sokratejczyk sokratejczyk
24
BLOG

Rząd zawsze z ludem!

sokratejczyk sokratejczyk Polityka Obserwuj notkę 0
W roku 406 p.n.e. Ateńczycy wygrali bitwę morską, ponoć największą w wojnie peloponeskiej. Ponieśli jednak olbrzymie straty, a tym razem zginęli nie zaciężni marynarze, lecz synowie, bracia i ojcowie obywateli Aten. Nie było też jasne, czy ludzie ci musieli zginąć; większość poległych była rozbitkami, których nie podjęto z morza z powodu nagłego sztormu. Niejaki Kalliksenos jednym wnioskiem oskarżył całą grupę ateńskich dowódców floty, zwanych strategami. Tym wnioskiem złamał trzy zasady ówczesnego prawa. Przede wszystkim prawo wymagało, by oskarżać i sądzić każdego człowieka indywidualnie. Tym niemniej cała grupa strategów stanęła oskarżona przed zgromadzeniem ludowym. Sprawa była gardłowa. Oto co zanotował współczesny wypadkom Ksenofont:

"Euryptolemos zaś, syn Peisianaksa, i paru innych oskarżyło Kalliksena o przedstawienie na piśmie wniosku niezgodnego z prawem i niektórzy z ludu chwalili ich za to, większość jednak wydawała okrzyki, że byłoby oburzające, gdyby ktoś nie pozwolił ludowi czynić, co mu się tylko podoba. W dodatku, kiedy Lykiskos zaproponował, żeby w tym samym głosowaniu, co strategowie, byli sądzeni i wyżej wymienieni, jeśli nie odwołają swej skargi, tłum ponownie uczynił wrzawę i zmusił ich do cofnięcia skargi. Kiedy następnie niektórzy z prytanów nie zgadzali się dopuścić do głosowania wbrew prawu, Kalliksenos, wstawszy po raz drugi, począł ich oskarżać o to samo. Inni wołali, żeby wdrożyć oskarżenie także przeciw tym, co się nie godzili. Prytanowie, przestraszeni, wszyscy zgodzili się przeprowadzić głosowanie z wyjątkiem Sokratesa, syna Sofroniska. Ten zaś twierdził, że on wszystko czynić będzie nie inaczej, jak tylko zgodnie z prawem."

W sprawie lustracji postępujemy tak samo, jak ci starożytni Ateńczycy. Tyle, że nie ma wśród nas Sokratesa. Wola ludu ma od dawna powalającą moc. Prezydent jest przekonany, że ustawa jest niezgodna z konstytucją, ale ją zatwierdza, gdyż takie jest "zapotrzebowanie społeczne". Inny polityk, Zdzisław Krasnodębski ("Wprost", nr 46/2006) oczekuje od ludzi, dla których nowe prawo jest niesprawiedliwe i krzywdzące, że - mimo to - zaakceptują, a nawet poprą nowelizację "dla dobra ogółu".

Mamy zatem "prawo", wedle którego możemy być karani za czyny innych ludzi. Za to, że ktoś kiedyś napisał notatkę, w której nazwał nas "osobowym źródłem informacji". Jednocześnie "prawo" to przewiduje, że będziemy karani bez procesu sądowego, jedynie na podstawie decyzji urzędników.

Starożytni byli uczciwsi. Chcieli zemsty za śmierć swoich krewnych, mówili to otwarcie i zamordowali strategów. My nie możemy ścierpieć, że ludziom, którzy kiedyś pracowali w tajnej policji i wywiadzie, powodzi się po 1989 roku lepiej niż nam. Nie potrafimy znaleźć żadnych powodów, by ich oskarżyć zgodnie z prawem. Ba, nie potrafimy nawet sformułować prawa, które by pozwoliło oskarżać tych ludzi właśnie za udział w działalności służb specjalnych PRL. Przepełnieni oburzeniem i zawiścią chcemy ubekom uniemożliwić obecność w życiu publicznym. A w duchu życzymy sobie, by potracili swoje pieniądze, firmy, nieruchomości. Jesteśmy cywilizowani, nie tak prymitywni, jak ci zacofani hodowcy kóz w starożytności. Jesteśmy cywilizowani, więc na wszystkie nasze podłości mamy uzasadnienie "obiektywne". Łamiąc podstawowe zasady prawa, nie powołujemy się na swoją wolę, lecz na "zapotrzebowanie społeczne". Cóż, to tylko "polityczne zastosowanie semantyki".

Rzecz w tym, że naprawdę mamy czego zazdrościć ubekom. Andrzej Zybertowicz opowiada ("Polityka" nr 46/2006), że ci ludzie byli i są przy "prywatyzacjach, dużych zamówieniach publicznych, wymuszaniu partnerstwa biznesowego", że - zatrudnienii w spółkach skarbu państwa - zawieraja wątpliwe kontrakty, w bezpieczny sposób korzystne dla nich. Że stanowią grupę;  potrafią zespołowo układać strategie biznesowe; współpracują w "złożonych manipulacyjnych grach biznesowych". Nie wiem, czy - jak mówi Zybertowicz -  "od dawna regularnie się spotykają", ale sądzę, że istotnie "patrzą, gdzie wędrują wielkie strumienie finansowe, np. tu grunty rolne, które będą przekształcane, a tam pójdzie autostrada; tam nowe technologie medyczne, a tu nowoczesna kartografia". Ubecy okazali się zdolni do adaptacji w systemie liberalnej demokracji, szczególnie w gospodarce! Na tym polega ich zbrodnia. Wszystko, co zarzuca ubekom Zybertowicz, to są działania ludzi osiągających sukces w biznesie. Działania legalne, dodajmy. Nawet "podejrzane kontrakty" spółek skarbu państwa są legalne; korzyść w biznesie tylko maluczkim kojarzy się wyłącznie z kopertówką.

Gdyby poszukać z chłodną głową, poszperać w księgach i papierach, prawdopodobnie znalazły by się tu i ówdzie dowody przestępstw byłych ubeków, popełnionych po 1989 roku. Może dało by się skonfiskować niejeden spory majątek. Ale lud nie będzie usatysfakcjonowany, gdy jeden czy drugi przestępca pójdzie do więzienia. Nie, to za mało - lud dyszy moralnym oburzeniem  i domaga się kary zbiorowej dla wszystkich, którzy mają w papierach kontakty ze służbami specjalnymi PRL. Że "ciemny lud wszystko kupi" jest prawdą, której wcale nie odkrył Jacek Kurski. Strach, gdy rządzący upodabniają się do ludu.

Lubię poznawać alternatywy, zwłaszcza sprawdzone przez dwa i pół tysiąca lat.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka