Nie trudno było przewidzieć konflikt kolumbijsko-wenezuelski. Dwa potężne kraje i dwa bardzo różne podejścia do tematu, to prosta droga do wojny. Tym bardziej , że temat jest bardzo poważny. Teraz okazało się , że mamy kryzys kolumbijsko-wenezuelsko-ekwadorski.
Kolumbia od 40 lat pogrążona w wojnie domowej z FARC, komunistyczną jednostką militarną. Traktuje się ich jako terrorystów żyjących z handlu kokainą i porwań dla okupu. FARC w ostatnim czasie zażądali niezależnego terytorium, które miałoby się odseparować od Kolumbii. Prezydent Uribe prowadzi politykę „ zero tolerancji”.
Wenezuela i jej prezydent popierają marksistowskie dążenia FARC i starają się je realizować u siebie. Hugo Chavez publikuje swoje zdjęcia z przywódcami organizacji, nazywa ich swoimi przyjaciółmi i broni ich czci w oczach świata mówiąc o nich jako o „wojownikach w imieniu biednych tej ziemi”.
Ekwador, prezydentem tego kraju od stycznia 2007 roku jest Rafael Correa o lewicowych poglądach. Jest partnerem Argentyny, Brazylii, Boliwii i Wenezueli w projekcie nazwanym „ socjalizm XXI wieku, który ma na celu pomoc biednym mieszkańcom Ameryki Płd i prowadzić do sprawiedliwości społecznej. Podejście oficjalne Ekwadoru do FARC było neutralne, udawali, że wcale nie ma na terenie ich kraju, w dżungli, baz wojskowych, ale nie popierali ich na forum międzynarodowym.
Konflikt
W sobotę pierwszego marca wojska kolumbijskie zaatakowały bazę FARC , na terenie Ekwadoru. Correa twierdzi, że weszły w głąb kraju, Uribe zapewnia, że przekroczyli granice o niecałe dwa kilometry by zaatakować swoich wrogów –FARC, a nie Ekwador.
„ Nigdy nie mieliśmy zamiaru naruszyć suwerenności Ekwadoru!”. Wojska kolumbijskie zabiły drugiego przywódce FARC, Raula Reyesa oraz 18 innych partyzantów
Prezydent Ekwadoru wysłał czołgi na granice z Kolumbią. Kolumbijczycy starają się uspokoić sytuację przepraszając za ten incydent, zapewniając jednak, że nie mogli zrezygnować z tak ważnej akcji. Ale historia tak szybko się nie kończy, bo oto Chavez w teatralnym geście uroczyście oświadczył, że zrywa kontakty dyplomatyczne z Kolumbią.
Chavez po raz kolejny oficjalnie poparł działania FARC i stanął w opozycji do Uribe i USA. Bracia Castro dali swoje błogosławieństwo. Stany Zjednoczone, które wspierają Kolumbię w walce z FARC chcą załagodzić sytuację. Nie zamierzają interweniować w tej sprawie i uważają, że Kolumbia i Ekwador powinny spokojnie rozwiązać tę trudną sytuację bez interwencji państw trzecich.
„ Pierwszy raz zdarza się coś takiego w historii Ameryki Płd” mówi Correa. I ma rację. Prezydent Kolumbii jest znany z twardej ręki i nie cofa się przed niczym w walce z FARC. Jednak z pewnością nie powinno się doprowadzać do walk zbrojnych na terenie innego państwa. Uribe zapewniał, że w bazie FARC znaleziono dowody na to, że władze Ekwadoru i Kolumbii udzielają wielkiego wsparcia” komunistycznym terrorystom” .
Dopóki prezydenci Wenezueli i Ekwadoru popierać będą organizację, którą Kolumbia uznaje za terrorystyczną dopóty wojna będzie wisieć na włosku. Armie są gotowe, czołgi stoją na granicach. „Kryzys jest bardzo poważny” oświadczył Correa.
Kolumbia od 40 lat pogrążona w wojnie domowej z FARC, komunistyczną jednostką militarną. Traktuje się ich jako terrorystów żyjących z handlu kokainą i porwań dla okupu. FARC w ostatnim czasie zażądali niezależnego terytorium, które miałoby się odseparować od Kolumbii. Prezydent Uribe prowadzi politykę „ zero tolerancji”.
Wenezuela i jej prezydent popierają marksistowskie dążenia FARC i starają się je realizować u siebie. Hugo Chavez publikuje swoje zdjęcia z przywódcami organizacji, nazywa ich swoimi przyjaciółmi i broni ich czci w oczach świata mówiąc o nich jako o „wojownikach w imieniu biednych tej ziemi”.
Ekwador, prezydentem tego kraju od stycznia 2007 roku jest Rafael Correa o lewicowych poglądach. Jest partnerem Argentyny, Brazylii, Boliwii i Wenezueli w projekcie nazwanym „ socjalizm XXI wieku, który ma na celu pomoc biednym mieszkańcom Ameryki Płd i prowadzić do sprawiedliwości społecznej. Podejście oficjalne Ekwadoru do FARC było neutralne, udawali, że wcale nie ma na terenie ich kraju, w dżungli, baz wojskowych, ale nie popierali ich na forum międzynarodowym.
Konflikt
W sobotę pierwszego marca wojska kolumbijskie zaatakowały bazę FARC , na terenie Ekwadoru. Correa twierdzi, że weszły w głąb kraju, Uribe zapewnia, że przekroczyli granice o niecałe dwa kilometry by zaatakować swoich wrogów –FARC, a nie Ekwador.
„ Nigdy nie mieliśmy zamiaru naruszyć suwerenności Ekwadoru!”. Wojska kolumbijskie zabiły drugiego przywódce FARC, Raula Reyesa oraz 18 innych partyzantów
Prezydent Ekwadoru wysłał czołgi na granice z Kolumbią. Kolumbijczycy starają się uspokoić sytuację przepraszając za ten incydent, zapewniając jednak, że nie mogli zrezygnować z tak ważnej akcji. Ale historia tak szybko się nie kończy, bo oto Chavez w teatralnym geście uroczyście oświadczył, że zrywa kontakty dyplomatyczne z Kolumbią.
Chavez po raz kolejny oficjalnie poparł działania FARC i stanął w opozycji do Uribe i USA. Bracia Castro dali swoje błogosławieństwo. Stany Zjednoczone, które wspierają Kolumbię w walce z FARC chcą załagodzić sytuację. Nie zamierzają interweniować w tej sprawie i uważają, że Kolumbia i Ekwador powinny spokojnie rozwiązać tę trudną sytuację bez interwencji państw trzecich.
„ Pierwszy raz zdarza się coś takiego w historii Ameryki Płd” mówi Correa. I ma rację. Prezydent Kolumbii jest znany z twardej ręki i nie cofa się przed niczym w walce z FARC. Jednak z pewnością nie powinno się doprowadzać do walk zbrojnych na terenie innego państwa. Uribe zapewniał, że w bazie FARC znaleziono dowody na to, że władze Ekwadoru i Kolumbii udzielają wielkiego wsparcia” komunistycznym terrorystom” .
Dopóki prezydenci Wenezueli i Ekwadoru popierać będą organizację, którą Kolumbia uznaje za terrorystyczną dopóty wojna będzie wisieć na włosku. Armie są gotowe, czołgi stoją na granicach. „Kryzys jest bardzo poważny” oświadczył Correa.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)