„Dzień wyborów - dzieci mają służbę” to najświeższa relacja z Kuby. O tym, jak wygląda tam codzienność polskiego misjonarza pisze z Hawany ks.Andrzej.
20.I. 2008 - Niedziela, więc jak zwykle w ten dzień wcześnie rano wyjechałem do swych obowiązków, które mam poza Hawaną. Na ulicach dziwnie pusto i cicho. Tylko gdzieś w oddali słychać uliczny megafon - nawoływania do uczestnictwa w głosowaniu. Zapomniałem, dziś jest dzień wyborów na deputowanych. Wszyscy szykują się na wybory. W mojej Kaplicy dziś też nie widać dzieci, więc pytam ludzi dlaczego dziś nie uczestniczą jak zwykle dzieci? „Ojcze – odpowiadają - dziś są wybory, więc dzieci mają służbę.” Okazuje się, że w dzień wyborów dzieci obowiązkowo trzymają, (po dwie osoby, na zmianę) wartę przy urnach wyborczych. W białych bluzeczkach, bordowych spodniach lub spódniczkach, a na szyi koniecznie chusta, znak przynależności do tzw. „Pionieros” (harcerzy). Nazwa pewno przeszczepiona od naszych przyjaciół z byłego ZSRR (upolitycznieni). Od małego zostają im wpajane idee partyjne, zakrapiane (skąd my to znamy?) hasłami, ideologicznymi swojego ustroju. Kiedyś słuchałem w radio programu ze zjazdu, więc poczułem się jak u siebie w latach 70., gdzie przynależeć do harcerstwa to był zaszczyt i honor, że ojczyzna w potrzebie. Niestety moje poglądy troszkę uległy zmianie, gdy przeczytałem książkę Baden Powella o Skautingu. (nieupolitycznionym).
Nazajutrz w gazecie GRAMMA - organu oficjalnego komitetu centralnego partii komunistycznej, wyczytałem, że do urn poszło 96% wyborców, zadziwiająca frekwencja.
Cóż, może prawda a może i nie…? Być może i naród zaczyna się budzić z marazmu. Być może w glosowanie wliczono też i dzieci. Przecież głosowało ok. 9 mln. Kubańczyków. Dodać 4% tych, co nie glosowali i wyjdzie ile dzieci posiada Kuba.


Komentarze
Pokaż komentarze