globalsolidarity globalsolidarity
345
BLOG

Konflikt kongijski

globalsolidarity globalsolidarity Polityka Obserwuj notkę 1
Siedmiotysięczne wojsko rebeliantów przeciwko pięćdziesięciotysięcznej armii rządu, walki toczone pod okiem siedemnastu tysięcy żołnierzy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ponad półtora miliona uciekinierów bez dachu nad głową. Żadnej wizji na zakończenie konfliktu. To krajobraz Republiki Demokratycznej Konga, gdzie od sierpnia trwają nieustanne starcia pomiędzy rządowym wojskiem, a rebelianckimi siłami Narodowego Kongresu Ochrony Ludu, którym kieruje generał Laurent Nkunda.

Podłoże konfliktu leży w odwiecznej nienawiści pomiędzy dwoma zwalczającymi się plemionami: Tutsi i Hutu. „Ta wojna to efekt bierności rządu, który nie robi niczego, by zwalczać bojówki Hutu siejące spustoszenie w prowincji Kiwu” – mówią rebelianci. Ich przywódca, generał Nkunda uważa się za obrońcę praw ruandyjskich uciekinierów z plemienia Tutsi, którzy zamieszkują tę prowincję. W specjalnym wywiadzie udzielonym telewizji BBC generał-renegat powiedział, że jest gotów przejąć władzę w całym kraju. „Moja wizja nie dotyczy tylko wschodniej części Konga, ale całego państwa. Jestem Kongijczykiem i chcę kontrolować wszystkie prowincje kraju.” Jeśli władze nie zasiądą do rozmów Nkunda zapowiada obalenie rządu.

Tymczasem, aby poszerzyć szeregi swoich oddziałów buntownicy porywają młodych chłopców w mijanych po drodze miejscowościach. „Wracałem z kolegami ze szkoły, kiedy napotkaliśmy grupę rebeliantów. Zmusili nas do niesienia ciężkich ładunków, a potem nie pozwolili się oddalić. Gdy dotarliśmy do ich obozu, otrzymaliśmy rozkaz włożenia mundurów, na znak tego, że należymy do ich oddziału.” – wspomina 16 letni Jean Vierre. Po kilku dniach chłopcu udało się uciec, obecnie przebywa w rodzinie zastępczej w Goma. Przedstawiciele brytyjskiej organizacji „Ratujmy dzieci”, która włączyła się w pomoc humanitarną w Demokratycznej Republice Konga twierdzą, że takich przypadków są tysiące, a ich finał nie zawsze bywa szczęśliwy.

Dotychczasowe zamieszki najbardziej dotknęły ludność cywilną. „Była trzecia w nocy. Zbudziły nas strzały. Potem kilka wybuchów. Widziałam ginących ludzi, wiedziałam, że jeśli nie zdołamy uciec, zabiją nas wszystkich. Razem z mężem i czwórką dzieci w pośpiechu opuściliśmy dom” – mówi trzydziestoletnia Atanasia, mieszkanka Kibumby. „Siły rządowe są tak samo brutalne jak wojska rebeliantów” - dodają cywile. Nic dziwnego, że ze strachu przed toczącymi się walkami swoje domy opuściło już łącznie ponad półtora miliona ludzi. Uchodźcy oblegają Gomę, stołeczną prowincję Konga. Brakuje, żywności, czystej wody, nie ma toalet, w powietrzu wisi katastrofa humanitarna. Siedemnastotysięczne siły Organizacji Narodów Zjednoczonych są bezradne. Członków najdroższej i najliczniejszej obecnie misji ONZ-u Kongijczycy uważają za egzotycznych turystów, którzy nie mają i nie będą mieli wpływu na zakończenie zamieszek. Tego zdania był najprawdopodobniej również poprzedni dowódca wojsk ONZ-u stacjonujących w Demokratycznej Republice Konga. Miesiąc temu, hiszpański generał Vicente Diaz de Villegas zrezygnował z dowodzenia armią błękitnych hełmów w objętym konfliktem kraju, gdyż jego zdaniem, misja powierzonych mu wojsk była skazana na porażkę.

Obserwatorzy konfliktu najbardziej obawiają się, że trwające co raz dłużej walki mogą doprowadzić do militarnej interwencji państw sąsiadujących z Demokratyczną Republiką Konga. To oznaczałoby jedno: powtórkę wielkiej wojny z lat 1998-2003, w wyniku której zginęło prawie pięć i pół miliona ludzi.

Dostrzegliśmy konieczność powołania stowarzyszenia, które pozwoli skuteczniej pomagać osobom z tak zwanych krajów Trzeciego Świata, oraz zwiększy świadomość polskiego społeczeństwa z zakresu szeroko rozumianej tematyki misyjnej i rozwojowej. W kręgu naszych zainteresowań są głównie kraje Ameryki Łacińskiej, Afryki, Europy Wschodniej i Azji. Zapraszamy na stronę stowarzyszenia: SOLIDARNOŚĆ   GLOBALNA

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka