Jeśli chodzi o fakty dotyczące kwestii ryzyka (społecznych konsekwencji) przyjmowania obecnej fali "gości" z krajów muzułmańskich to na forum salonu powiedziano już chyba prawie wszystko. Nie będę w tej notce robił ich katalogu. Jeśli do kogoś nie dotarły (nie przekonały) to już pewnie nie przekonają z powodów ideologicznej fiksacji. Nie bez znaczenia jest oczywiście to, by te argumenty powtarzać, zawłaszcza na łamach mediów mainstreamowych, gdzie dominuje narracja J. C. Juncera i Komisji Europejskiej, jednak spór między zwolennikami a przeciwnikami (bezwarunkowego przyjmowania, lub obowiązkowego przyjmowania określonych kwot uchodźców) może w tym momencie wejść jedynie w fazę komunikacji perswazyjnej, czyli przekształcenia racjonalnych argumentów w nośne, łatwe do popularyzacji metafory, będące symboliczną reprezentacją tych argumentów. Przedstawię jedną z takich możliwych metefor postawy UE (jej przedstawicieli) wobec imgrantów.
Dla wielu młodych mężczyzn z krajów arabskich - zwłaszcza tych z Tunezji, Egiptu, Maroka - Europa to przede wszystkim zamożni (z ich perspektywy) turyści przyjeżdzający do kurortów turystycznych w ich kraju. Turyści...a przede wszystkim znudzone turystki, których motywem podrózy jest nie tylko chęć nabycia pięknej opalenizny ale także romans "full service" z miejscowym "habibi". Z perspektywy młodych, nieżonatych mieszkańców tych krajów jest to właściwie jedyna szansa na "erotyczne uniesienia" (pozamałżeński seks z muzumałnką jest wykluczony). Ba, dla niektórych jest to okazja do ekonomicznego awansu, jeśli uda mu się przekonać "europejską sponsorkę" jak bardzo ją kocha. Ten rytuał oszukiwania i samooszukiwania się przez kobiety doskonale przedstawiono w filmie "Darling I lowe ju"


Komentarze
Pokaż komentarze