Rumuński tabor
Gdy myśmy odpięły się od babskich tematów, Adam odpiął się od okna, drzwi czy czegoś skąd robił zdjęcia (mania rodzinna, ale i rytuał), była godzina 14. A trzeba było się spakować i wynieść do samochodu liczne torby i sakwy ("Zielony mapnik, niebieski trójkąt. Nie, nie ta torba. TA! Masz jedzenie? - Nie, a co ci kupić? Nie mamy paliwa, trzeba zatankować" i tak dalej). Adam zajmował się ciężkimi pracami, my z Izą, po upchnięciu lżejszych bagaży, ostatecznie usiadłyśmy w środku. Bardzo ciekawe było obserwowanie świata przez szybę, jak jakiejś sceny w teatrze. Za szybą toczył się film niemy. Do szarpiącego się z rowerami podszedł starszy pan, dzierżący w dłoni taśmę klejącą. Adam mocował na dachu rowery, pan gadał. Adam uciekał, pan za nim. Ktoś pytał, ktoś się dziwił, ktoś odpowiadał. Ale dlaczego i co? Widziałam tylko otwieranie ust i grymasy i kuliłam się ze śmiechu na myśl, co tam się dzieje. "Iza, te pan chce przywiązać nasze rowery taśmą klejącą??". A naprawdę było tak: wiosna, czas odnowy, znoszenie pakunków i przytraczanie do bagażnika aż trzech (!) rowerów przyciągnęły uwagę sąsiada, który zapytał Adama z niepokojem "Czy Pan się może wyprowadza??".
Słońce było już wysoko, gdy jechaliśmy przez zielone pola, lasy, spoza których wyglądały pałace, tak dobrze znane z wypraw zimowych. "Tu byliśmy!" - mówiliśmy co jakiś czas. Aż przed celem podróży oprócz "Tu też byliśmy", wznieśliśmy chóralny okrzyk: "Byliśmy wtedy. Ale teraz zlikwidowali nam zjazd z autostrady!".
Drzewo wyrosłe z krypty
W Kątach Wrocławskich zwiedzaliśmy głównie piekarnię, konsumując suche bułki, a w przerwach między kęsami Adam pierwszy raz odkrył swoje skłonności nekrofilne, twierdząc, że zaniedbany budynek w rynku to nie była synagoga (jak sądziłam ja), tylko kostnica miejska. Sfotografowaliśmy oprócz tego kilka Nepomucków i krzyży, i wyruszyliśmy w łagodnie zapadający zmierzch. Muszę powiedzieć, że gadanie przez komórkę, w drodze rowerem, gdy mijają mnie TIRY, wyprzedza traktor, ostry wiatr wieje mi w twarz, a droga wije się bez końca, to trudne doświadczenie. Z ulgą przystanęłam przy cmentarzu w Pełcznicy, gdzie, jak się okazuje, jest ciekawy obiekt jak to grób Ziobry (ale nie Zbigniewa, nie cieszcie się, wrogowie!), a także.. Jakby żywa ilustracja do słów Chrystusa: "Kto we Mnie wierzy, nie umrze, ale będzie żył na wieki". Za zardzewiałą kratą ogrodzenia, rośnie młode drzewo. To drzewo wyrasta z krypty, widać, że zbeszczeszczonej i może nawet pustej. Jego giętka gałązka wije się nad zzieleniałą, uszkodzoną płytą, więc to jest trudna może, ale walka życia ze śmiercią. Płyta nie ma już napisu - zwycięstwo, ale smutne..
W lesie przebiśniegów
Za najbliższym wzgórzem zanurzyliśmy się w inny świat, w Tajemnicę, odgrodzoną od świata kruszejącym murem. Takie pejzaże śniły mi się od dzieciństwa, zanim dowiedziałam się, że istnieje Tajemniczy Ogród i że warto szukać swojego klucza do furtki w murze. W przeciwieństwie do lasu narnijskiego z poprzedniej baśni, to był ogród, las odczarowany. Brązy zimy mieszały się z zielenią pąków, a śpiew ptaków z szumem bliskiej autostrady. I cały, cały ten las wysłany był przebiśniegami, że chciało się w nich położyć i leżeć, patrząc na czubki drzew. Pola przebiśniegów schodziły do dzikiego jeziora, w którym odbijały się delikatnie zieleniące się krzewy. Nad nim zwisał konar drzewa, fantazyjnie skręcony, jak wąż, szykujący się do skoku.
A to była dopiero furtka. Bo za zakrętem był tajemniczy kamień pamiątkowy, z napisami ku czci ofiar I wojny ("Adam von Tschesky"?), stara rządcówka z czerwonej cegły, z herbem i francuską inskrypcją oraz Pegazem na szczycie dachu, na lewo fundamenty dworu.. Nie wiedziałam, gdzie kończy się Tajemniczy Ogród i czy gdzieś w ogóle jest prawdziwy świat. Zanim zobaczyłam, dokąd dotarłam, echo dzwonów, niczym nie zakłócone, jak w górach, przedarło się srebrzystym dźwiękiem przez las i doszło do mnie. Kościółek był jak wyjęty z doliny alpejskiej, jasny, o spiczastej wieży. Otaczały go białe groby kresowiaków, ale nie stłoczone jak na niektórych cmentarzach, nie w błocie, ale rozrzucone w zielonej trawie. (Poczułam lęk, Agnieszko). One nie mówiły o śmierci, a raczej o śnie.. W kościółku trwała właśnie Komunia. Łagodny głos starego księdza, rozbrzmiewający w ciszy wzgórza, spokój białych krzyży i wiara ludzi w Zmartwychwstanie były oprawą Sakramentu. Choć przez otwarte drzwi dojrzałam, że przy złocistym ołtarzu stało kilka kobiet w chustkach, odkryłam, że tu rzeczywiście jest coś więcej niż ludzie. Albo - że to nie oni przyszli, to On sam przyszedł i wypełnił przestrzeń, a czas zwykłego zmierzchu stał się Godziną Łaski..
Dwa (?) niewolnictwa
Nie chciałam stamtąd odchodzić, tam było tak blisko nieba, a przecież marzły mi już stopy i wiatr przewiewiał pokłady koszulek i bluzek. Trochę się denerwowałyśmy z Izą, gdy Adam co chwilę zatrzymywał się i fotografował krzyże, domy i mury. Za bramą, prowadzącą do dawnego (sporego!) majątku, wywiązała się rozmowa z Tutejszym:
Tutejszy:- Panie.. - zaczął uroczyście.- Tu za Niemca było niewolnictwo.
Adam:-No wiem, było.
Tutejszy:-Widzi pan te kamienne figury na szczycie bramy?
Adam:- Widzę.
Tutejszy:- Kobieta i mężczyzna. Niewolnictwo, panie! A teraz też mamy niewolnictwo, tylko biorą i biorą, a nic nie dają.
Adam:- Wiem.
Tutejszy:- Dlatego ja też im nie daję.
Adam:- Ja też nie daję.
Tutejszy:- Ja nie płacę podatków!
Adam:- Ja też nie płacę.
Tutejszy:- I dobrze, panie. I tak trzymać - zakończył i uspokojony, poszedł sobie.
Oni
A my, już pod atramentowym niebem, ruszyliśmy wzdłuż ogrodu plebani, za którego murem stał tamten kościółek. Wkrótce minęliśmy zrujnowany kościół ewangelicki z cmentarzem, porośniętym lasem oraz cmentarz katolicki, na którym świeciły się światełka i krążyły postacie żywych. Wyjechaliśmy na wolną przestrzeń, gdzie gładka droga schodziła już w dół, do miasta. Jechałam po niej lekko na moim wypróbowanym, wiernym dwukołowcu, prawie płynęłam, wdychając ostry wiatr i nie czując zimna. Bo przed sobą miałam znajome światła, a obok siebie Tych, z którymi mogę na koniec świata, a wokół siebie myśli Tych, którzy może akurat byli na jego końcu.




Komentarze
Pokaż komentarze (17)