Tarcza antyrakietowa pozbawiłaby Rosję znaczenia jako mocarstwa atomowo-rakietowego; są to słowa przedstawiciela rosyjskiego establishmentu, potwierdzają to, o czym wiedzieli niektórzy politycy z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele i specjaliści wojskowi. Nie wiedział o tym, albo mu na tym nie zależało Tusk ze swoim ministrem spraw zagranicznych.
Po dojściu do władzy rząd PO włączył wsteczny bieg w procesie przygotowania i instalowania tarczy. Znane są wysiłki Prezydenta L. Kaczyńskiego, jego walka o tarczę i wredne poczynania Sikorskiego (uzgodnione z Tuskiem) w tej mierze. Tusk wypowiadał się, że przecież Polsce nikt nie zagraża - jakbym słuchał Ksawerego Branickiego na posiedzeniach Sejmu Czteroletniego - ten sam infantylizm.
Teraz Tusk, w obawie przed kompromitującymi go dokumentami, które częściowo już wypłynęły - dotyczącymi tarczy antyrakietowej - wypowiada się w sposób asekurancki, że sprawa tarczy antyrakietowej została rozstrzygnięta ponad naszymi głowami. Wyobraża sobie, że Polacy nie pamiętają, że to strona amerykańska starała się proces budowy tarczy przyspieszyć, nawet jeszcze w początkowych miesiącach administracji Obamy.
Obecne wykrętne (najłagodniej mówiąc) wypowiedzi Tuska mają przykryć niezmiernie smutną dla Polski prawdę; mianowicie - premier okazał się kunktatorem pozbawionym wyobraźni i możliwości przewidywania, który wszystko przegrał; to bardzo źle. Druga możliwość, to premedytacja w takim a nie innym działaniu premiera, to by znaczyło, że nie zależy mu na rozwiązywaniu najbardziej istotnych spraw z punktu widzenia polskiej racji stanu - to jeszcze gorzej.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)