Statystyczny Polak 5,5% czasu pracy w 2009 r. przebywał na zwolnieniu lekarskim (rekord w UE), straty z tego tytułu wyniosły 4,5 mld. zł. Co dziesiąty "chory" nadawał się do pracy. Tyle statystyka. Oczywiście statystyka nic nie mówi o ukaraniu nieuczciwych lekarzy. Takich nie ma; konia z rzędem temu, kto znajdzie ukaranego więzieniem lekarza za "lewe" zwolnienie.
Rzecznik ZUS (lekarz) weryfikuje zwolnienia przekraczające 33 dni - czyli po terminie, kiedy ZUS zaczyna wypłacać "chorobowe". Można przyjąć, że sprawdza on tylko przypadki przewlekłych, poważnych chorób, gdzie z natury rzeczy trudno o mistyfikację. Większość zwolnień to zwolnienia kilkudniowe - tutaj wyłudzenia mają na pewno o wiele większy udział.
Rzeczywiście, przyjęło się u nas nie zwracać uwagi na funkcjonujące horrendum: "Pójdę na zwolnienie", "załatwię sobie zwolnienie", "strajkowali, biorąc wszyscy zwolnienia lekarskie", szczególnie ohydny jest strajk pracowników służby zdrowia polegający na zbiorowym pójściu na zwolnienie.
Prawda jest taka, że za każdym "lewym" zwolnieniem lekarskim stoi łapówka wręczona lekarzowi. Z tych statystycznych 4,5 mld. zł. strat - przynajmniej połowa trafia do kieszeni lekarzy. Apelowanie o purytańską uczciwość zawodową jest głosem człowieka wołającego na puszczy. Widzę dwa rozwiązania: pierwsze - odebrać lekarzom prawo do udzielania zwolnień lekarskich i kwestię tę pozostawić do uzgodnienia między pracodawcą a zatrudnionym, lub drugie rozwiązanie - zlikwidować pojęcie zatrudnienia u kogoś na korzyść samozatrudnienia, zwolnienie lekarskie byłoby wówczas dokumentem informacyjnym dla ewentualnych prywatnych ubezpieczycieli i kontrahentów, natomiast nie niosło by za sobą skutków finansowych.
790
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (13)