"Nie chcemy ani polskich bezrobotnych, ani nie chcemy płacić emerytur Greków, ani nie chcemy rumuńskich żebraków"…
Takie oto miłe słowa usłyszał Premier Tusk po swoim pierwszym wystąpieniu w Parlamencie europejskim. Do tych słów dorzucił swoje pięć groszy Nigel Farage, który jest tak wielkim eurosceptykiem, że aż zasiadł w Parlamencie znienawidzonej UE – bo choć robota to niewdzięczna żyć z czegoś trzeba :)
O ile pierwszy oponent premiera Tuska wyraził ostrymi słowami ból z powodu pomocy jaką Polska otrzymała od Unii, tak drugi wysyczał, że Komisja Europejska jest niedemokratyczna, a Grecy walczą na ulicach o demokrację…
Choć wszystkim się wydaje, że walczą o to by spokojnie przeżreć resztkę tego dobra narodowego, które Grekom jeszcze pozostało.
Ale o ile wiemy, że różne opinie na ten sam temat są normalne w demokratycznych instytucjach i na tym fenomen polega, że problemy można zaprezentować, wykrzyczeć, wygrozić, wyzłorzeczyć i wytknąć po to, by je później rozwiązywać.
Na polską prezydencję czekała z niecierpliwością polska opozycja pod postacią pisolubnych europarlamentarzystów. Po okresie kilkuletniej nudy, gdzie jedyną pracą było wycięcie Michała Kamińskiego ze stołka, gmeranie w spodniach i unikanie posiedzeń jak ognia – opozycja nabrała wiatru w żagle i nawet udowodniła, że ma głos i potrafi wypowiedzieć kilka zdań.
Europoseł Ziobro wyszedł wreszcie na mównicę i ogłosił wszystkim eurodeputowanym jak fajnie było za czasów PiS w Polsce, a jak źle jest teraz ponieważ policja weszła z bronią ostrą do spokojnego studenta zajmującego się satyrą. I, że w tej sytuacji to UE o demokracji nie ma co marzyć gdyż co może zaproponować premier, w czasie rządów którego zwalniani są dziennikarze krytyczni wobec rządu.
I ani mru mru o kogo chodzi i ani mru mru o tym, że do Blidy, Ziobro wysłał ludzi z bronią gumową chyba i tak podle się skończyło, ponieważ internauta spotkanie z policją przeżył a posłanka Blida nie.
Wystąpienie premiera spotkało się z ciepłym przyjęciem głównie wśród liberałów i lewicowców unijnych co dla równowagi zaniepokoiło lewicę naszą rodzimą. Ta jednak na szczęście nie poszła w ślady Ziobry i sobie pogadała w kraju na temat Tuska…
O co chodziło lewicy?
Że nie podpisał premier Tusk karty Praw Podstawowych, najpiękniejszego i największego dokumentu. Piękno Karty lewica zauważyła teraz, gdyż za czasów swojego panowania (a panowała jeszcze rok) jakoś cudności w niej nie widziała i unikała tematu jak ognia. Podobno też premier podkulił ogon bo ksiądz tupnął… na lewicę nikt nie musiał tupać gdyż rozdawała dobrowolnie wszystko co można było księżom rozdać i jeszcze biznes na tym jej przyjaciele esbeccy kroili.
Widać każdy kąsa przed wyborami jak może… dwie partie zdające sobie sprawę z przegranej szukają swojej drogi do uwalenia rządu i o ile pisolubne idą na całość tak lewica już tylko postękuje w mediach i na swoich blogach. A ich mentorem i ekspertem w dziedzinie rządzenia stał się Leszek Miller – ten, który poparcie dla lewicy zredukował z 47% do 12%.
Teraz nie pozostaje lewicy nic innego jak pielgrzymka na Jasną Górę, a Platformie robienie tego co do niej należy... i nie ma czasu chowanie głowy w dłoniach :)
Ponieważ stare powiedzenie mówi: psy szczekają a karawana idzie dalej :)
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (17)