Sytuacja zaistniała wokół strajku pielęgniarek skłania mnie do następującej refleksji: nie są możliwe w Polsce reformy gospodarcze bez osłabienia pozycji związków zawodowych.
Kolejne groteskowe strajki (począwszy od górników demolujących stolice, skończywszy na histeryzujących babiszonach w białych fartuchach i lekarzach składających wypowiedzenia) pokazują nam, jakie siły są odpowiedzialne za stan naszego kraju. Pokazują nam co powoduje, że chora jest służba zdrowia, nie jeździ kolej, a stan techniczny autobusów komunikacji miejskiej jest tak opłakany. To masy pracowników sektora publicznego, związki zawodowe traktujące państwo jak dojną krowę, żądające przedwczesnych emerytur, urlopów, ciągłych podwyżek...
"Ciągłych podwyżek" - tak jest. Wiem, że wszyscy w porównaniu z naszymi odpowiednikami w zachodniej Europie, zarabiamy za mało. Wiem że przy wzroście gospodarczym wskazane są podwyżki. Jednak gdy Skowroński w WiO zapytał pielęgniarki czy na razie nie zadowolą się ubiegłorocznymi 30% podwyżkami, działaczki niezbyt elokwentnie odpowiedziały, że w tym roku podwyżek jeszcze nie było. No jasne, bo to takie oczywiste że co rok ma się 30% podwyżkę.
Ale odbiegłem od tematu. Polactwo chce brać, a państwo ma dać. Prywatyzacja jest oczywiście be i niedopuszczalna. A to przecież jedyny sposób na to, by nastały w Polsce kiedyś takie czasy, w których państwo nie musi dopłacać milionów do spółek państwowych (milionów brakujących na inwestycje takie jak np. budowa dróg - drogi pielęgniarkom też się przydadzą;)), a klient może wybierać spośród wielu ofert. To także jedyny sposób by pracownik dostawał tyle, na ile zapracuje. Obecnie mamy monopol i stagnacje. No i wrażliwość społeczną.
To sposób myślenia Polactwa, tak świetnie opisany w książce R.A.Ziemkiewicza. Ostoją takiej mentalności są właśnie związki zawodowe, co dziś widzimy. Inna sprawa, że idea prywatyzacji, nad Wisłą została ośmieszona przez uwłaszczenie nomenklatury. Wszystkie te patologie postkomunizmu zlały się w mózgach Polaków, z PRLowską propagandą, ukazującą obraz burżuja, chlejącego za pieniądze wyzyskiwanego chłopa.
Nie jestem nowobogackim liberałem głosującym na PO. Jestem chadekiem. Ale jak Jarosław Kaczyński napisał w 1993, chadeckość ma trzy podstawy: konserwatyzm, solidaryzm, liberalizm. Solidaryzmu tyle, ile nie szkodzi państwu i społeczeństwu.
Nawiązanie dialogu z protestującymi pielęgniarkami z powodów politycznych (nawiasem mówiąc czterech z sześciu działaczy związkowych organizujących strajk udzialało się w opozycyjnych partiach politycznych) jest niemożliwe. Pielęgniarki "chcą rozmawiać", ale cztery razy nie pojawiły się przy stole, do którego zapraszał ich premier. Więc oblężenie kancelarii premiera trwa, rozwiązania problemu nie widać. Jedyną nadzieje pokładam w tym, że ma się ochłodzić. Co to za piknik gdy pogoda nie dopisuje?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)