Widzimy tu na północy błękitne wody Karaibów, a troszkę niżej ciemne plaże Pacyfiku. Widzimy ośnieżone szczyty, zapierające dech w piersiach, monumentalne góry, nieskończoną zieloność lasów, wzbudzającą respekt selvę, przeciętą tu i tam rzekami wód.
Ludność jest bardzo zróżnicowana. Imponujące są miasta w których mieszkają tylko Czarni lub Biali, inne rejony, w których mieszkańcami są jedynie Indianie, jednak w większości kraju kolory i kultury tworzą uroczą mieszankę.
Z moich obserwacji wynika, ze kraj ten kojarzy się głównie w kokainą. Chodź mi pierwsze co przyszło na myśl to kolumbijska kawa i kakao.
Kolumbia jest w stanie wojny domowej od prawie 40 lat. Walki są prowadzone między rządem a partyzantami z różnych organizacji. Gdyby tak spojrzeć na mapę partyzantki Kolumbii, wszędzie można znaleźć terrorystów i morderców. Odpowiedzialni są ci, którzy podają się za przedstawicieli lewicy, jak i ci, którzy mówią o sobie, ze są skrajną prawicą. Oczywiście winę za sytuację w kraju przerzucają sobie, jak rozgrzany węgielek, z rąk do rąk.
Głównym czynnikiem błyskawicznego rozwoju guerrilli w latach 80. i 90. była kokaina. FARC ma główne bazy w rejonie słabo rozpoznanym nawet przez kartografów, który jest jednocześnie centrum uprawy koki. W latach 80. stała się ona podstawowym produktem eksportowym Kolumbii i jedynym źródłem utrzymania potężnej części kolumbijskich wsi. Oficjalnie FARC twierdzą, że jako przedstawiciele chłopów i robotników Kolumbii walczą z “imperializmem i niesprawiedliwościami oligarchicznego państwa”. Ich przywódcy mają usta pełne pięknych słów o równości i walce o prawa biednych, a jednocześnie kieszenie wypełnione po brzegi dolarami za handel narkotykami.
Z drugiej strony, pada pytanie kim są wojownicy, tysiące żołnierzy, którzy reprezentują FARC? Często są to wiejskie dzieciaki, z karabinami w rękach, które po prostu szukają roboty. Zdarzają się też europejscy zbuntowani idealiści, którzy jadą do Ameryki Południowej spełniać swój sen o rewolucji.
Dwa lata temu moi znajomi podróżując po lasach Kolumbii, rozbili namiot przy drodze. Popołudniu podeszło do nich paru młodzieńców, zapytali, czy mogą pograć z nimi w nogę, gdyż zauważyli, że moi znajomi mieli przy sobie piłkę. Towarzystwo się zintegrowało, pograli, popili. Na pytanie co robicie, chłopaki, w tym lesie? Młodzi Kolumbijczycy odpowiedzieli, że po prostu się przemieszczają. Dwa dni później gdy moi znajomi wjechali do miasta zostali przesłuchani przez policję, szukającą ukrywających się w lesie jednostek partyzantki. Jakże było wielkie zdziwienie gdy okazało się, że mieli do czynienia z wojownikami FARC...
Wśród innych organizacji partyzanckich, bardzo widoczna są : ELN (Ejército de Liberación Nacional, Armia Narodowowyzwoleńcza) i Ruch 19 Kwietnia (M-19), to kolejne organizacje podążające tą samą ścieżką. Jeszcze w latach 70 partyzanci cieszyli się poparciem wśród ubogiej części społeczeństwa. W roku 1987 sześć najsilniejszych ugrupowań partyzanckich utworzyło wspólne kierownictwo w celu koordynowania swoich działań. Wojna stawała się coraz bardziej krwawa i zdarzało się, że w ciągu roku ginęło kilka tysięcy ludzi. W marcu 1990 roku Ruch 19 Kwietnia zaprzestał walki i przekształcił się w legalną partię. Jednak najsilniejsze guerillas FARC i ELN nie podążyły jego śladem. Dziś ELN utrzymuje się z okupów niemal w stu procentach. Zdarzyło się jej uprowadzić samolot ze wszystkimi pasażerami, a nawet wszystkich parafian pewnej wioski, porwanych z niedzielnej mszy.
Po raz pierwszy ACCU pokazała na co ją stać mordując mieszkańców wiosek podejrzanych o współpracę z guerrilleros, którzy wcześniej porwali ojca ich lidera Fidela Castańo. Brat Castańo doprowadził do zjednoczenia podobnych organizacji w całym kraju, tworząc Autodefensas Unidas de Colombia (Zjednoczone Oddziały Samoobrony; AUC).
Akcja, która dała nadzieję Kolumbijczykom na odrobinę poczucia bezpieczeństwa zamieniła kraj w krwawy spektakl. Zaczęła się seria zbiorowych mordów we wsiach, które jakoby udzielały guerrilli schronienia. „Samoobrona” jest raczej kampanią bezwzględnego, zbrodniczego i okrutnego terroru, skierowaną przeciw niewinnej ludności cywilnej, która w tej zabawie w żołnierzyki ciągle przegrywa.
Oddziały paramilitarne - AUC, skrajni prawicowcy, którzy zajęli się zwalczaniem lewicowej partyzantki, w połowie lat 90 stali się głównymi producentami narkotyków w regionie. Okazało się, że kokainowe El Dorado skusiło również ich.
Kolumbia walczy, a jej mieszkańcy starają się budować swoją codzienność w tym krwawym bałaganie. Dziś można powiedzieć, że cały kraj stał się zakładnikiem partyzantów.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)