Ordyński ma służbowe zadanie doprowadzić w rozmowie, że winnym wszechrzeczy jest zawsze J.Kaczyński. Janicki nieporadnie udaje bezstronnego analityka. Nawet taki poseł Mojzesowicz (o trudnym do ukrycia braku lotności na twarzy) - nie dał się sprowokować - mówił to, co chciał a nie to, co chciałby redaktor.
Dziennikarze wypadli kiepsko - tak bywa, gdy dla chleba sprzedaje się nie tylko talenty, ale także cząstkę duszy.
P.S. To nie jest wpis, to jest krótki komentarz, którego nie udało mi się zamieścić - ergo - to tylko redakcyjny test techniczny.



Komentarze
Pokaż komentarze