Był już taki moment w historii SLD, że mogła nabrać wiarygodności. Było to kilka lat temu gdy Borowski razem z Belką odłączyli się od czerwonej gawiedzi. Dla wielu ludzi będących pewnymi, że chcą pozostać w lewicy były to jaskółki nadchodzącej wiosny i zapowiedź wielkich zmian po lewej stronie życia politycznego.
Szybko okazało się, że czerwone zestarzałe mięsko jest bardziej cuchnące niż mogło się wydawać. Nikomu nie chciało się wyciągnąć wniosków z tego rozłamu, a zasiedziała kadra eseldowska zaczęła odsądzać odszczepieńców od czci i wiary. Chyba każdy pamięta jakie bluzgi poszły pod adresem Borowskiego ze strony lewicowych kolegów, wypowiedzi posłanki Senyszyn czy ostatnie wypowiedzi Millera, który zaproponował, żeby Platforma zabrała sobie wszystkie sieroty z socjaldemokracji.
Po odejściu Arłukowicza entuzjazm do wyganiania swoich kolegów osłabł. W obliczu możliwych propozycji od innych partii i dobrych pozycjach na listach wyborczych – stara lewica zdecydowała, że może jednak nie jest warto traktować buntowników jak szmaty bo wtedy odejdą wszyscy i marzenia o władzy spalą na panewce.
Ale proces opuszczania lewicy powoli następuje. Dlaczego?
Dlatego, że przewodniczący Napieralski na jedynkach wyborczych woli skompromitowanego Millera, który pociągnie za sobą podstarzały betonowy elektorat. Dlatego, że aktywistkom z ruchów kobiecych wysyła informację esemesem, że niestety, ale w pierwszej trójce wyborczej się nie zmieszczą. Dlatego, że aktywistom na rzecz równouprawnienia mówi, że owszem trzeba walczyć o równość, ale niekoniecznie ją wywalczyć - bo co potem robić skoro nic robić się nie chce?
Jakby tego było mało, na zakończenie nieeleganckiego zachowania lewicy, głos zabrał Marek Wikiński z lewicy i wyskoczył w mediach z oceną nagłego exodusu z SLD. A skupił się przede wszystkim na aktywiście na rzecz równouprawnienia – Robercie Biedroniu.
Co powiedział oprócz tego, że zarzucił Biedroniowi niepatriotyczną postawę?
Powiedział, że Biedroń ma szczęście iż poseł nie użył mocniejszych słów, a zarazem poseł obawia się, że tą grzeczność, Biedroń może odebrać jako zachętę do bliższych relacji…
Pewno chodzi o to, że Biedroń mógłby do posła oczko puścić :/
*****
Już nie raz lewica pokazała, że z walką o prawa gejów ma tyle wspólnego co poseł Niesiołowski. Pomijając wystąpienie Błochowiak dawno temu i jej słynną sentencję o czerwonych skarpetkach pedałów, swoje kilka minut roku ubiegłego miał też kandydat lewicy na prezydenta miasta w Kielcach, którego lewica zrzuciła na wybory mimo protestów lokalnych władz.
Działacze lokalni wtedy protestowali, pytali dlaczego, czy aby reprezentować lewicę to nie wolno być w SLD tylko do kościoła już trzeba chodzić i popierać innych niż z lewicy kandydatów do europarlamentu… te kryteria kandydat z Warszawy Gierada spełniał, a jego konkurent – szef partii w powiecie już nie, gdyż całym sercem za lewicą jest…
Stanęło na tym, że jednak najbardziej godnie będzie reprezentował lewicę nie jakiś tam oddany lewicy ideowiec, ale bezpartyjny fachowiec z rekomendacji SLD, dyrektor szpitala w końcu i do tego facet, który lubi kobiety i mówi, że… to jego wada.
I kolega Gierada zaprezentował rok temu, podczas debaty godnie to, co w lewicy pod skórą drzemie. Homofobię, cwaniactwo i bezczelność. Takie „wicie rozumicie towarzysze”.
Podobno nawet księdza obecnego na debacie przytkało.
Mnie nie.
Cóż w tym dziwnego, że eseldowski przedstawicie nie wytrzymał i powiedział co myśli o homikach wszelkiego futerka, i że jego tolerancja polega na tym, że „nie będzie przecież tępić ich za orientację seksualną” a raczej odeśle do świata zwierząt i niech się od czworonożnych uczą jak TO robić, bo on myśliwy jest, i wie…
A co wie?
Wie, że niektóre zwierzaki robią TO tylko raz w roku „czy to jeleń, sarna czy dzik, ale nigdy nie osobniki jednej płci, jak koza z kozą”… trudno skumać teraz czy koza z kozą TO robi, czy też nie robi albo jak to robi.
*****
Cóż dziwnego w tym, że lewica wzdryga się nieoficjalnie na myśl o homikowaniu? W końcu za czasów komuny rzucenie plotki o homoseksualizmie było esbecką normą by zmusić do współpracy czy to opozycjonistę czy księdza. W końcu, to parlamentarzystka lewicy rozwaliła argumentację Michnika o bananowcach i dzieciach kwiatach, przypominając wszystkim bajkę o czerwonych skarpetkach…
Musiał kolejny rok minąć by Biedroń zrozumiał wreszcie, że lewicy nie chodzi ani o Biedronia, ani o równość – chodzi im tylko o głosy tych, którzy lubią Biedronia. Że lewica Napieralskiego i Millera to pasożyty, które podczepią się pod każdą ideę by tylko doczołgać swoich starych wyjadaczy do parlamentu.
Lewica krzyczy o ustawie regulujących prawnie związki partnerskie i kładzie projekt na biurku Schedyny w czasie wakacji wiedząc, że nie ma szans na żadną realizację w tak krótkim terminie – za to Grześ w spotach obiecuje, że uchwali ją gdy tylko lewica wygra wybory. Senyszyn milczy jak zaklęta mimo tego, że jeszcze niedawno dzień bez gejowskiej parady byłby dla niej dniem straconym, a posłowie lewicy widząc, że zainteresowani odchodzą trzaskając drzwiami oddają mikrofon ludziom pokroju Wikińskiego.
Nie ma bardziej obłudnej i nastawionej na branie partii w parlamencie niż SLD. Nie ma większych oszustów ideologicznych jak SLD. To dobrze, że wreszcie ci, którzy walczą o prawa innych grup, zauważają, że są tylko wabikiem dla uzależnionych od władzy czerwonych wyjadaczy.
W końcu to Leszek Miller powiedział niedawno, że władza jest jak narkotyk.
alex
i niech sobie lewica przemyśli słowa Roberta Biedronia...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)