyla", by odczuć lekki dyskomfort...
Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale