Ostatnio przypomniał nam o sobie Marcin Dubieniecki. Gdyby ktoś nie wiedział kim ten młody i bardzo ambitny prawnik jest, to przypomnę, że jest to syn czerwonego wżeniony w rodzinę byłego prezydenta. Młodzieniec, który swego czasu miał bardzo poważne plany względem partii prezesa, a jedynkę na liście wyborczej do parlamentu dla swojej żony uważał jako naturalną schedę po ojcu-prezydencie.
Szum się zrobił nieziemski wokół tego młodzieńca gdy zaczął udzielać się w mediach szykując do kariery politycznej. Zapowiedział w grudniu 2010 roku, że będzie udzielać tylko ostrych, politycznych wywiadów, a że media takowe kochają więc i paparazzi łazili za prawnikiem wszędzie szukając tematów by wylansować go na pierwszą stronę medialnych sensacji. Znaleźli ich na tyle dużo by doprowadzić do szału bohatera, który rzucił bluzgami w dziennikarza i rzucił słuchawką także kończąc definitywnie rozmowę.
Już w lutym tego roku Marcin Dubieniecki podniósł ciśnienie obywatelom, a i pewnie nawet zwolennikom PiS gdy powiedział: "nam się należy". Dla mnie był to kolejny przejaw komuszego wychowania i kolejnej pezetperowskiej bezczelności rzucanej obywatelom w twarz.
Nam się należy, nas żadne zasady nie obowiązują, to my oznajmiamy fakty i wydajemy polecenia, a wy macie je tylko wykonywać, nie macie żadnego prawa nam odmówić, gdyby nie my to was by nie było...
Skąd to znamy?
(Prawie pięćdziesiąt lat wypominania, że gdyby nie komuna to nie potrafilibyśmy ani pisać ani czytać i mieszkalibyśmy w ziemiankach, mimo tego, że pozostała część Europy i bez komuny sobie poradziła z analfabetyzmem i z rozwojem, a nam jeszcze do poziomu tej Europy brakuje kilkadziesiąt lat. Tyle samo lat wbijania do głów, że gdy władza coś postanowiła to ma być wykonane choćby najgłupsze i najbardziej absurdalne. To czas wypominania, że społeczeństwo nie dziękuje za pracę, za domy, za edukację, za jedzenie i za małego fiata... tak jakby władza czerwona nie miała obowiązku dbać o powierzone w jej ręce państwo i obywateli...)
I w lutym - już bez żadnego skrępowania czerwony młodzieniec wyrecytował, że gdy jego żona zechce znaleźć się na liście do parlamentu (pozycja jeden) to ona ma to miejsce dostać ponieważ jest córką byłego prezydenta, który poległ śmiercią męczeńską. I to miejsce żonie Marcina Dubienieckiego się należy.
Szum zrobił się w mediach znowu, a młodzieniec po kolejnym skandalu powiedział, że media go prześladują - zapominając dodać, że sam szuka kontaktu z nimi i bryluje na portalach informacyjno-rozrywkowych.
Z kariery politycznej wyszły nici gdyż nawet prezes zdał sobie pewnie sprawę, że syn czerwonego komucha i do tego jeszcze bardzo związanego z propagandą peerelowską, nie byłby najlepszym wizerunkiem dla PiS, mimo tego, że Gierek był patriotą :)
Środowisko zawodowe młodzieńca także się zdystansowało od niego po głośnej wypowiedzi, że to jego prywatna sprawa czy prowadzi kancelarię z gangsterem czy też nie i uwadze, że dziennikarz miałby dostać w dziób gdyby tylko pojawił się u niego w kancelarii…
Ot nerwisty jak młody ogier.
Jego prywatną sprawą było także to gdzie parkuje – nawet gdy jest to miejsce dla niepełnosprawnych. Jego sprawą jest jak szybko jeździ samochodem – nawet gdy straci prawo jazdy. Na pytanie dziennikarzy jak to możliwe by uzbierać tyle punktów karnych, odpowiedział, że na naszych drogach trudno nie uzbierać 24 punktów. To dość ciekawa wypowiedź i teraz nie wiem czy nasze drogi są takie złe czy takie dobre… na ile znam się na prowadzeniu auta na tyle wiem, że po drogach dziurawych szybko nie da się jeździć.
W tym wypadku też jest to prywatna sprawa Dubienieckiego, że nie ma dokumentu dającego uprawnienia do prowadzenia samochodu… ma za to rezydenturę innego państwa i prawo jazdy też i będzie jeździć w ciągu dalszym. Niby prawnik a nie wie, że utrata prawa jazdy skutkuje utratą prawa do prowadzenia pojazdu w kraju, w którym dokument stracił.
Na wszelki wypadek po ostatnich wyścigach z policją po ulicach Sopotu, Dubieniecki pojechał prosto na komendę i tam złożył skargę na… bezprawne działania policjantów, którzy pewnie bezprawnie patrolowali drogę i pewnie bezprawnie nakazali mu zatrzymanie się...
Czy to czerwona buta czy prostactwo?
Czy to brak jakichkolwiek norm?
Czy wciąż hołdująca zasada, że czego prawo nie zabrania, jest dozwolone?
Żadnej lojalności wobec zawodu… żadnego respektu wobec prawa…
Mecenas Marcin Dubieniecki.
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (7)