"To jest rozwiązanie najlepsze z możliwych", "nie ukrywam że jestem zadowolony z wyniku głosowania" to tylko niektóre wypowiedzi liderów klubów parlamentarnych. Nie rozumiem tylko: z czego tu cieszyć?
Zarówno PSL, jak i PO z LiD powody do zadowolenia na pewno mają. Ludowcy podbudowani wynikiem wyborów samorządowych i spadkiem notowań Samoobrony, wyjątkowo nie muszą obawiać się progu wyborczego. Ryzykują jednak więcej niż im się wydaje: legiony "strażackich kasków" zawsze mobilizują się gdy chodzi o wybieranie wójtów i radnych. Czy pójdą do urn w wyborach parlamentarnych?
Dla PO wybory również są sporą szansą. Po dwóch latach znaleźli się w podobnej sytuacji co podczas kampanii w 2005 roku. Sondaże wskazują partie Donalda Tuska na niewyraźnego, ale w końcu, faworyta. Jeśli sztab Platformy tym razem nie popełni tak jaskrawych błędów, będzie wysyłał proste i wyraźne przekazy do wyborców, a lider pokaże że stać go na "męskie zdecydowanie", to PO będzie tworzyć rząd.
A LiD? Postkomunistyczna lewica, z niewielką domieszką "młodych" takich jak Olejniczak, Napieralski czy Ostrowski (to ten młodzian, który protestował przeciw zmianie nazwy Ronda Gomułki na jakąś odpowiedniejszą nazwe), jeszcze nie wyszła z kryzysu. Ale wcześniejsze wybory i tak są jej na ręke. Wielu ludzi, wbrew wysiłkom Oleksego, już zapomniało o wielkich aferach gospodarczych z poprzedniej kadencji.
Dziwi mnie natomiast dlaczego z rozwiązania parlamentu tak bardzo cieszą się politycy PiS. Chyba tylko z tego że po dwóch latach rządów słupki w sondarzach nie maleją. Pozbycie się przez tą partie władzy, jest efektem prostego wyboru. Albo decydujemy się na nowe rozdanie, ewentualną zmiane pozycji, albo trzymamy się stołków jeszcze dwa lata, patrzymy na krwawice mniejszościowego rządu i spektakl komisji.
Teraz to z czego ja się cieszę. Może zawcześnie, bo Samoobrona nie jest bez szans, lecz trudno mi opisać, jaką miałbym radoche gdyby ten socjalistyczny twór nie dostał się do parlamentu. Śmiałbym się tak jak ostatnio, kiedy czytałem Lepperowe zwierzenia, w których przyznał się do zdradzania żony. Ach! Cóż to była za skrucha!
Mam troche bardziej mieszane uczucia jeśli chodzi o raczej pewne zniknięcie ze sceny polityczne LPRu. W Polsce jest zapotrzebawanie na postendecje, ale zgodnie z przepowiedniami wielu publicystów, Giertych swoim przywództwem tą formacje wykończył.
Co po wyborach?
Specjaliści zgodnie sądzą, ze czeka nas ostra kampania pełna brudnej propagandy. Głowni rywale PO i PiS są zbyt zbliżeni programowo by toczyć merytoryczne spory, pomijając narzucony przez PiS podział na Polske Solidarną i Polske Liberalną.
Ideały wolnościowych kolibrów z UPR, gdzieś się pogubiły, bo wiele wskazuje że Korwin-Mikke dogada się i połączy z centroprawicą Giertycha. Jeszcze ciekawszą transformacje ideową przechodzi PSL.
Zawsze populistyczna, ludowa, mocno socjalna formacja, od ubiegłorocznych wyborów samorządowych, w których startowała z PO, zaczęła mówić o wolnym rynku i umiarkowaniu. Zabawnie wypada porównanie programów wyborczych tej partii - na wcześniejsze lata oraz rok 2007. Jak słusznie zauważył Piotr Lisiewicz w programie na 2006 rok, słowo "liberalizm" pojawiał się 17 razy, jako źródło wszelakich plag w gopodarce i wynaturzeń w kulturze. W nowej deklaracji ideowej, słowo "liberalizm" pojawia się tylko raz.
Kto wygra?
Wbrew przechwałkom Olka Kwaśniewskiego jedno jest pewne: LiD nie wygra tych wyborów. Trudniej przewidzieć która z dwóch wielkich partii wygra. Nikt nie jest chyba tak lekkomyślny żeby założyć się o jakąś większą kase?
artykuł opublikowany w "Desideracie"


Komentarze
Pokaż komentarze