Wojna upraszcza wszystko. Dlatego nie dziwi mnie żarliwość moralna w obronie Gruzji, jeśli wykazują ją młodzieńcy, nadal pryszczaci. Inni młodzieńcy usiłują uzasadnić cynizm - to tylko odwrotna strona medalu, równie zrozumiała.
Stanowisko zajęte przez polskie czynniki oficjalne - prezydenta Kaczyńskiego i premiera Tuska - wydaje się zdecydowanie różnić od młodzieńczego zapału, wszystko jedno w którą stronę kierowanego. Nie powinno nikogo dziwić, że Polska wraz z krajami bałtyckimi (Litwa, Łotwa, Estonia) jest uczulona na przejawy rosyjskiej agresywności; całkiem niedawno znajdowaliśmy się w strefie wpływów rosyjskich, żeby powiedzieć delikatnie. Rosja nie wkroczyła do Polski w latach 1980-1981, bo Kreml uznał, że nie musi. Wkroczyła natomiast do Czechosłowacji w 1968 roku.
Rosja zaatakowała Gruzję - fakt, że Gruzja złamała zawieszenie broni w Osetii Południowej, nie ma tu nic do rzeczy. Rosja, jeśli w ogóle ma jakieś uprawnienie, może próbować zakończyć walki między Gruzinami a Osentyńczykami, ale nie może brać udziału w walce po jednej ze stron! A już otwartą napaścią jest bombardowanie miast leżących na niekwestionowanym (nawet przez Rosję) terytorium gruzińskim. Jakiekolwiek uzasadnienia są tu czystym bełkotem.
W interesie Polski jest uświadamianie demokratycznemu światu (a pośrednio samej Rosji), że nie wolno zgodzić się na określanie przez Kreml, co wolno Rosji robić. Rosji nie wolno ingerować zbrojnie w sprawy innych państw; kropka.


Komentarze
Pokaż komentarze