Bardzo dobrze znamy przyczyny konfliktu, wiemy kto i jak napadł na naród Osetii Południowej. Jeszcze raz wyrażamy pełne i twarde poparcie dla działań Rosji - oświadczył prezydent Wenezueli Hugo Chavez.
Za to „moralne poparcie” podziękował oficjalnie Dmitrij Miedwiediew. Jednak udzielone poparcie ma nie tyle podłoże moralne co polityczne, a przede wszystkim gospodarcze. Obaj „strategiczni partnerzy” na swoich kontynentach znani są z imperialnych zapędów, i o ile Chavezowi potrzebny jest silny partner by umacniać swą pozycję w Ameryce Łacińskiej o tyle Rosja buduje sojusze konieczne do odbudowania silnej pozycji w świecie, w którym ma ambicje sprawowania niepodzielnej władzy.
Wydaje się, że czasy militarnej dominacji Rosji już dawno mineły i dziś jej głównym orężem są surowce naturalne. Widać to od dłuższego czasu w sposobie prowadzenia polityki w Europie ale także w zawieranych sojuszach na innych kontynentach. Bo celem Rosji w Ameryce Łacinskiej nie jest zapewne działalność dobroczynna na rzecz budowania rewolucji boliwariańskiej ale konkretne udziały w zyskach z wydobycia wenezuelskiej ropy i zapewne w konsekwencji budowa sieci dystrybucji surowców naturalnych na terenie całego kontynentu. Świadczy o tym chociażby fakt planowanego na koniec października uruchomienia pierwszego stanowiska wiertniczego Gazpromu w Zatoce Wenezuelskiej. Co w zamian otrzymuje Chavez? Legitymizację swoich dyktatorskich zapędów budowanych głównie na nastrojach antyamerykańskich. Sojusz z Rosją, która w Ameryce Łacińskiej nadal spostrzegana jest jako potęga militarna i gwarant „bezpieczeństwa” gdy wrogiem są Stany Zjednoczone, zarówno Chavezowi jak i Castro, ale przede wszystkim Rosji potrzebny jest w celach propagandowych.
Ponadto Rosja wykorzystuje w celach propagandowych każdą możliwość zademonstrowania światu, że militarnie nadal stanowi przeciwwagę dla armii USA. Stąd obecność floty Czarnomorskiej na wodach Morza Czarnego w dniu manewrów NATO czy planowane na listopad ćwiczenia eskadry Floty Północnej w basenie Morza Karaibskiego, w pobliżu wód terytorialnych Stranów Zjednoczonych. Jednak nawet obecność rosyjskich bombowców strategicznych Tu-160 w Ameryce Łacińskiej nie stanowi dziś takiego problemu jak w 1962 roku rozmieszczenie na Kubie pocisków rakietowych średniego zasięgu i wbrew Kubańskiej czy Wenezuelskiej propagandzie zapewne nie doprowadzi do kryzysu podobnego temu sprzed prawie 50 lat. Bo dziś nie ten aspekt rosyjskiego imperializmu jest najgroźniejszy.
Rosja w ostatnim czasie swoimi działaniami pokazuje, że ekonomiczne uzależnienie jest najlepszą strategią uzyskania dominacji w świecie. Dziś nie potrzebuje „prężyć muskułów” by osiągnąć cele polityczne w świecie, ale wie także, i pokazała to na przykładzie Gruzji, że i zbrojne interwencje inaczej są spostrzegane, gdy atomowy przycisk zamieni się na gazowy kurek.
Za to „moralne poparcie” podziękował oficjalnie Dmitrij Miedwiediew. Jednak udzielone poparcie ma nie tyle podłoże moralne co polityczne, a przede wszystkim gospodarcze. Obaj „strategiczni partnerzy” na swoich kontynentach znani są z imperialnych zapędów, i o ile Chavezowi potrzebny jest silny partner by umacniać swą pozycję w Ameryce Łacińskiej o tyle Rosja buduje sojusze konieczne do odbudowania silnej pozycji w świecie, w którym ma ambicje sprawowania niepodzielnej władzy.
Wydaje się, że czasy militarnej dominacji Rosji już dawno mineły i dziś jej głównym orężem są surowce naturalne. Widać to od dłuższego czasu w sposobie prowadzenia polityki w Europie ale także w zawieranych sojuszach na innych kontynentach. Bo celem Rosji w Ameryce Łacinskiej nie jest zapewne działalność dobroczynna na rzecz budowania rewolucji boliwariańskiej ale konkretne udziały w zyskach z wydobycia wenezuelskiej ropy i zapewne w konsekwencji budowa sieci dystrybucji surowców naturalnych na terenie całego kontynentu. Świadczy o tym chociażby fakt planowanego na koniec października uruchomienia pierwszego stanowiska wiertniczego Gazpromu w Zatoce Wenezuelskiej. Co w zamian otrzymuje Chavez? Legitymizację swoich dyktatorskich zapędów budowanych głównie na nastrojach antyamerykańskich. Sojusz z Rosją, która w Ameryce Łacińskiej nadal spostrzegana jest jako potęga militarna i gwarant „bezpieczeństwa” gdy wrogiem są Stany Zjednoczone, zarówno Chavezowi jak i Castro, ale przede wszystkim Rosji potrzebny jest w celach propagandowych.
Ponadto Rosja wykorzystuje w celach propagandowych każdą możliwość zademonstrowania światu, że militarnie nadal stanowi przeciwwagę dla armii USA. Stąd obecność floty Czarnomorskiej na wodach Morza Czarnego w dniu manewrów NATO czy planowane na listopad ćwiczenia eskadry Floty Północnej w basenie Morza Karaibskiego, w pobliżu wód terytorialnych Stranów Zjednoczonych. Jednak nawet obecność rosyjskich bombowców strategicznych Tu-160 w Ameryce Łacińskiej nie stanowi dziś takiego problemu jak w 1962 roku rozmieszczenie na Kubie pocisków rakietowych średniego zasięgu i wbrew Kubańskiej czy Wenezuelskiej propagandzie zapewne nie doprowadzi do kryzysu podobnego temu sprzed prawie 50 lat. Bo dziś nie ten aspekt rosyjskiego imperializmu jest najgroźniejszy.
Rosja w ostatnim czasie swoimi działaniami pokazuje, że ekonomiczne uzależnienie jest najlepszą strategią uzyskania dominacji w świecie. Dziś nie potrzebuje „prężyć muskułów” by osiągnąć cele polityczne w świecie, ale wie także, i pokazała to na przykładzie Gruzji, że i zbrojne interwencje inaczej są spostrzegane, gdy atomowy przycisk zamieni się na gazowy kurek.
Wojciech Pokora


Komentarze
Pokaż komentarze