0 obserwujących
115 notek
27k odsłon
166 odsłon

STRZAŁY DO POLSKIEGO PREZYDENTA

Wykop Skomentuj
23 listopada w pobliżu gruzińskiego miasta Akhalgori ostrzelano prezydentów Polski i Gruzji. Dokonano tego na terytorium suwerennego państwa. Strzelał jednak nie szalony terrorysta, ale skrywający się pod ochroną rosyjskich wojsk i osetyjskich separatystów bandyta. Strzelał niewątpliwie na polecenie swoich szefów. Wielu komentatorów i dziennikarzy nie tyle zainteresowała wiadomość, że terytorium suwerennego państwa jest narażone na ataki separatystycznych terrorystów ochranianych militarna potęgą dyktatorskiej Rosji, tylko, co na tym terenie robił prezydent Lech Kaczyński. Można być odważnym politykiem W sierpniu br., zaraz po ataku i zajęciu przez Rosjan Gori, widzieliśmy, jak przez pierścień rosyjskich doborowych frontowych żołnierzy przywiezionych z Czeczenii do oblężonego miasta, próbował się dostać ambasador Estonii i grupa przedstawicieli Parlamentu Europejskiego. Mimo wycelowanych, odbezpieczonych kałasznikowów, którymi wymachiwali pijani rosyjscy żołnierze, zachodni dyplomaci domagali się wjazdu na teren, na który wciąż spadały bomby i gdzie wciąż rozlegały się strzały. Nie robili tego w blasku fleszy, bo towarzyszyła im zaledwie garstka dziennikarzy. Nie było wielkich stacji cytowanych chętnie przez wszystkie media. Nikomu jednak, z tam obecnych, nie przyszło do głowy zadać pytania: „co tam robią politycy?”. Byliśmy dumni, że są dyplomaci, którzy potrafią i nie boją się być tam gdzie ich obecność może pomóc, może ochronić życie innych. 12 sierpnia, kiedy Rosjanie używając kasetowych bomb niszczyli gruzińskie wioski i zabijali cywilów, prezydent RP dokonał czynu, który przez wielu komentatorów jest uznawany za faktyczne uniemożliwienie Rosjanom zbombardowania, a być może zajęcia Tbilisi. Czynu, który dla Gruzinów jest przykładem heroizmu, który pokazał im, że można walczyć, a świat o nich nie zapomniał. Dla kilkudziesięciu tysięcy uchodźców przebywających wtedy w Tbilisi to był sygnał: „Nie uciekajcie z kraju, jesteśmy z Wami”. Co ciekawe, wielu Gruzinów krytycznie patrzących na swojego prezydenta i jego działania nawet w tych pamiętnych dniach, było podbudowanych postawą Lecha Kaczyńskiego. Może inaczej wyglądało to z perspektywy Brukseli, czy Warszawy, gdzie od 63 lat nikt nie musi wyglądać czy przelatujące samoloty to przypadkiem nie wrogie bombowce. Może inaczej, ale czy tym bardziej nie powinniśmy spróbować dowiedzieć się i zrozumieć, co dzieje się w tym kraju? Dlaczego prezydent pojechał pod Akhalgori? I nagle padają pytania: Czy nasz prezydent powinien być 23 listopada na granicy ze zbuntowaną prowincją Gruzji? Czy zmieniono plan wizyty? I o zgrozo: czy poinformowano Rosję i Osetię Południową, (której Polska nie uznaje), że w pobliżu Akhalgori będzie przebywał polski prezydent? Być może Saakaszwili wykorzystał obecność przedstawiciela świata Zachodu, prezydenta kraju, który jest członkiem UE i NATO, państwa, które ustami swojego premiera zaledwie kilka dni wcześniej bezwarunkowo zezwoliło na normalne rozmowy UE z Rosją – współczesnym drapieżnym agresorem międzynarodowym. Może prezydent Gruzji wykorzystał sytuację, by pokazać, jak łamane są ustalenia dokonane przez Sarkozyego i Miedwiediewa. Dokonane ponad Gruzinami, ale które Gruzja zrealizowała, a Rosja wciąż je bojkotuje, umożliwiając napady, prowokacje, a nawet zabójstwa. Każdego dnia, w sercu Gruzji, które dziś w wyniku miażdżącej przewagi militarnej agresora stało się faktycznym pograniczem z Rosją, zabijani są gruzińscy policjanci, strzela się do obserwatorów OBWE, giną przypadkowi mieszkańcy. Dzieje się to w miejscach szczególnie dotkniętych zniszczeniami wojennymi, gdzie ludziom brakuje podstawowych środków do życia, a każda noc upływa w atmosferze lęku. Niewątpliwie Saakaszwili nie zawiózł tam Kaczyńskiego wbrew jego woli. Czy narazili się na niebezpieczeństwo? Tak, niewątpliwie, ale odważni przywódcy potrafią być nawet wśród swych żołnierzy w krajach, gdzie toczą się otwarte wojny. Czy to daje podstawy, żeby obarczać ofiary zamachów za ich dokonanie? Czy Polska może kształtować opinię UE... Niesamowite jest to, że wielu komentatorów jak chociażby dr Kostrzewa–Zorbas nie potrafi zrozumieć ,gdzie tkwi problem całego wydarzenia. To nie Kaczyński popełnił przestępstwo, będąc gościem prezydenta suwerennego kraju, lecz bandyci skrywający się za rosyjskimi posterunkami i strzelający do ludzi! Kostrzewa w telewizji polskiej proponuje, żeby sprawę dokładnie zbadać i żeby Gruzja przedstawiła dowody, że za ostrzał winę ponosi Rosja… Wręcz nieprawdopodobny tok myślenia! Przypominający ciągłą konieczność tłumaczenia się przez Polskę, że to nie my mordowaliśmy ludzi w obozach koncentracyjnych! Teraz Gruzja, ma udowadniać, że to nie Gruzini chcieli zabić polskiego i gruzińskiego prezydenta… Według wspomnianego komentatora, Unia Europejska teraz jeszcze gorzej będzie postrzegać Gruzję. Unia? Czy raczej Francja z prezydentem Sarkozym, który stroi się w piórka twardziela straszącego rosyjski dyktatorski duet „tragicznym” losem Busha. Unia, czy raczej Włochy z Berlusconim robiącym interesy z Gazpromem, i kłamiącym o rzekomych gruzińskich rzeziach i gwałtach, o których zapewne doniósł mu przyjaciel Putin. Unia polityków korumpowanych rosyjskimi pieniędzmi, stanowiskami w radach nadzorczych gazowych spółek? Polska jest pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Wraz z krajami bałtyckimi ma możliwość i obowiązek pokazywać rosyjskie zagrożenia, bo myśmy doświadczyli rosyjskiej hipokryzji i barbarzyństwa. Nie jesteśmy w takim stanowisku sami. Świetnie to rozumieją Szwedzi, Wielka Brytania czy wspomniane państwa bałtyckie. Nasi politycy powinni być w Gruzji, bo teraz już nikt tego nie kwestionuje, że jak tylko Rosja upora się z Kaukazem, następny będzie ukraiński Krym, a później… Niemożliwe? Wystarczy spojrzeć, jak świat zakrywa oczy na ciągłe wspieranie przez Rosję reżimów Castro na Kubie i Chaveza w Wenezueli, który podobnie jak jego rosyjscy koledzy w Osetii i Abchazji uczy, finansuje i uzbraja terrorystów w Kolumbii i niszczy brutalnie opozycję we własnym kraju. I czyni to pod okiem USA, którym sprzedaje ropę. Czemuż więc świat ma nie przymknąć oczu na rosyjską agresję w Gruzji? A później w innych częściach Europy…. Osetyjczycy też znają nazwisko Kaczyński Minister Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej Ławrow kilkanaście dni temu kłamał, że Rosja w Gruzji nie używała bomb kasetowych - wbrew faktom potwierdzanym przez dziesiątki zachodnich dziennikarzy, świadectwom ofiar, zdjęciom, relacjom, także naszym. Teraz Kokojty przywódca osetyjskich rebeliantów bezczelnie oskarża prezydentów Polski i Gruzji o prowokację. We wrześniu, kiedy zatrzymali nas Osetyjczycy, właśnie w tym samym Akhalgori, gdy tylko dowiedzieli się, że jesteśmy z Polski, zaczęli nas wyzywać i poniżać. „Amerykańskie sługusy, wspieracie gruzińskich bandytów”. Z największym obrzydzeniem wymieniali nazwisko prezydenta Polski. Znali je wszyscy… Mieliśmy szczęście, że żaden z nich do nas nie strzelił, choć na naszych oczach próbowali ostrzelać samochód wiozący cywili. Bez prowokacji… Ci młodzi ludzie przerzuceni z Osetii Północnej rosyjskimi samolotami, z rosyjskim uzbrojeniem i umundurowaniem, pod pełną kontrolą rosyjskiego FSB, pałali chęcią wojny, marząc o dawnych, pewnie im nawet nieznanych, komunistycznych czasach. Symbolem tych marzeń była zmiana gruzińskiej nazwy Akhalgori na komunistyczną Leningori. Ich dowódca mówił nam: „Świat jest podzielony między Rosję i USA. My jesteśmy z Rosją i my zwyciężymy”. Każdy z nich był gotów za tą „prawdę” oddać życie, a Saakaszwili i Kaczyński to ich osobiści wrogowie… Do kogo mogą strzelać Rosjanie… Przykre jest to, że wielu naszych publicystów i polityków nie potrafi zrozumieć szczytu zakłamania, jaki prezentuje Rosja. Ta sprawa przecież dobitnie pokazuje, że mimo szumnych deklaracji, wciąż Rosjanie nie zamierzają respektować suwerenności krajów, które z jakiś powodów się im nie podobają. Kiedyś z sarkazmem mówiono: „Związek Sowiecki broni swych wewnętrznych interesów na całym świecie”. Dziś z tego zdania zmieniła się tylko nazwa państwa. Wydarzenia z 23 listopada nie powinny być kolejnym pretekstem do partyjnych gierek w Polsce. Tu nie chodzi o sympatię do Lecha Kaczyńskiego. Dokonano ataku na życie prezydenta RP, na przywódcę naszej ojczyzny. Jeśli bandyci pod rosyjska ochrona mogą strzelać do naszego Prezydenta, pamiętajmy, że tak samo mogą strzelać do każdego z nas… Paweł Bobołowicz, Wojciech Pokora - dziennikarze Radia Lublin
Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale