Przytomnie ktoś zauważył, że "przeprosiny" w wykonaniu Komorowskiego były podobne do reakcji Kwaśniewskiego na zaproszenie na przesłuchanie przez Komisję Sejmową; "mogę zatańczyć, zaśpiewać, tylko co to da". Oczywiście Kwaśniewski stchórzył, bojąc się zeznawać w sprawie swoich rozlicznych interesów. Mówił to z niecierpliwością, wyraźnie zdegustowany, wydźwięk wypowiedzi był taki: odczepcie się ode mnie. Oczywiście, nikt na siłę prezydenta nie doprowadził przed Komisję. W dojrzałych demokracjach jest inaczej (np. w USA - Clinton zeznawał przed komisją senacką).
"Przeprosiny" Komorowskiego wyglądały podobnie; "mogę przeprosić (chyba eksperymentalnie) za Palikota, za Kurskiego, za Niesiołowskiego". Na pytanie, czy za siebie też ? "za siebie też " - odpowiedział chyba dwukrotnie. Ważna była forma tej wypowiedzi - był znudzony, zniecierpliwiony, mówił z fatalną dykcją, jakby na odczepnego; całą swoją postawą dawał do zrozumienia, iż są to sprawy nieistotne i przeprasza właściwie dla świętego spokoju.
Była to jednak wypowiedź chytra; Komorowski chciał w ten sposób rozmydlić swoją winę, bo właściwie to było wielu, (być może wszyscy), którzy mają za co przepraszać - także po stronie politycznej konkurencji - zatem te wypowiedzi znoszą się wzajemnie i nie ma o czym mówić. Zrównanie niegodnych wypowiedzi Marszałka Sejmu w stosunku do Prezydenta Rzeczypospolitej z (być może) "barwnym" językiem harcownika (kiedyś) PIS, nie przystoi piastującemu najwyższy urząd państwowy.
Teraz Komorowski "zastanawia" się, czy podpisać "Deklarację...", w której najwyżsi urzędnicy państwowi i parlamentarzyści zobowiązują się nie używać języka nienawiści, nie obrażać swoich przeciwników itp, czyli takich wypowiedzi, za które właśnie "pan na pałacu namiestnikowskim" - niby przeprosił.
Wydaje się, że to może ostatnia okazja, by Komorowski pokazał jakąś klasę godną urzędu, który piastuje.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)