Mówi się, że w miłości wszystkie chwyty dozwolone, niektórzy do tego dodają politykę i wojnę. Nie chcę wracać do wojny chociaż za kilka dni rocznica jej wybuchu , w której tak de facto nasi sojusznicy nas zdradzili.
Chcę się zapytać czy można wierzyć zdrajcom? Bo jak inaczej można nazwać polityków , którzy dla korzyści politycznych , sławy, miejsca na liście, stanowisk, zdradzają jeden obóz i przechodzą do przeciwnika.
Samo przejście to jeszcze pół biedy , ale będąc w szeregach dotychczasowego przeciwnika z zajadłością neofity atakują swoich byłych kolegów.
Czy ktoś taki jest wiarygodny jako człowiek i polityk?
W krajach o ugruntowanej demokracji , takie przejścia zdarzają się sporadycznie. U nas gdy zbliżają się wybory a rządząca partia traci poparcie , rejterada jest na porządku dziennym.
Co można powiedzieć o Radku Sikorskim obecnym min SZ , który z wściekłością bull teriera atakuje swoich byłych kolegów. Czy taki min SZ jest wiarygodny , może jego wzorem jest Talleyrand , którego wiarołomstwo przerosło wszystko.
Czy można wierzyć marszałkowi Bogdanowi Borusewiczowi ? - człowiekowi z piękną kartą niepodległościową, który dla fotela marszałka Senatu przeszedł do drugiego obozu stając się członkiem partii , która dała mu stanowisko.
A co powiedzieć o Antonim Mężydło , który po niemal 15 latach zmienił nagle poglądy i znalazł się u przeciwników , Pawle Zalewskim , który za mandat Europosła się sprzedał itd., itd.
Na tym tle błyszczy postać J .Rokity , pomimo tego , że stał się politycznym trupem, nie atakuje swoich kolegów. J Rokita nie jest bohaterem mojej bajki , ale wielu polityków mogłoby brać z niego przykład.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)