Sól Prawa i Sprawiedliwości. Setki razy oberwał w skórę i po głowie za wierność sprawie Prawa i Sprawiedliwości. Płacił wysoką cenę za wierność sprawie Prawa i Sprawiedliwości. Dziesiątki tysięcy wyroków w imię Prawa i Sprawiedliwości. Ale wszystko było warto zrobić ponieważ jest patriotą Prawa i Sprawiedliwości. (video)
A może był?
Kurski od kilku dni niewiele mówił, ale gdy już kamera zaczaiła się na jego kolegę Zbigniewa to prawie przytulał się do jego ucha by znaleźć się w kadrze… sam wysłał zaproszenie na konferencję prasową, w której chciał wygłosić swoje mądrości, ale nikomu kto ma kamerę nie chciało się na nią przyjść. Więc już tylko przytulanie się do mówiącego mu pozostało.
Powoli gaśnie gwiazda bulteriera, a sam bulterier chodzi z miną skomlącego kundelka.
Co teraz zrobi?
Dokąd pójdzie?
Kto weźmie pod swoje skrzydła zepsutego do cna polityka, który z ZCHN-u odchodził w atmosferze skandalu?
Za co?
Za manipulowanie nazwiskami na liście wyborczej. Później okazało się, że manipulacja to jego pasja – taka sztuka dla sztuki – zawody, które sam sobie organizował: ilu kupi jego ściemę…
Jego największym sukcesem był Dziadek Z Wermachtu.
Ech, znawca polityki z Jacka jest przedni. Trochę Porozumienia Centrum, trochę Olszewskiego i ROP, trochę ZCHN, trochę AWS, trochę PiS, potem trochę LPR, a potem gdy go wylali z LPR – znowu zahaczył o PiS – potem go z PiS wylali, ale tylko na miesiąc.
I od tamtej pory szczekał… zresztą zawsze szczekał, ale za przyzwoleniem prezesa szczekał co mu ślina na język przyniosła. Szczekał głośno i często by szczek dotarł do najdalszych zakątków naszego kraju. Gdy musiał przepraszać robił to cichutko i bez rozgłosu. A czasami nie robił gdyż biedny był i nie miał za co przeprosić.
W Polsce głośny – w Brukseli cichy i układny. Jedyne co robił to nic nie robił albo jak już robił to gmerał sobie w portkach. Nie chodził na posiedzenia i na głosowania udowadniając, że bulterier to on jest, ale tylko w polskiej zagrodzie gdzie polityk może wszystko olewać – zwłaszcza polityk Prawa i Sprawiedliwości.
Ostatnio jednak i Polska go zmęczyła. Było to zaraz po tym jak jego ukochana poszła do swojego pracodawcy z dyktafonem... potem Jacek skarżył się, że pracodawca wymagał od niej lojalności. Głupi szef - lojalność sobie wymyślił i nie ma co się wypierać teraz swoich słów, ponieważ ukochana Jacka ma wszystko nagrane...
Tak czy inaczej już miał się wyprowadzać. Już reszta kraju – ta, która nie kupowała jego bajek, cieszyła się na samą myśl, że już nigdy więcej jego głos nie zabrzmi w telewizorze i w radiu… na obiecankach się skończyło – jak to u Jacka.
Prezes też chyba miał go dość, ponieważ wypchał go do Brukseli. A że ten wracał i wracał i wracał to już pewnie nie mógł wytrzymać i wylał go z partii. Pewnie dlatego, że nie dość, że wracał to jeszcze marudził i jęczał w mediach i to jęczenie nazywał odnową PiS.
Jaka to odnowa…
Więc Jacek dzisiaj jest jak bezpański pies. Wprawdzie będzie się odwoływać od decyzji o wygnaniu i może nawet aportować się nauczy, może nawet przeczołga psim brzuszkiem i legnie u stóp prezesa, może nawet wróci do łask jak już raz to było, ale widmo biedy w te niebieskie gały zaglądnęło.
Co później robić?
Polityka?
Z kim?
Biznes?
Z kim?
Teraz nie brzydzi się TVN i tam powiedział, że bez niego PiS już nigdy nie wygra wyborów, i że ta czaszka już nigdy się nie uśmiechnie… nie wiemy kim jest tajemnicza czaszka – może prezesa, a może Jacka. Ale patrioci PiS nie mają czaszek tylko szlachetne twarze. A Jacek jest szlachetny i szanuje wyborców swoich i tylko dla nich będzie się odwoływał od decyzji PiS o wysadzeniu go z siodła.
Tylko dla nich to zrobi.
Nie dla siebie.
I kto teraz nie przyzna mi racji, że widmo biedy wyostrza spojrzenie?
alex


Komentarze
Pokaż komentarze (2)