Usunięcie z PIS dwóch prominentnych działaczek wywołało burze medialną, w obozie PO prawie pełnię szczęścia. Nie zabrakło głosu, wykreowanego przez siebie samego, besserwissera - Migalskiego. Wprawdzie w ostatnim wpisie przytomnie zadekretował śmierć polityczną Niesiołowskiego. Myślę, że zrobił to, by nie stracić całkowicie wiarygodności, teraz wrócił jednak do snucia swoich fantasmagorii na temat PIS. Twierdzi ni mniej, ni więcej, iż partią kieruje Ziobro, Kaczyński jest tylko formalnym prezesem. Ziobro wycina swoich potencjalnych konkurentów do sukcesji i stąd te eksmisje. Dodatkowo Migalski sformułował naprędce jeszcze teorię, że trzeba było kogoś wyrzucić, by mieć winnego przegranych wyborów samorządowych. Przy tym, przegrana jest zaplanowana, co więcej PIS nie zamierza wygrać żadnych następnych wyborów. Wg niego, celem partii jest trwanie w opozycji, zadowolenie się 25 - 30 % poparciem wyborczym i branie należnych pieniędzy.
Gdyby Migalski przypomniał sobie całkiem niedawną historię rządów PIS, to może wziąłby pod uwagę, że Ziobro, jako minister sprawiedliwości przedłożył sejmowi szereg potrzebnych ustaw usprawniających wymiar sprawiedliwości i likwidujących patologie, czym naraził się śmiertelnie zasiedziałemu betonowi prawniczemu, naraził się też lekarzom... RPO Janusz Kochanowski twierdził, że był to najlepszy i najbardziej pracowity minister sprawiedliwości, jaki kiedykolwiek piastował ten urząd, a Ś.P. Janusz Kochanowski wcale nie był fanem PIS. Jarosław Kaczyński, jako premier, mógłby spokojnie doczekać przynajmniej końca kadencji, ale nie On, tacy stawiają zasady ponad osobistą polityczną karierę. Jeszcze jedno, obserwując ostatnie wystąpienia publiczne Prezesa Kaczyńskiego nie mogłem się dopatrzyć jakichkolwiek oznak zmęczenia działalnością publiczną. Wprost przeciwnie - błyszczał sprawnością intelektualną, znakomitą orientacją we wszystkich bieżących problemach politycznych. Jego znakomita pamięć, refleks a nade wszystko umiejętność przemawiania i porywania słuchaczy nie ma sobie równych na naszej politycznej arenie. Przeciwnicy polityczni z podziwem i zawiścią oceniają te Jego niepowtarzalne przymioty - stąd zresztą ich strach przed tym "strasznym Kaczyńskim". Został nazwany "maszyną polityczną"; taki człowiek, mający całkowite poparcie swojego ugrupowania miałby odejść z polityki. Tego typu ocena dyskwalifikuje każdego politologa.
Zalecałbym Czeladnikowi Migalskiemu, przed "wyzwoleniem" się na mistrza, kilkuletni termin np. u prof. Domańskiego lub u prof. Konarskiego (o ile zechcieliby go na taki termin przyjąć). By nie być posądzonym o stronniczość wskazałem naukowców nie ukierunkowanych partyjnie.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)