"Siedzę na zwolnieniu",
"celnicy poszli na zwolnienie",
"jako formę strajku wybrali zwolnienia lekarskie"
"wezmę zwolnienie, przecież muszę być na tej imprezie"...
Te zbitki słowne egzystują w naszym języku tak głęboko, tak naturalnie, że mało kto dostrzega ich niesamowitą, złowieszczą wymowę. Przecież te określenia usadowiły się w naszej mowie w wyniku wielu milionów (raczej setek milionów) złodziejskich, kryminalnych zdarzeń mających miejsce w naszym państwie.
Cóż to znaczy: "pójść na zwolnienie" - znaczy to oczywiście otrzymanie, na odpowiednim druku, uprawnienia do absencji w pracy. W przypadku rzeczywistej choroby, wypisywane jest zwolnienie na takim samym druku, ale nie ma to nic wspólnego z "pójściem na zwolnienie" - wszyscy w Polsce rozróżniają to doskonale. "Pójście na zwolnienie" nie wymaga choroby, nie potrzeba poddawać się badaniom - wystarczy pozyskać przychylność lekarza; sposób i forma uzyskania tej przychylności jest (od czasów słynnego wynalazku Fenicjan) - dziecinnie prosta. W ostatecznym rachunku jest to okradanie wszystkich innych uczciwie pracujących i pracodawców - przez dwie strony przestępstw łapówkowych. Szczególnie ohydne jest "pójście na zwolnienie" samych lekarzy.
Proponuję zabawę rachunkową w oparciu o (w moim odczuciu) dość oględne szacunki.
Przyjmijmy: - 10 dni - jako przeciętne "zwolnienie..." na jednego pracownika rocznie;
- 20.000.000 pracujących;
- 100 zł. netto za 1 dzień pracy - przeciętne wynagrodzenie;
Daje to: 10 x 20 000 000 x 100 = 20.000.000.000,- zł/1 rok
Taka mniej więcej ogromna suma jest kradziona; przynajmniej w połowie trafia do kieszeni lekarzy. Stawiam proste pytania: czy kiedykolwiek (w przypadku, gdy ZUS stwierdził bezzasadność zwolnienia) lekarz zwrócił pracodawcy poniesione straty, czy poszedł za to przestępstwo do więzienia?
Środki zaradcze mogą być różne - myślę, że należałoby zacząć od stworzenia szczelnego rejestru wydawanych zwolnień i usankcjonowania drobiazgowych kontroli majątkowych ze szczególnym uwzględnieniem wypisujących owe zwolnienia. To jednak tylko półśrodki o niewielkiej sile oddziaływania. Kluczem jest zmiana mentalności; z mentalności cwaniaka na mentalność gentleman'a. W tej mierze dużo do zrobienia mają ludzie pióra.
JANUSZ Z KRAKOWA



Komentarze
Pokaż komentarze (2)