Prawie każdy z publicystów i blogerów ma swoją ocenę takiego, a nie innego wyniku wyborów samorządowych: analizy dogłębne lub niekoniecznie - bardzo dużo słusznych spostrzeżeń. Ja też poproszę...
Kampania wyborcza kosztuje; wszyscy wiedzą o tym, że kosztuje w Ameryce, ale jakby mniej powszechna wiedza w tym względzie jest, że w Polsce też musi kosztować. W pewnym przybliżeniu można powiedzieć, że PO reprezentuje interesy klasy średniej i niezbyt jeszcze licznej wyższej (w każdym razie ludzi bogatszych). Oczywiście głosami tej grupy społecznej nie można wygrać wyborów; do wygrania potrzebne jeszcze było "mięso wyborcze". Przy pomocy PR i wspomnianych pieniędzy przekonano "młodych, wykształconych..." , że są wspaniali, nowocześni, postępowi itp. Nałożył się na to pewien skok w posiadaniu i użytkowaniu nowych elektronicznych gadżetów. W opozycji do tego elektoratu są inni, zacofani, skazani na wyginięcie, zaściankowi tradycjonaliści, nie mający pojęcia o nowoczesnym świecie.
PIS reprezentujący społeczne odłamy ludzi starszych, przywiązanych do tradycji narodowych i chrześcijańskich, także wykształconych, także ze środowisk wiejskich, także miejskich (ale nie nowobogackich), niosący na sztandarach walkę z niesprawiedliwym układem - wydawałoby się, mający polityczne racje - nie potrzebował pijarowskich zabiegów do pozyskania wyborców. To był i jest oczywisty błąd. By osiągnąć wyborczy sukces - potrzeba obecnie pieniędzy na opłacenie sztabów, rozlicznych prezentacji, potrzeba profesjonalnych struktur terenowych. Zasada "pospolitego ruszenia" lansowana jeszcze przez Jana Olszewskiego, ostatni raz zdała egzamin pod Grunwaldem, można nad tym ubolewać, ale nie wolno się obrażać - kampania wyborcza, to duże przedsięwzięcie logistyczne.
Można się pocieszać, że owi "młodzi, wykształceni,......" - wzorem dadaistów, których naczelnym hasłem było: "spalić Luwr" - po dojściu do psychicznej i artystycznej dojrzałości - wstydzili się swoich wcześniejszych poglądów.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)