Dopóki na Kubie będzie chociaż jeden więzień, nasza kampania będzie kontynuowana – mówi Gisela Delgado. O misji Dam w Bieli, Projekcie Niezależnych Bibliotek i o tym, co daje siłę do walki, z kubańską opozycjonistką rozmawiają Anna Jakubczuk i Wojciech Pokora.
Kim są Damy w Bieli?
Ruch Dam w Bieli powstał w wyniku wydarzeń „czarnej wiosny” 2003 roku i represji rządu kubańskiego, który gwałci prawa człowieka, o czym wie cały świat.
Ci, którzy wtedy byli zatrzymani, zostali skazani praktycznie bez sądu, bo sądy działały jak w stanie wyjątkowym, podobnie jak podczas wojny, a przecież w tym momencie na Kubie nie było żadnego konfliktu.
Rząd chciał złamać opozycję kubańską, zlikwidować ją, chociaż ja sądzę, że bardziej może nawet niż zlikwidować, chciał ją sparaliżować. Wszystkie rządy totalitarne wiedzą, że mają swój początek i koniec, oni dobrze to znają i dlatego nie chcą dać ludziom wolności wyboru. Za każdym razem, gdy rząd zmienia się w bardziej totalitarny, przekształcając się we władzę absolutną, nie daje alternatywy swojemu ludowi, bo alternatywa jest składową wolności, wybór jest elementem wolności. Wolności nie ma w rządzie totalitarnym, dlatego postanowiłyśmy zjednoczyć siły kobiet. Nie nadałyśmy temu działaniu charakteru ruchu politycznego, tylko po prostu ruchu o sprawiedliwość, w tym przypadku o prawa dla członków naszych rodzin, naszych mężów. Czy byłybyśmy żonami i matkami bez tego? Zrobiłyśmy to, by podtrzymać protest przeciwko rządowi w Hawanie, prosząc o uwolnienie więźniów i o szanowanie praw człowieka.
Jaka była reakcja władz?
Było wiele represji w pierwszej chwili, teraz też są, ale na początku to były twarde represje i groźby. Dwa czy trzy miesiące toczyła się moja sprawa w sądzie, w fazie wstępnej przesłuchiwały mnie służby bezpieczeństwa, policja polityczna, grozi mi 25 lat więzienia, to oznacza, że w tym momencie policja nalicza mi lata, które mam odsiedzieć w wiezieniu. Grozi mi to, jeśli nadal będę pokazywała się w Santa Rita (kościół w Hawanie przy 5. Alei, gdzie co tydzień pojawiają się Damy w Bieli – przyp. SSG) i podtrzymywała protesty; i jeżeli jeszcze jakąś książkę dołożę do mojej biblioteki.
Moja biblioteka została sponiewierana, zabrali mi tysiące książek, tak naprawdę ukradli, była to kradzież rządu na bibliotekach niezależnych. W tamtym momencie miałyśmy około 110 bibliotek - ponad 50 bibliotek zostało usuniętych, zamkniętych, zniszczonych, skonfiskowano książki, 26 bibliotekarek zamknięto w więzieniach.
To było coś, co bardzo paraliżowało społeczeństwo. Ludzie zobaczyli coś, co do tej pory nigdy się nie wydarzyło, że zamykano ludzi na ulicach, masowo, tuż koło ich domów (biblioteki znajdują się w domach prywatnych), patrolowano te miejsca, policja je obserwowała. To była dla ludzi wiadomość: „nie rób nic, bo cię sparaliżujemy”.
To wtedy właśnie 75 osób otrzymało wyroki do 25 lat wiezienia, co oznaczało, że wiele osób miało skończyć swoje życie w więzieniach. Także mój mąż razem z dziesięcioma innymi, którzy siedzieli za tę samą sprawę, tak naprawdę zostali skazani na karę śmierci czy dożywocia, bo 25 lat dla osoby, która ma ponad 50, to kara śmierci.
Poza tym więzienia kubańskie to są prawdziwe obozy koncentracyjne, obozy wyniszczania ludzi, i nie chodzi o to, że to tak można literacko nazwać. Ja nie poznałam więzienia, ale słyszałam świadectwa wielu osób. Jeżeli nie ma wody do picia, jeżeli ściany są wilgotne, nie ma odpowiedniego wyżywienia - nawet nie odpowiedniego, tylko takiego minimalnie, żeby przeżyć, jeżeli człowiek nie widzi światła, jeżeli nie szanuje się praw ludzkich – to wtedy takie miejsce nazywa się obóz koncentracyjny. Wielu z tych ludzi ma nieuleczalne choroby, nieodwracalne, takie jak na przykład ta, na którą choruje Hector. Jest nieodwracalna, mimo że pojechaliśmy do Hiszpanii, ażeby otrzymać pomoc medyczną, za którą bardzo dziękujemy, ale tak naprawdę sytuacja Hectora jest poważna. A w więzieniach jest jeszcze wielu więźniów w poważnej sytuacji i oni też skazani są na lata wiezienia, mają dodatkowe kary.
Wszystkie rodziny Dam w Bieli cierpiały z powodu prześladowań, grożono im, by nie wychodziły z domu, tylko za to, że kierowały prośby do rządu, żeby uwolniono więźniów, członków ich rodzin, żeby dano im odpowiednią pomoc medyczną. Niektóre z nas cierpiały z powodu faktu przemocy fizycznej, rzucano w nas kamieniami albo wyważano drzwi, grożono śmiercią.
Czasami się myśli, że brutalność ma miejsce wtedy, gdy się zabija, i kiedy ludzie są wyrzucani na ulicę, ale jest wiele sposobów na zabijanie. Są takie formy w reżimach komunistycznych, i Kuba nie była wyjątkiem, bo ma takie same normy i zasady. To było trucie więźniów, nie mamy dowodów, ale istnieją podejrzenia, ponieważ są osoby, które mają takie same patologie, a niemożliwe jest, by 10 czy 15 osób miało tę samą patologię.
Damom w Bieli chodzi o to, by szanowano więźniów kubańskich, i dopóki będzie istniał jakikolwiek więzień polityczny, trzeba nalegać, by dano im wolność, trzeba żądać wolności Kuby, która nie powinna bazować na lekkich zmianach. Teraz rząd tuszuje sytuację na Kubie, stara się pokazać światu, że istnieje demokracja, ale to jest kłamstwo, bo ciągle istnieje ten sam system, który depcze prawa ludzkie. Nie może być zmian tam, gdzie się narzuca wolę. To jest naszym celem i celem ludzi walczących o demokrację, z różnych pozycji; trzeba walczyć za wolność Kuby, za więźniów i zmiany w systemie, narzucić, by zdemontowano system, który dusi ludzi.
Wspomniała Pani o bibliotekach. Na czym polega projekt niezależnych bibliotek, którego Pani jest dyrektorem?
Moje uczestnictwo w działalności na rzecz demokracji i wolności Kuby polega na opowiedzeniu się za wolnością wypowiedzi. Kieruję projektem bibliotek niezależnych w całym kraju, jest to ponad 140 bibliotek i ponad 1500 grup czytelników. Te grupy tworzą osoby, które nie należą do żadnych organizacji, jeśli chodzi o politykę, są też osoby, które należą do partii komunistycznej, ale czytają to, co jest zabronione na Kubie. Na Kubie ludności się wszystkiego zabrania: zabrania się gazet zagranicznych, nawet o modzie, powieści, wszystko, co nie wychodzi od rządu jest zabronione. A biblioteki niezależne istnieją i działają pomimo gróźb.
Teraz, gdy wyjechałam z Kuby, powinnam się autocenzurować, bo gdy wrócimy, prawdopodobnie poniesiemy odpowiedzialność za wszystkie słowa, ale sądzę, że ceni się ponoszenie ryzyka. Ludzie mówią: „wy jesteście albo zbyt odważni, albo szaleni”. Ja nie sądzę, by jakikolwiek walczący człowiek mógł być super odważny albo szalony, myślę, że trzeba mieć godność jako osoba, jako człowiek, w tym sensie jesteśmy obrońcami praw ludzkich i nie możemy zostawić ludzi bezbronnych ani prawdziwych demokratów.
Co daje siłę do tej walki?
My nie walczymy za jedną partię, walczymy o pluralizm partyjny, o społeczeństwo aktywne, żeby ludzie też mieli prawa, nie tylko obowiązki.
Mam relacje z wieloma osobami ze świata dyplomatycznego czy indywidualnymi, z instytucji bardzo szanowanych, które przyjeżdżają z wielką miłością do tego, co ktoś robi na Kubie, ponieważ wielu wie, co to znaczy walczyć o wolność w kraju, w którym nie ma wolności. Na Kubie nie można mieć swoich wartości i przekonań, ludzie, którzy myślą inaczej albo są niewygodni, muszą wyjeżdżać z kraju. Tego nie można akceptować, by Kubańczycy tułali się po świecie i żyli jak emigranci, bo być emigrantem to być nikim. Naszym krajem jest Kuba, Kuba jako potencjał osobowości, ludzi, potencjał państwowy, w którym można być wolnym, żeby żyć godnie tak, jak zawsze się żyło przed 1959 rokiem. Kiedyś Kuba była krajem, do którego się emigrowało, dzisiaj Kubańczycy w różnych zakątkach świata płyną, gdzie ich poniosą fale, z nurtem, bez żadnego stałego portu, bez zwyczajów, tradycji. Tak naprawdę poczułam nostalgię za krajem; za Kubą się płacze, za Kubą się tęskni, naprawdę warto o nią walczyć i warto zrekonstruować nasz kraj, naród kubański, tak byśmy wszyscy byli jego częścią, nie wyłączając przez to komunistów. Oni też mają swoje prawa, ale niech pozwolą żyć narodowi we wszystkich jego kolorach, to jest istotne.
Mój mąż jest bardzo odważny. Pokazał swoją odwagę nie tylko poprzez odwagę umiejętności życia w warunkach trudnych, ale odwagę, z jaką stawiał czoła życiu. On ma odwagę, żeby kontynuować tę walkę i to jest ta siła, którą ją mam czasami. Ludzie myślą i mówią, że to kraj, w którym nie ma wartości i jest tam wiele problemów - jak w takim kraju może istnieć miłość? Ja sądzę, że to dar, cud Boga, jesteśmy nią niezwykle obdarowani. Tknął nas Duch, ludzi, którzy mają taką nadzieję, wiarę, w to co robią, która bazuje na miłości, nadziei i rodzinie i to daje dużo siły, by iść do przodu. Warto wracać na Kubę.
Czy czujecie, że świat słyszy wasze wołania?
W naszej podróży, w jakiekolwiek miejsce w Europie byśmy się nie wybrali, w każde drzwi, w które zastukamy, każdej osobie, którą spotkamy, przekazujemy prośbę o uwolnienie więźniów politycznych. Tych 240, nie tylko grupę 75, którzy zostali zamknięci w 2003 roku, ale przede wszystkim kubańskich więźniów politycznych, którzy też są częścią narodu, częścią walki o demokrację. Chcemy, żeby dzięki światowym instytucjom i ważnym osobom sytuacja więźniów i narodu zyskała rozgłos, ponieważ czasami, gdy nie mówi się o tym na zewnątrz, to wydaje się, że to nie ma sensu.
Uważam, że ważne jest uczestnictwo osób, które przyjeżdżają na Kubę, by pokazać swoją solidarność, ważne jest, że ktoś odważy się wyciągać transparenty z wołaniem o demokrację dla Kuby bez przemocy.
Nie przestałam być Damą w Bieli, dlatego że Hector jest tutaj, poza Kubą. Jestem nadal Damą w Bieli i będę u boku moich przyjaciółek dopóty, dopóki nie zostanie uwolniony ostatni więzień polityczny. Dopóki na Kubie będzie chociaż jeden więzień, nasza kampania będzie kontynuowana. Gdziekolwiek by nie były Damy w Bieli, będą walczyć o więźniów i będą podnosić glos.
Korzystając z tej podróży chcę zaprezentować książkę „Voces de cambio”. Prezentując ją będę wołać o wolność dla tych, którzy ciągle są w więzieniach.
Rozmawiali: Anna Jakubczuk i Wojciech Pokora
Gisela Delgado, dyrektor projektu bibliotek niezależnych na Kubie, Dama w Bieli, żona skazanego na 25 lat więzienia Hectora Palacios Ruiza.
.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)