Zawsze mnie zdumiewało (i oburzało, przyznaję), jak ludzie mogą uwierzyć w każdą bzdurę ogłaszaną przez polityków. Wdaję się w przygodną rozmowę, choćby z taksówkarzem, i jakże często słyszę zapewnienie - wypowiadane żarliwie, z najgłębszym przekonaniem o prawdziwości - że byle PiS wygrał wybory, skończy się złodziejstwo Układu i wszyscy będziemy więcej zarabiali. Albo, równie żarliwe ogłoszenie, że jeśli PiS wybory wygra, wszyscy młodzi z Polski uciekną i nie będzie miał kto płacić na nasze emerytury.
Wydaje się na pierwszy rzut oka, że poglądów nie można nikomu narzucić. Przecież wartościowanie rzeczy i spraw to kwestia wewnętrznego wyboru każdego człowieka. A już przy stwierdzaniu faktów: jak jest z tym czy tamtym na tym świecie, sprawa jest oczywista: każdy ma swój rozum i nie można mu narzucić, że to co widzi jako białe, naprawdę jest czarne. Do poglądów można ludzi co najwyżej przekonywać, a żeby przekonać, trzeba mieć wobec nich autorytet; koniecznie muszą uznać, że ten, kto przekonuje, ma większą wiedzę na dany temat. Jeśli tak ludzie tworzą swoje oglądy świata, to trzeba uznać w konsekwencji, że Jarosław Kaczyński wcale nie wymyślił Układu, ale tylko nazwał tak zjawisko, które Polacy znali wcześniej.
W rzeczywistości nasze światopoglądy powstają inaczej. Cała nasza wiedza o świecie nie składa się bowiem jedynie ze stwierdzeń na sto procent prawdziwych (na sto procent fałszywych nikt nie przyjmuje). Mamy również, i to znacznie więcej, poglądów, które są prawdziwe jedynie z pewnym prawdopodobieństwem. Nawet stwierdzenia nauk przyrodniczych są (w większośći) tylko wysoce prawdopodobne: tego, że Ziemia krąży wokół Słońca też nie wiemy napewno! Ten zadziwiający stan rzeczy wynika z faktu, że poznajemy świat w zdecydowanej większości przypadków - pośrednio. Nikt nie widział, jak Ziemia krąży wokół Słońca, mamy natomiast na to twierdzenie tak wiele dowodów pośrednich, że byłoby głupotą przyjąć za prawdziwy pogląd przeciwny.
Mamy też trzeci rodzaj poglądów: twierdzenia, o prawdziwości których trudno jest nam rozstrzygnąć. To znaczy takie, przy których nie jesteśmy w stanie ocenić, czy większe jest prawdopodobieństwo ich prawdziwości, czy też prawdziwości ich zaprzeczenia. Mamy pogląd, ale jesteśmy gotowi zmienić go o 180 stopni, i to nie tylko dlatego, że ktoś uzasadni taką zmianę, ale również wtedy, gdy ktoś nam taką zmianę nakaże, czy to grożąc karą, czy też kusząc nagrodą. Przy coraz bardziej skomplikowanym życiu współczesnych społeczeństw większość naszych poglądów w tej materii należy właśnie do tej kategorii.
Dla kogoś, kto nie potrafi rozstrzygnąć sam, czy w Polsce istnieje Układ, będzie rozsądnym (tak, tak - rozsądnym!) - skoro władza stawia likwidację Układu jako warunek powszechnego dobrobytu, a zaprzeczanie istnieniu Układu chce karać zaliczeniem do tegoż - przyjąć tak samo istnienie, jak i konieczność poparcia walki z Układem. Cel bowiem, jaki roztacza władza - powszechny dobrobyt lub uniknięcie kary za przynależność do Układu - jest rozsądnie popierać. Inaczej mówiąc, są dwa warunki przyjęcia poglądu na żądanie władzy: 1) człowiek nie potrafi samodzielnie określić prawdopodobieństwa jego prawdziwości; 2) władza musi umieć pokazać cel, który chce osiągnąć człowiek przyjmujący taki pogląd na rozkaz.
Mam takie wrażenie, że o ile Jarosław Kaczyński uważa, że nikt w Polsce nie potrafi sam sobie wyrobić poglądów politycznych i dlatego słusznym i dobrym jest narzucanie własnych wszystkim, o tyle Donald Tusk sądzi, że wszyscy w Polsce powinni mieć poglądy własne, a więc że można jedynie przekonywać i uzasadniać swoje. Obaj się mylą.
59
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze