sokratejczyk sokratejczyk
18
BLOG

Nie potrafię być solidarny

sokratejczyk sokratejczyk Polityka Obserwuj notkę 0
W ubiegłym tygodniu przyszło mi ostatecznie uznać, że nie jestem solidarny. Media przekonywały, że wszyscy łączymy się w solidarności z zabitymi górnikami i ich rodzinami. Ja potrafiłem tylko powtarzać za Gombrowiczem: kiedy nie solidaryzuję się! Rzecz nawet nie w tym, że przeszkadzało mi zażenowanie poziomem dziennikarzy; usłyszałem na przykład, jakoby kobiety ze Śląska były od dziecka (genetycznie?) przygotowane na wdowieństwo. Przywykłem do bajdurzenia w mediach. Nie jestem solidarny z powodów zasadniczych. Sądze mianowicie, że "bycie solidarnym" jest wyborem człowieka, i to wyborem podyktowanym wielce interesowną motywacją.

Co bowiem oznacza "solidarność"? Mówimy o solidarności więźniów wobec nadzorców w sprawie warunków życia w więzieniu. Albo o solidarności uczniów w klasie wobec wychowawców w sprawie przestrzegania szkolnego regulaminu. Mówimy o sukcesie policjantów, którym udaje się złamać solidarność członków mafii i uzyskać informacje o ich organizacji. Solidarni są też listonosze w walce o wyższe pensje i lepsze warunki pracy. W swym podstawowym znaczeniu solidarność jest więc relacją o złożonej strukturze: obejmuje grupę ludzi, którzy współpracują w określony sposób dla określonego celu. Żebym "był solidarny" nie wystarczy, że wybiorę sobie grupę ludzi, z którymi "solidaryzuję się". Muszę jeszcze uznawać za swój cel, który ta grupa chce osiągnąć, a ponadto uważać, że działania podjęte przez tych ludzi przyspieszają urzeczywistnienie celu. Solidaryzuję się nie tyle z grupą ludzi, ile z pewnym celem, metodami jego urzeczywistnienia i ludźmi, którzy w ten sposób cel ów usiłują osiągnąć.

We współczesnym pojęciu "solidarność" ulega zmitologizowaniu na kilka sposobów. Uważa się solidarność za nowy rodzaj uczucia, jak choćby w przypadku nieszczęsnych górników z Halemby, gdy określa się tym mianem współczucie dla ich rodzin. Dalej - przypisuje się solidarności znaczenie cnoty moralnej, jak choćby przez wyjaśnianie, iż pomoc dla ofiar katastrofy wynika "z odruchu solidarności". Mitem o największej szkodliwości wydaje mi się pojmowanie solidarności jako pewnej cechy ludzi,  oderwanej od tego, z kim i z czym człowiek się solidaryzuje. Nie dziwi mnie, że przy tak zmitologizowanej świadomości karierę polityczną robi hasło "Polski solidarnej".

Solidarność jest relacją, która potrafi być wielce sprawna w społecznej praktyce, a nawet w polityce - o czym przekonali się komuniści w Polsce w roku 1980. Ale sytuacje, gdy solidarność obejmuje dużą lub nawet przeważającą część społeczeństwa, są rzadkie; tak rzadkie, jak na przykład wojna. Zwykle solidarność znajduje zastosowanie w walce o interesy grup wewnątrz społeczeństwa. Jako taka powinna być - zawsze, gdy się zawiązuje między ludźmi - bacznie obserwowana przez tych, którzy cenią sobie demokrację


Lubię poznawać alternatywy, zwłaszcza sprawdzone przez dwa i pół tysiąca lat.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka