Uważnie przeczytałem wszystkie komentarze na temat tekstu Sadurskiego dotyczącego demonstracji Warszawie w Dniu Niepodległości. W tym wpisie nie chcę określać swoich poglądów. Interesuje mnie tylko merytoryczny poziom wypowiedzi dwóch głównych dyskutantów - mianowicie: autora tekstu i red. Warzechy. W dużej mierze, to właśnie publicyści tej klasy i tak w mediach zakorzenieni, kształtują publiczną opinię.
Obaj panowie okopali się na swoich pozycjach i wystrzegali się jak ognia przyznać w jakimś detalu rację adwersarzowi; oczywiście, argumenty dobierane były starannie i pozornie logiczne z każdej strony. Tego typu zachowanie można uznać, jako zgodne jeszcze z konwencją. W toku dyskusji odsłonił się jednak w całej okazałości brak smaku ze strony Pana profesora. Warzecha chciał uzyskać konkretne stanowisko w sprawie faktów, które miały, lub nie miały miejsca w czasie demonstracji. Argumenty Sadurskiego sprowadzały się tylko do przypominania przedwojennych haseł i poczynań ONR. W moich oczach okazał się typowym przykładem besserwissera.
W dwóch przypadkach, wyraźnie zniecierpliwiony, Sadurski sprowadził dyskusję do poziomu zerowego; mianowicie wówczas, kiedy stwierdził, iż oczekiwał od Warzechy wielkości (jako dyskutanta chyba) wieloryba (w domyśle Warzecha jest może płotką). W drugim przypadku zarzucił komentatorce, że ma zbyt małą głowę by pewne sprawy pojąć.
Taki poziom jest nie do przyjęcia w SALONIE 24, a już całkowicie dyskwalifikuje profesora jako publicystę.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)