Cicho się zrobiło w mediach. Relaks. Jak w spocie LiDu. Jest łąka, na łące biało zielona PSLowska krowa. Poczciwa krasula spokojnie przeżuwa agencje rolnicze, które przypadły jej w umowie koalicyjnej. A premier Tusk rozdaje ministerialne teki.
Dwa lata temu podczas formowania się pisowskiego rządu, środki masowego przekazu grzmiały od obaw i pesymistycznych prognoz. Raz miało powstawać totalitarne kaczystowskie państwo, kiedy indziej jakiś mędrzec, telewizyjny spec - szaman, wróżył nam kryzys gospodarczy. Nic takiego się nie stało. Rezerwy walutowe zostały nietknięte, a wolność słowa kwitnie. Dziś już każdy bez obawy może powiedzieć co myśli o wszystkich wspaniałych "autorytetach", zaczynając od Rydzyka, a na Michniku kończąc.
Ale nie o kondycji polskich mediów chce pisać. Oto pod nosem dziennikarzy kształtuje się koalicyjny rząd Platformy i Ludowców. Jak się wydaje, mało kto ma odwagę przyjrzeć się nowym ministrom i pokiwać z dezaprobatą głową.
Dezaprobata wydaje się jedyną naturalną reakcją na skład ekipy Tuska. Zwłaszcza iż lider PO wielokrotnie zapowiadał budowę rządu fachowców. Wielokrotnie krytykował "brak profesjonalizmu" swoich poprzedników. Tymczasem, co by nie mówić o okularach Skrzypka czy działaniach Kamińskiego, są oni profesjonalistami. Nie można tego powiedzieć o Schetynie, partyjnym aparatczyku, teraz Ministrze Spraw Wewnętrznych.
Doprawdy "renesansową postacią" okazał się być Bogdan Zdrojewski. W przypadku tego partyjniaka, rozważano Ministerstwo Obrony Narodowej i Ministerstwo Kultury. Ostatecznie MON przypadł lekarzowi - Bogdanowi Klichowi. Ministrem Rozwoju Regionalnego została Elżbieta Bieńskowska, która ukończyła "filologie perską" (wie ktoś co to takiego?). Ministrem Sprawiedliwości mianowano adwokata broniącego m.in. ściganego listem gończym Henryka Stokłose.
Tak przedstawia się rząd bezpartyjnych fachowców.
O ile w innych dziedzinach program PO był bardzo skąpy i powierzchowny, o tyle zapowiedzi reform gospodarczych wryły mi się w pamięć. Projekt "Polski Liberalnej" mimo braku konkretów można było uznać za dość ciekawy. Mogliśmy poczytać o podatku liniowym, cięciach w budżecie. I chyba dalej możemy o tym co najwyżej poczytać.
PO w ferworze negocjacji koalicyjnych przehandlowała Ministerstwa Skarbu i Gospodarki!
Te priorytetowe dla Platformy resorty przyznano PSLowi, który, a jakże, obsadził je specjalistami. Naszymi podatkami obracać będzie Aleksander Grad-geodeta, reformy gospodarki podejmie się Waldemar Pawlak-mechanik.
Trudno jest przeprowadzić "liberalne reformy" w koalicji z socjalnymi ludowcami, zwłaszcza jeśli odda się im strategiczne resorty. Toteż Platforma stopniowo wycofuje się z podatku liniowego, już dziś wiadomo że cięć w budżecie nie będzie. Szkoda mi tylko tych wszystkich ludzi, którzy uwierzyli w "drugą Irlandię". Uwierzyli w nią tak samo jak przed laty w "drugą Japonię". A następne wybory wygra partia, która obieca to samo, tylko jeszcze ładniej. Spin-doktorzy wszystkich partii już szukają odpowiedniej wyspy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)