Kolumbia weszła w dwudziesty pierwszy wiek w stanie wojny domowej.
W 2000 i 2001 roku, podejmowane liczne próby negocjacji to z FARC-ami, podającymi się za obrońców biednych, to z AUC- partyzantką, która twierdzi, że broni kraju przed komunistami, kończyły się fiaskiem. Prawda jest taka, że wszystkim żołnierzykom w tej grze chodzi o pieniądze z kokainy. Polityka nie interesuje partyzantów, nigdy nie przedstawili jakiekolwiek programu czy wizji na przyszłość kraju. Wszelkie negocjacje kończą się zanim porządnie się zaczną. Partyzanci nie chcą rezygnować ze swoich przywilejów i milionów dolarów z porwań dla okupu czy handlu narkotykami.
Co robić? Co robić ? Zachodzi w głowę rząd, prezydent i przeciętny obywatel Kolumbii. W 2002 roku postanowiono się zwrócić o pomoc do Wielkiego Brata Ameryki Południowej, do USA. Stany przyszły z pomocą, przysłali broń dla wojska, pieniądze na szkolenia i instruktorów.
Gest ten oznaczał oficjalne zakończenie pokojowych negocjacji. Partyzantka nie chce rozmawiać na słowa, tylko na karabiny. Władze Kolumbii odpowiedzą.
AUC, guerrilla skrajnej prawicy w ostatnim czasie poniosła pewne straty. Od kilku miesięcy przed kolumbijską komisją zadośćuczynienia i pojednania zeznają dowódcy armii Zjednoczonych Sił Samoobrony Kolumbii. Władze rozliczają przywódców AUC z popełnianych bezkarnie zbiorowych rzezi wieśniaków, zabójstw polityków, grabieży mienia oraz handlu narkotykami. I tutaj w tym dramacie akcja nabiera tempa, gdyż okazuje się, że żołnierzykami w tej grze są nie tylko partyzanci, ale i dziesiątki skorumpowanych ministrów, senatorów, sędziów, prokuratorów, policjantów, celników. Zeznający przedstawiciele AUC, by ratować swoją skórę sypią nazwiskami osobistości, które mieli w kieszeni.
O FARC w ostatnich dniach słyszy się, że coraz więcej wojowników odchodzi, mówi się o wielu tysiącach dezerterów, o zbliżającym się końcu organizacji. Jednak nie ma na to dowodów, być może jest to tylko polityczna propaganda. Gdyż przywódcy FARC podobno mają się lepiej niż zwykle. Czują się bezpieczniej dzięki nowemu przyjacielowi, który nie szczędzi słów uznania dla partyzantów, Hugo Chavez. Prezydent Wenezueli uznaje FARC jako partie polityczna! Fotografuje się z jednym z przywódców, udziela w pełni wsparcia moralnego, nie wiadomo czy materialnego.
Zaostrzyły się stosunki między Wenezuelą a Kolumbią. Chavez uważa, że istnieje spisek między Kolumbią a USA mający na celu zabicie go. Twierdzi, że rządy obu krajów nie są zainteresowane pokojem, nie słuchają głosu ludu i zmierzają do otwartej wojny w kraju. Kolumbijczycy zaprzeczają, udowadniając, że wielokrotnie próbowano negocjować z partyzantami nadaremno. W tej wojnie domowej trwającej prawie 40 lat zginęło już 32 tysiące ludzi, a rząd dąży do pokoju.
I gdy tak ogłaszano kolejne komunikaty ze stron obu krajów pojawiła się na wokandzie sprawa Clary Rojas, kolumbijskiej adwokatki. Porwana przez FARC w 2002 urodziła w niewoli synka, Emmanuela, od którego ją oddzielono. Hugo Chavez ogłosił, że wynegocjował ze swoimi przyjaciółmi z FARC uwolnienie matki i dziecka. Prezydent Wenezueli w aurze chwały i glorii zorganizował wielki “pokaz humanitaryzmu”, zaprosił prezydenta Argentyny, Kirchnera, delegatów rządów, reżysera, Oliviera, Stone’a, przygotował już sztuczne ognie i poczęstunek. A tu, okazało się, że jego przyjaciele z FARC, zrobili sobie z niego żart. Kolumbijczycy, dwa dni przed planowaną imprezą, odkryli, że Emmmanuel od dwóch lat nie jest w rękach FARC, mieszkał w sierocińcu w Bogocie. Nieudany spektakl ośmieszył Chaveza, a umocnił wiarygodność prezydenta Kolumbii, Alvaro Uribe.
Akcja uwolnienia matki, Clary Rojas, odbyła się parę dni później, 10stycznia 2008 na warunkach kolumbijskiego rządu. Razem z nią uwolniono Consuelo Gonzalez, byłą deputowaną do parlamentu.
Tymczasem Chavez nawołuje do świata o skreślenie FARC z listy organizacji terrorystycznych. Jeden z przywódców partyzantki, Luis Edagr Devia powiedział, że teren kontrolowany przez nich jest “państwem w stanie tworzenia” i należy ich traktować jako “normalny podmiot stosunków międzynarodowych”. Rząd Kolumbii, oburzony, odebrał Chavezowi prawo do reprezentowania ich kraju w rozmowach z FARC. W odwecie prezydent Uribe, został nazwany tchórzem i marionetka USA.
W tej chwili Kolumbia i Wenezuela są o krok od zerwania stosunków dyplomatycznych. Niepokój rośnie. Militarna potęga obu krajów zaczyna przerażać sąsiadów, rząd Ekwadoru zaczyna się zbroić. Żołnierzyki Kolumbii ciągle w grze.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)