Już ostatnio opisałem, pominięty przez media, problem obsady rządu. Jedynym wynikiem obdzielenia ministerialnymi tekami partyjniaków, nie mających pojęcia o swoich resortach, mogą być zmarnowane 4 lata. 4 lata bardzo ważne dla rozwijającego się kraju wschodnioeuropejskiego.
Definicja populizmu na kochanej, lewackiej wikipedii brzmi"
Populizm - zachowanie polityczne polegające na głoszeniu tych poglądów, które są aktualnie najbardziej popularne w danej grupie społecznej, w celu łatwego zdobycia popularności, bez analizowania sensu tych poglądów oraz zastanawiania się nad realnymi możliwościami i rzeczywistymi skutkami wprowadzenia głoszonych poglądów w czyn.
Czyli mówimy tu o podatku liniowym i wszystkich tych wspaniałych obietnicach (a było ich, że łohohohoh i jeszcze trochę), które "realnie rzecz ujmując" nie mogą być zrealizowane, dlatego że choć łatwo się obiecywało, cholernie trudno przekształcić nasz etatyzm w zdrową gospodarkę. Dlatego łatwiej jest oddać najważniejsze resorty zielonym komuchom.
Jak nazwać jednak propagandę, która polega na nie mówieniu niczego konkretnego? Jak nazwać ludzi, którzy równocześnie obiecują obniżyć podatki i zwiększyć nakłady na budżetówkę?
Pasuje tu tylko jedno słowo: wazeliniarstwo.
Takie wazeliniarstwo to nic innego niż "duże zdolności koalicyjne", które tak jak u łatwej dziewczyny, świadczą o braku jakikolwiek zasad, czy nawet gustu. Nic innego niż unikanie rzeczywistych problemów, unikanie trudnych, niepopularnych rozwiązań.
Od kilku tygodni jesteśmy świadkami spektaklu, który nie ma nic wspólnego z budową nowej Polski, pardon Irlandii, nic wspólnego z jakąkolwiek próbą reformy. Tusk sypie pieniędzmi na prawo i lewo, a oszczędza na rządowym samolocie i borowcach. Co z tego, że takie cięcia nie zmienią nic w budżecie. Polactwo to kupi.
Wypchnięto już z publicznego dyskursu szereg tematów. Przy wolnych mediach takich jak GW, TVN czy Polsat (a wkrótce RZepa i naturalnie TVP) było to do przewidzenia. Ale żeby... aż tak?Najbardziej odrażającym aktem Wazeliniarstwa jest powołanie komisji beatyfikacyjnej ds. Basi Blidy. PO pokazało gest. Oddało stanowisko głównego kapłana postkomuchom, niech przepytają Kamińskiego z raportów. Psuł im interes, niech się zgraja i Kalisz zabawią.
A nasza postępowa lewica spod znaku Kwaśniewskiego i Jaruzelskiego godzi się na role nic nie znaczącego, postkomunistycznego ekskrementu zalegającego w lewym kącie parlamentu. Bo tu nie chodzi o żadną lewice, tylko "reprezentacje interesu". Platforma da im antyziobrowską komisje, spokój i swobodę działania, a oni odwdzięczą się w studiu TVN24 gdzie jedynym politykiem opozycji będzie przedstawiciel PiSu.
PO od LiDu różni się tylko gospodarczą propagandą. Wszyscy już się zgadzają, niezadowolonych nie ma. Medialny matrix czas zacząć.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)