Pytanie, jakie można dzisiaj śmiało postawić brzmi: Kto w najbardziej haniebny sposób próbuje stanąć na czele partii politycznej lub usadowić się w ścisłym kierownictwie? Nie, to nie Palikot - ten miał przynajmniej odwagę podjąć próbę samodzielnie, na własny rachunek. Tutaj niezaprzeczalnym liderem jest mistrz (jakże nowoczesnej) socjotechniki - Migalski. W dotychczasowych swoich artykułach stwarzał pozory pewnej niezależności poglądów, pewnej troski o PIS; oczywiście, prawie nikt się na to nie nabierał. Owa "troska" była zamierzonym punktowaniem Prezesa PIS, freudowskie chciejstwo było widoczne, jak na dłoni. Trzymał się jednak konwencji - każdemu wolno mieć własne poglądy i publicznie je wyrażać.
Dzisiaj ów "komentator" życia politycznego Polski, ze szczególnym zainteresowaniem kondycją PIS, odsłonił się całkowicie, złamał konwencję, "zajął" się wewnętrznymi sprawami partii, do której nawet nigdy nie należał, zajął się jej wyimaginowanymi sprawami kadrowymi. Zgodnie ze swoją nieelegancką manierą przedstawił domniemany układ walczących w łonie partii koterii, medialnie dokonał nawet zmian w kierownictwie. Osiągnął mistrzostwo w projekcji pożądanej przez siebie rzeczywistości. To zapewne jedna z najbardziej wyrafinowanych metod socjologicznych, ale też wymagająca zdolności do całkowitego zrzeczenia się szlachetnych rysów w wizerunku swojej postaci i twarzy.
Nie tędy droga, na polityczne salony nie wchodzi się przy pomocy socjologicznych sztuczek. Żeby nie pozostał po panu tylko wstyd - jedyną szansą dla pana, panie Migalski, jest poważne zajęcie się sprawami, do których został powołany Europarlament, niech się pan wykaże pracą; pracą aż za dobrze opłacaną z naszych pieniędzy.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)