Nie wiem dlaczego, jak patrzę na zadowolone z siebie oblicze Ernesta Skalskiego, ogarnia mnie pewien niesmak. Nie mogę mu odmówić inteligencji, czy dobrego pióra. Nie drażni mnie jako typowy besserwisser - poważam nawet takich bardzo przekonanych do swoich racji (choćbym się z nimi nie zgadzał).
Myślę, że moja bezinteresowna niechęć wynika z tego, że Skalski z a w s z e potrafi się wpisać w main stream - także w czasach komuny (mam w swoim archiwum jego publikacje, których teraz zapewne by się wstydził) - no cóż, był młody, dla kariery, może dla chleba. Znam tamten okres z autopsji. Byli i pisali jednak (nie zważając na osobistą karierę) pisarze i dziennikarze, różniący się od niego poczuciem pewnej misji, posłannictwa np.: Kąkolewski, Bratkowski, Kwieciński, Kisiel, nawet w pewnym okresie KTT i inni.
Oczywiście, nie znam wszystkich tekstów Skalskiego, chyba nie znam nawet 10%, ale lektura jakiegokolwiek jego tekstu, czy wysłuchanie wystąpienia telewizyjnego - dają się określić dość jednoznacznie - g l ę d z e n i e podporządkowane jednemu celowi, mianowicie: trzymanie się głównego nurtu. Jego paternalistyczne wręcz, łaskawe (niemal zblazowane) credo opublikowane na S24 i jeszcze na jego własnym forum - jest po prostu niestrawne.
Szkoda, że dziennikarz obdarzony tak dobrym piórem wybrał koniunkturalizm zamiast posłannictwo.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)