Zgodnie z moim zwyczajem znikłem gdzieś na miesiąc i dopiero ostatnia debata wywabiła mnie z ukrycia. Debata, w której lepsze wrażenie napewno sprawił Tusk, była jeszcze mniej merytoryczna niż wcześniejsza z Kwaśniewskim.
Celowo piszę "sprawił lepsze wrażenie" gdyż debaty wygrać się nie da. Można wygrać wybory, ale z debaty każdy może wysnuć swoje wnioski. Generalnie jednak socjotechnika i pewność Tuska w zderzeniu z nieprzygotowaniem Jarosława sprawiła że trzeba przyznać PO punkt.
Zaskakująca była nie tyle drapieżność Tuska co słabość Kaczyńskiego. Premier zignorował przeciwnika, zdał się na swoje zdolności oratorskie co go zgubiło. Tusk recytował z pamięci wykute wiersze pełne banałów, patosu, erystyki. Dowiedzieliśmy się więc że Doni pochodzi z bardzo biednej rodziny, kocha Polske bo... dobra oszczędze nam tego.
Kolejnym atutem Tuska była chamska publiczność. Reakcje młodzierzówki PO napewno spowodowane były odpowiednimi wytycznymi. Gdy premier w swoim kubusiowym stylu powtórzył po raz kolejny "Donaldzie", ten parsknął nienaturalnym śmiechem. Świadczy to, że wszystko do początku było zaplanowane. Że tuska nie interesuje dyskusja. Chodziło o to by rywala brutalnie wyśmiać. Uderzyć w strunę "cała Polska wstydzi się Kaczorów". Na szczęście ten niski chwyt nie okazał się całkowicie skuteczny. Tusk zapomniał też że zakompleksieni, bezideowi ludzie, antykaczyści, których sobie zjednywał rechocąc niby złośliwy trzynastolatek, nie chodzą na wybory. Ale do takiej, nibyinteligenckiej warstwy społecznej odwołuje się Tusk.
Socjalizmu nie da się obronić. Jarosław Kaczyński o tym wie. Dlatego tak wyraźnie zarysowała się przewaga Tuska w pierwszej części debaty. Z drugiej strony Jarosław nawet nie podważył soc-liberalnej, zupełnie nie spójnej, tuskowej retoryki. Tusk w ostatnim czasie stał się drugim polskim politykiem, który bez mrugnięcia okiem, jest w stanie mówić o równoczesnym zmniejszeniu podatków i zwiększeniu nakładów na państwowe molochy. Jak powiedział dziś Mateusz Piskorski: "cieszę się bardzo, że Donald Tusk zaczął mówić Lepperem". Polityk SO wspomniał nawet coś o tym, że teraz "łatwiej będzie współpracować". Żart? Nie.
Wszyscy słyszeliśmy o tym, że to premier Kaczyński odpowiada za przymrozki i ceny owoców, za globalny wzrost cen zbórz. A Polska będzie drugą Japonią. Pardon, Irlandią.
W Polsce są dwie bezideowe partie, którym chodzi tylko i wyłącznie o "władze dla władzy". SLD reprezentuje jakby nie było interesy przeróżnych gudzowatych i lesiaków. PiS tych, którzy chcą tych lesiaków za wszelką cene wykończyć. PSL dba o kozy i koniczyne. Tylko Samoobrona i PO są to partie, które zawsze zgodnie ze swoim partyjniackim interesem, mogą z każdym zawrzeć koalicje. Tylko te partie mogą zawsze zmienić poglądy.
Tak jak przed dwoma laty, motłoch już się cieszy. A politycy PO już witają się ze swoimi stołkami. Czy tym razem skończą tak samo jak przed dwoma laty?


Komentarze
Pokaż komentarze