Nasz kraj doczekał się pierwszych jaskółek w kwestiach regulacji związków partnerskich i możliwości dziedziczenia, otwierając furtkę do ułatwienia życia ludziom kochającym inaczej.
Wprowadzone przepisy dotyczą wprawdzie wszystkich obywateli kraju, ale dzięki nim dyskryminowana grupa może wziąć oddech i spokojniej myśleć o swojej przyszłości. Mam na myśli tutaj "Prywatne prawo międzynarodowe" honorujące zawierane za granicą związki małżeńskie oraz zmiany w przepisach o dziedziczeniu, które dają możliwość wskazania spadkobiercy majątkowego poprzez zapis windykacyjny, i które to zmiany zlikwidują ciągnące się czasami latami postępowania spadkowe.
Tak niewiele, a zarazem tak dużo...
Oczywiście nie obyło się bez protestu PiS, ale zbyt anemicznego by mógł to świat usłyszeć.

Sprawa przeszłaby niezauważona gdyby na horyzoncie zdarzeń nie pojawił się kolejny rozochocony poseł i co najgorsze poseł z Platformy, która to Platforma patronowała, z racji pełnionego urzędu obydwu ustawom. Niewielkiego, ale za to jurnego parlamentarzystę przydybali dziennikarze i zapytali o homicze sprawy, a poseł, podobno zawsze dowcipny, powiedział, że i owszem dwie laski to nie lada gratka, ale żeby dwóch facetów to już nie... on prawdziwy mężczyzna uważa to za pogwałcenie praw natury. Podskakiwał pan poseł przy swoich dywagacjach, cieszył się jak dziecko, miętolił paluszki w swoich rączkach i chichotał jak nastolatek nad świerszczykiem, powtarzając, że natura tak skonstruowała człowieka, że ma tylko z płcią przeciwną obcować... choć pewnie też skonstruowała tak, że dwie lalki mają działać stymulująco na faceta.
W sytuacji odwrotnej (dwóch facetów i gapiąca się babka) prawa kobiet zostały całkowicie pominięte...
Wypowiedź posła Węgrzyna zwaliła z nóg opozycję, która natychmiast ruszyła na konferencję by dać upust swojej złości i przekonać społeczeństwo, że jest tolerancyjna i innych za diabła nie skrzywdzi słownie.
Jak zawsze na czele stanęła lewica zbulwersowana fascynacjami wzrokowymi posła, choć poseł nie był tak chamski jak swego czasu posłanka Błochowiak, która rzeczy nazwała tak, jak się je potocznie nazywa i wytknęła Michnikowi jakieś skarpetki noszone przez "pedały". Wtedy zapadła cisza i wyszło na to, że Michnik źle zrozumiał przekaz posłanki.
Do akcji wkroczyli też prawicowi przedstawiciele, którzy pochwalili posła Węgrzyna, że mądrze gada, a i posłanka Kempa zabrała głos, ale jej wypowiedź była tak nieczytelna, że nie wiadomo czy ona właściwie za posłem Węgrzynem była czy też przeciw, jedyne sensowne zdanie dotyczyło tego, że poseł kultury z domu nie wyniósł...
Sama Platforma skwitowała to słowem "dziadostwo" i wylała kolegę Węgrzyna na zbity pysk z partii :)
Kompromitacja posła jest jednak największą karą. I to nie tylko kompromitacja w kraju, ale także za granicą gdyż soczysty wydźwięk komentarza przyczaił Reuters, a jak wiadomo, agencja ta potrafi rozreklamować każdego.
Okazuje się jednak, że o ile homiki chcą sobie spokojnie egzystować w kraju i mieć w miarę niekrępujące możliwości rozwoju, tak politycy ubiorą ich byt albo w szaty zagrożenia gatunku ludzkiego, albo jako wstęp do wojny nowego tysiąclecia. I jeżeli trudno dziwić się partiom prawicowym, które agresję i nienawiść mają wpisane w programy wyborcze, tak obrzydliwa stała się kolejna lewicowa akcja "dajmy homikom nawet to, czego nie chcą".
Były premier Leszek Miller, który ostatnio nagminnie pojawia się w mediach jako ekspert, stwierdził, że homiki mają takie same prawa i takie tam ble ble ble i nawet nie mrugnął powieką na pytanie, dlaczego w czasie swoich rządów nie respektował tychże praw i przy takich proporcjach w sejmie jakie miał, nie przepchnął ustawy legalizującej związki partnerskie. Podobno lewica nie miała wtedy większości i nie mogła, choć ja pamiętam, że rządziła samodzielnie. Przez dwie kadencje Sejmu.

Obecna akcja lewicy poprzez ustawę o związkach partnerskich staje się kolejnym mieczem bosego rycerza, który chce pokazać, że o coś walczy, że ma plan zwycięstwa, a za tarczę i bufor obronny posłużyć mu mają właśnie środowiska homoseksualne. I gdy ustawa nie przejdzie to lewica zorganizuje konferencję i powie, że chciała, ale nie pozwolili, że jak wygra wybory to na pewno się uda, a gdy się znowu nie uda to powie, że chciała, ale nie mogła... podobnie jak w innych kwestiach ideologicznych.
By ponownie dojść do koryta, lewica wykorzystuje środowiska homoseksualne, robiąc aferę wokół niego, nie zwracając uwagi na koszty społeczne takiej propagandy dla samych zainteresowanych. W telewizji nie widzimy przedstawicieli homoseksualnych środowisk - widzimy wszystkie odmiany Senyszynów, Millerów czy Napieralskich mówiących o tym czego chcą inni.
Widzimy też część społeczeństwa, która prawie uwierzyła w istnienie lobby homoseksualnego...
Tą całą ideologiczną kampanię mamy dlatego, że lewica nie potrafiła w czasie swoich rządów przepchnąć dwóch małych zapisów regulujących kwestie prawne związków i dziedziczenia dóbr przez obywateli - zapisów, które stawiają wszystkich obywateli w jednym szeregu praw i odpowiedzialności.
A poseł Węgrzyn?
Po ostatnich akcjach mających na celu podlizanie się środowisku prawicowemu, ogłosił, że stał się ofiarą lobby homoseksualnego, które chciało go wyciąć z życia politycznego.
Tekst stary jak świat... klepią go wszyscy przegrani na Wiejskiej :)
Poseł powiedział też, że jak ślub to tylko facet z babką i żadne tam inne... ale ta filozofia życia przeszła bez echa... No to wymyślił sobie, że stanie w obronie innej mniejszości - mniejszości niemieckiej...
I takich mamy polityków: nie dość, że mało rozumnych to jeszcze z wielkim ego :)
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (12)