Powiedzcie czytelnicy kto doradza lewicy?
Patrząc na poczynania Napieralskiego zastanawiam się czy jest to już bezsilność wobec grawitacji, która ciągnie czerwonych w dół?
Trudno uwierzyć, że polityk, który pretenduje do grona nowoczesnych Zapatero wszelkiej odmiany, może korzystać z taniego rozgłosu przywożąc ludzi autobusami do lasu i każąc im zbierać grzyby.
Albo waruje o świcie przed bramą kopalni i rozdaje jabłka. Albo jedzie na dół, brudzi sobie ryjek, wraca na górę i mówi: praca pod ziemią jest ciężka – trzeba to zmienić.
Albo melduje się w knajpie góralskiej i szarpie na skrzypcach w samotności, gdyż jedyna zaproszona do wspólnego posiłkowania rodzina wolała nie zjeść obiadu niż usiąść przy jednym stole z przewodniczącym lewicy.
*****
Po życzeniowych wypowiedziach w mediach na temat poparcia społecznego, jeszcze nie rzucającego się w oczy, ale wyczuwalnego w powietrzu - Grzesio z Facebooka zaatakował polską kolej rządzoną przez kolesi z nominacji i rekomendacji SLD. Powiedział, że rząd sobie z koleją nie radzi… choć może kolej bardziej sobie nie radzi z czerwonymi szefami jej zarządu.
Na tę okazję czerwoni znawcy wypuścili animowaną grę komputerową dla swojego elektoratu, naiwną, głupiutką, ale szacowaną na bystrość swoich wielbicieli. Chodziło w grze o to, żeby jak najwięcej upchać ludzi do pociągu… ot taka zabawa jak z czasów komuny, gdy aby dostać się do pociągu trzeba było i przez okno, czasem w biegu, a czasem zaczaić się na wagon jeszcze na bocznicy :)
By wzmocnić siłę swojego przekazu i nadzieję na lepszą przyszłość kolei, Grzegorz z kolegami wynajął wagon, postawił w nim długi stół, a na stole zakąski, żarełko i napoje.
Tłumaczył swoją akcję tym, że chce pokazać iż standard podróżowania może być inny, że można wejść drzwiami a nie oknem, że nie trzeba stać w długiej kolejce do kasy, wagon może być czysty i przyjemny, że podróż do roboty, na wakacje czy do rodziny może przebiegać w czystej i przyjemnej atmosferze… a że Platforma nie wie jak to zrobić to Grześ pokaże…
I pokazał.
Wsiadł do przyjemnego, czystego, pachnącego wagonu. Drzwiami a nie przez okno. Nie wiemy czy miał bilet gdyż kamery nie pokazały go stojącego w kolejce do kasy. W wagonie były kamery i sporo czerwonej maści obywateli. Było też sporo jedzenia na fajnych talerzach. Grzesiek stanął przy oknie, a przy Grześku kamera… taki wymiar symboliczny, że patrzy przez to okno i widzi oczyma wyobraźni zmiany będące wynikiem jego rządów.
Patrzył przed siebie, nie na boki…
Tam na boku, na końcu Grześkowego wagonu był inny jeszcze wagon, a za nim jeszcze inny… tam tak fajnie nie było. Ludziska tłoczyli się, pachniało naturalnie, jedzone kanapki zrobione były przez żony albo mężów, w rękach były plastiki z colą, a podróż trwać miała kilka godzin – do Sosnowca aż. Ludziska patrzyli przez okno także i pewnie myśleli: znowu jak za komuny czerwone kacyki w osobnych wagonach siedzą…
Dziennikarze jadący z przewodniczącym lewicy wrócą do Warszawy normalnym składem gdyż Grześ z Facebooka zostaje na Śląsku. Dziennikarze będą mogli zapytać ludzi co o tym cyrku myślą i jak oceniają pomysł Napieralskiego na kolej z żarciem za darmo i z zakąskami w przedziałach…
Pewnie się ucieszą, a może każą się dziennikarzowi puknąć w łeb.
Nigdy nic nie wiadomo.
Elektorat w końcu nieprzewidywalny jest.
A Grześ?
Zostanie na Śląsku i pewnie powie, że Ślązacy… no właśnie…
Co powie przewodniczący Napieralski?
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (1)