Ośrodki badania opinii publicznej , jakie są , każdy widzi. Ich spolegliwość wobec zamawiających badanie jest proporcjonalna do wielkości czasu do najbliższych wyborów. Zastanawiam się, co mogłoby być bardziej miarodajnym probierzem społecznych preferencji. Zdaje się, że na "Zachodzie" nie wymyślono nic innego; tam jednak sondaże, dziwnym zbiegiem okoliczności, sprawdzają się. Przyczyna tego stanu rzeczy jest jest oczywista - w ugruntowanej demokracji - dawno już wypadły z rynku agencje mające w polu widzenia tylko mamonę. Oglądanie i czytanie wiadomości w mediach, daje daleko nieprawdziwy obraz stanu świadomości narodu: tam realizowana jest linia polityczna właściciela. oczywiście, sztuka polega na kamuflażu; owszem dopuszcza sie w sposób reglamentowany na łamy także niezależnych publicystów - dla pewnego uwiarygodnienia. Metody są wyrafinowane, "właściwe" poglądy kamufluje się w różnych neutralnych tekstach, indoktrynacja przebiega w sferze podświadomości, często podkorowo.
Ale chciałbym wrócić do kwestii zasadniczej; co mogłoby dać rzeczywisty obraz poglądów politycznych społeczeństwa? Myślę, że przyszłość należy do medium nowego, całkowicie niezależnego i (co najważniejsze) - redagowanego przez ludzi, dla których nie jest źródłem zarobkowania, przez publicystów-amatorów przez jeszcze większą rzeszę komentatorów. Mam oczywiście na myśli społecznościowe portale internetowe. Już codzienny pobieżny ich przegląd zarysowuję trwałą, ogromnie przeważającą opcję polityczną blogerów i komentatorów. Oczywiście, widoczna jest, jak na dłoni "ręka" różnych moderatorów, usuwających nie tylko wulgaryzmy. W większości jednak przypadków zamieszczanie tekstów o diametralnie rozbieżnych poglądach nikomu nie przeszkadza. Jest jeszcze jedna kwestia, mianowicie: nie można w poważnej analizie uwzględniać dwóch kategorii wpisów. Pierwszy rodzaj, to dyżurni komentatorzy opcji przeciwnej. Na szczęście - ich metody: potępiania wszystkiego w czambuł, wyśmiewanie i doprowadzanie do absurdu, pseudo merytoryczne, płaskie argumenty - pozwalają na błyskawiczne rozszyfrowanie. Drugi rodzaj to osoby sfrustrowane, dla których "dołożenie" przeciwnikom politycznym w internecie stanowią rodzaj terapii psychicznej.
Otóż z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, iż zdecydowana większość wpisów, to rzetelna i racjonalna analiza rzeczywistości. Autorzy są całkowicie odporni na PR sprzyjających rządowi organów prasowych, czy telewizyjnych. Grupa społeczna (o ile tak można ją nazwać) pisząca i czytająca w internecie, także 90 % publicystów i dziennikarzy o znanych nazwiskach doskonale wie, gdzie rodzi się fałsz polityków, co dla Polski jest dobre, kto się skundlił, kto się zaprzedał. Potężnieje w szybkim tempie nowe i całkowicie niezależne medium - internet.
Zastanawiam się, jakie narzędzie statystyczne można byłoby przyłożyć, by - po pierwsze, określić liczbę internautów, po drugie, jak rzetelnie ocenić ich polityczne preferencje? Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy starsi wiekiem Polacy przyswoili sobie komputer, ale to można byłoby w analizach uwzględnić. Może ktoś z szanownych internautów ma jakiś pomysł - serdecznie apeluję



Komentarze
Pokaż komentarze (2)