Histeria ogarnęła naród: rząd dopuścił (może nawet nakazał) przerwy w pracy, by wszyscy mogli obserwować te wiekopomne wydarzenia, prasa była rozchwytywana, jak nigdy przedtem, ludzie stali przed specjalnie zainstalowanymi megafonami i czekali, jak na objawione słowa, na kolejne komunikaty, chłopcy wycinali fotki z gazet i wklejali we własne pieczołowicie wypracowane albumy. Były to najważniejsze wydarzenia w Polsce, w Europie - ba - w całym świecie; helikopter latał, obserwował wszystko z góry i szła transmisja non stop we wszystkich kołchoźnikach - jak Polska długa i szeroka. Nasi chłopcy kręcili, ile sił a cała Polska stawiała sobie jedno pytanie: Czy Staszek Królak wygra, czy nie wygra.
Dla młodszych ewentualnych czytelników tej notki - krótkie wyjaśnienie - mowa jest o kolarskim "Wyścigu Pokoju" w czasach wczesnego PRL. W rzeczywistości był to podrzędny, mało liczący się w Europie wyścig do którego obietnicami dużych nagród starano się ściągnąć kolarzy zza żelaznej kurtyny. Rzeczywistość w kraju nie nastrajała do świętowania; nie było mieszkań, ogromne niedobory mięsa, nawet po chleb bywały kolejki, zamiast autobusów kursowały ciężarówy z plandeką i drabinką do wchodzenia. Ale władze potrafiły zafundować narodowi kilkutygodniowe święto sportowe. To była niedościgniona sztuka PR. Tak było wiele lat z rzędu.
Władza robiła to oczywiście przy pomocy sfory dziennikarzy, którzy zresztą nie mieli wyjścia chcąc się utrzymać w zawodzie.
Obecnie mamy dziennikarzy niezależnych, którzy nawet nie zachęcani przez władzę, fundują narodowi nieustanne igrzyska (chleba wszak mamy dosyć). Ten "chleb" dzisiejszy, to opłakany stan finansów państwa, to wirtualna księgowość ministra Rostowskiego, to skandaliczne finansowanie obronności, skandaliczne finansowanie Badań i Rozwoju, autodegradacja Polski na scenie międzynarodowej w wykonaniu "naszego" rządu itd. itd... Jakże władzy są na rękę takie igrzyska z dwoma widowiskowymi paniami; - sprawami, z których powinna się przed społeczeństwem tłumaczyć - nikt się już nie interesuje.
Szanowni dziennikarze i internauci, są sprawy ważniejsze od zabiegania o własną popularność



Komentarze
Pokaż komentarze (2)