0 obserwujących
169 notek
154k odsłony
  496   0

W obronie ludności cywilnej...

 "To jest interwencja militarna, która nie ma prowadzić do okupacji terenu Libii. Jest to środek do ochrony Libijczyków, który pomoże im przejść tę drogę do wolności" - oświadczył Francois Baroin.   

(Afrykańska rewolta służbami sterowana... cz.2)

Jeszcze niedawno ONZ i NATO wykluczały rozwiązania militarne wobec Libii. Jeszcze niedawno niechętnie patrzono nawet na wprowadzenie zakazu lotów... 

 

Od kilku miesięcy obserwujemy wygładzanie cywilizacyjne północnej Afryki poprzez udemokratycznianie jej władz. Schemat jest wszędzie taki sam... wychodzi opozycja na ulicę i żąda ustąpienia tego, który rządzi. Media huczą i co rusz podają bardziej dramatyczne fakty mające uczulić społeczności zachodnie na tragiczny los cierpiącego arabskiego ludu, który tylko czeka by porzucić swoje wielowiekowe nawyki i nurzać się w rozkoszach demokratycznego życia:  (sorga.salon24.pl/317033,afrykanska-rewolta-sluzbami-sterowana-cz-1 )

Z okazji tych zmian, w mediach widzimy rewolucjonistów wyposażonych w broń palną, nie wyłączając z tego dzieci... wszyscy mają paluszki ułożone w kształt literki V i szaleją z radości na widok kolejnego spalonego sklepu czy zdemolowanego budynku.

Potem rewolucja przenosi się dalej, do innego kraju, a media zapominają co się stało z dyktatorami, którzy ustąpili i mając zamrożone konta bankowe w apolitycznych bankach powinni żebrać na chleb gdzieś na chodnikach wielkich zachodnich miast.

Z Libią miało być podobnie...

Z tym, że zwyczajnie się nie udało. Rewolucjoniści przejęli kilka miast, a w mediach mówiono o końcu Kadafiego. To miał być zryw Libijczyków i zbuntowanej armii mającej przynieść niepodległość terroryzowanemu przez Kadafiego państwu.

Dziwnym jednak trafem to zbuntowane rzekomo wojsko zaczęło robić porządki w regionach zajętych przez rewolucjonistów i dość szybko unieszkodliwiać ich działania. Widać ani to szumna prawda o rewolcie w armii, ani prawda o poparciu społecznym.

Ponieważ wojsko zaczęło skutecznie rewoltę demokratyczną dławić - przyszedł czas na sojuszniczą pomoc innych demokracji. Zamknięcie przestrzeni powietrznej było na tyle sensowne, że właśnie z powietrza Kadafi świetnie sobie radził z niepokornymi. Kolejnym krokiem była rezolucja ONZ o napaści (bo inaczej tego nazwać nie można) na Libię.  

 Po co?

Chyba nie ma człowieka na świecie, który uwierzy w amerykańską misję wprowadzania demokracji w krajach arabskich. Uwierzy za to, że dopóki jest tam ropa to kraje te, co jakiś czas będą na drogę demokracji siłą naprowadzane. Przypadek pozostałych krajów stojących u bram szczęśliwości demokratycznej pokazuje, że wiele do zmian nie trzeba, a ludziska spokojnie rozejdą się do swoich domostw z poczuciem spełnionej misji...

Można powiedzieć, że potencjał naftowy Libii to żadna rewelacja, ale gdyby władze przejęli ci zaprzyjaźnieni z demokracjami zachodnimi to i nic nie stanęło by na przeszkodzie, by dobra naftowe odsprzedać tym, którzy demokrację libijską wspierali. Ludziom taka wiedza do niczego się nie przyda więc i w mediach dalsze losy udziałów w wydobyciu złóż nie będą nagłaśniane... wszak będzie po wojnie :)

Jednak misterna intryga nie wyszła i to już na początku, gdyż dyktator Kadafi w przeciwieństwie do swoich kolegów dyktatorów, miał jaja i sprawę postawił jasno: albo społeczeństwo odda wszystkie pukawki jakie ma, albo wojsko przeprowadzi zajęcia praktyczne z lekcji zasobów arsenału narodowego i zrzuci troszkę zdobyczy technologicznych na głowy zbuntowanych obywateli - na Bengazi na początek.

To już oznaczało pokazanie figi demokracjom zachodnim, która bardzo się zajeżyła na taki brak poważania. Kadafi lekcję poglądową dla obywateli Bengazi przesunął w geście pokoju o tydzień i... i właśnie dzieła destrukcji dokonały zamiast Kadafiego armie demokratyczne... oczywiście w imię ochrony życia obywateli miasta Bengazi.

I tak do Libii latały rakiety z baz na Morzu Śródziemnym i samoloty, które bombardowały libijskie obiekty i sprzęty militarne, trochę na ślepo, trochę nie, a czasami rakieta czy bomba trafia w szpital, czasami w niczego nieświadomych cywili...

Jak to na wojnie :)

Wprowadzanie demokracji musi zostać zakończone sukcesem sił demokratycznych i by zwiększyć siłę rażenia propagandy dowiadywaliśmy się, że żołnierze Kadafiego biegają z pukawkami i prezerwatywami choć nikt tak naprawdę nie wie kto gwałcił kobiety libijskie. Amerykanie testowali swoje najnowsze cuda techniki wojskowej bez liczenia strat w ludziach. Na koniec zaopatrzyli wraz z sojusznikami obywateli w podartych swetrach w broń i oddali im inicjatywę w ręce… gdy ktoś nudził się w czasie wakacji i chciał sobie postrzelać także mógł wybrać się do Libii by wspomóc rewolucję.

Od wczoraj wiemy, że Kadafi wpadł w ręce wyzwolicieli, którzy pastwili się nad nim jak zwierzęta targając jego ciałem po piasku. Film z tej celebracji obiegł media na całym swiecie.
 
Dyktator zginął. Podobno.
 
Wojna w Libii zakończyła się sukcesem demokracji. Inwestorzy wracają powoli na swoje pola naftowe. Być może nie trzeba będzie płacić za odnowienie koncesji na wydobycie ropy, które wygasły tuż przed rewolucją. Może pomoc w obalaniu Kadafiego będzie wystarczającą zapłatą za dostęp do złóż…
 
Czas pokaże.
 
Demokracja zaczyna przenosić się dalej. Na tapecie jest Syria, ale bardziej interesujący jest Iran. Już pasie się społeczeństwo tym, że Iran pracuje nad bronią atomową, że zamach szykował na jakiegoś Saudyjczyka w Ameryce…
 
Schemat jak zawsze ten sam.
 
A w tle ropa.
 
Jak zawsze.
 
alex

 


Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale