Nic nie poradzę, że coraz częściej Jacek Żakowski pisze ciekawe teksty. W "Polityce" ostatniej (z 14 marca) artykuł pt. "Cukierki dla mediożercy", z tytułem podkreślonym cytatem: Myślicie, że jesteście poinformowani? A może już tylko rozerwani?
Należę do pokolenia, które wydało ojców rodzin nie wyobrażających sobie śniadania bez gazety. (Dla młodszych - gazeta to jest coś podobnego do książki, tylko ma większy format i drukowane jest zawsze minionej nocy, a zawiera informacje o wydarzeniach poprzedniego dnia; kupuje się to nie w księgarniach, ale od ulicznych sprzedawców). Gdy pojawił się internet (zamierzchła przeszłość - aż dwanaście lat temu), byłem przekonany, że 1) umożliwi każdemu bezkosztowe publikowanie tekstów, 2) jako środek masowego przekazu nigdy nie uzyska wiarygodności gazety, ponieważ teksty publikowane w internecie nie są utrwalone, a autor nieidentyfikowalny. Do głowy mi jednak nie przyszło, że publiczności gazet przestanie zależeć na wiarygodności tego, co czyta.
Pisze Żakowski:
Thomas Patterson, profesor medioznawstwa z Harvardu, policzył kilka lat temu, że w dwóch ostatnich dekadach XX w. udział tzw. miękkich informacji (ciekawych, ale mało istotnych), wzrósł z 35 do 50 proc. "Twarde informacje", odnoszące się do ważnych zjawisk rzeczywistości publicznej, były systematycznie spychane na dalsze strony gazet i dalsze pozycje w programach publicystycznych. Także tam miały jednak prawo bytu o tyle, o ile można je było przedstawić w atrakcyjnej formie. Treści informacyjne zastępował bowiem infotainment, czyli symulująca informację rozrywka - strachy, dziwy, skandale dotyczące seksu, władzy, pieniędzy, dobierane pod kątem łatwości przyciągania uwagi możliwie licznej publiczności, a nie wagi i użyteczności publicznej. W latach 90., gdy infotainment zaczął być postrzegany jako rzeczywisty problem życia społecznego, a nie tylko obsesja futurologów, nikt nie miał jednak odwagi wziąć się z nim za bary. Hegemoniczna doktryna neoliberalna jako lekarstwo na wszystkie bóle społeczne zalecała bowiem deregulacje i ograniczenia interwencji państwa.
Ostatnia sugestia Żakowskiego nie podoba mi się; nawet autorytet Karla Popper'a (Żakowski twierdzi, że pod koniec życia Popper proponował państowe interwencje jako środek zapobiegania degrengoladzie komiunikacji społecznej) nie przekona mnie, że lekiem na problemy życia jest większa władza rządu.
Dla Żakowskiego, który jako myślący lewicowo miesza idee z rzeczywistością, moja perspektywa jest nie do przyjęcia: społeczeństwa mają takie media, na jakie sobie zasłużyły. Gdy na skalę masową mitologizują rzeczywistość, gdy kosmici wyręczają Pana Boga, ludzie chcą czytać takoż bajdurzące gazety. Dlatego na stare lata musiałem zrezygnować z czytania prasy przy śniadaniu.
23
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze