W ramach nieustających wysiłków na rzecz taniego państwa Tusk wraz ze swoim gabinetem i całą rządzącą koalicją wykazuje ciągle godną podziwu aktywność. W tym celu trzeba było stworzyć wiele tysięcy nowych stanowisk dla wybitnych znawców problematyki unijnej na wszystkich szczeblach administracji państwowej i samorządowej, ponieważ są oni potrzebni do pozyskiwania należnych nam pieniędzy z UE. Odnosi się wrażenie, że w miarę postępu w procesie unijnej integracji, może zabraknąć podmiotów gospodarczych, dla których owe pieniądze trzeba pozyskiwać, gdyż wszyscy będą własnie zajęci tym pozyskiwaniem.
Zarobki w sferze publicznej mają być zamrożone - z wyjątkami; podwyżki mają dostać nauczyciele - chyba słusznie, także sędziowie (w wyniku włoskiego strajku) - chyba niesłusznie, ale rząd nie zaryzykuje nieprzychylności władzy sądowniczej. Kancelarie prezydenta i premiera jednak będą miały swoje budżety zwiększone o dziesiątki milionów zł. Potrzebne są bowiem pieniądze na odprawy zwalnianych rzesz urzędników zatrudnionych przez poprzedniego prezydenta czy premiera. Premier wprawdzie nie zamierza oddać urzędu, ale na wszelki wypadek... Jest możliwy scenariusz zmiany w zatrudnieniu bez wypłaty horrendalnych odpraw, ale w ramach taniego państwa, co mi tam...
Wszelka władza w Polsce przyzwyczaiła się wspierać merytorycznie różnego autoramentu doradcami i ciałami doradczymi. Rzecz sama w sobie uzasadniona, zważywszy że do władzy coraz częściej dostają się mistrzowie PR - do rządzenia kompletnie nieprzygotowani. Szkopuł polega na tym, że owi doradcy zamiast doradzać honorowo (cenić sobie sam zaszczyt bycia doradcą prezydenta czy premiera) - każą sobie płacić pieniądze, często pieniądze nieprzyzwoicie wysokie. Mam na myśli honoraria szefa doradców premiera - Jana Krzysztofa Bieleckiego, który przez cały 2009 rok brał z tytułu doradztwa 24 tysiące zł. codziennie (każdego dnia w ciągu całego roku). Informację taką podał poseł Marek Wikiński w audycji telewizyjnej w obecności posłanki PO (bodajże Skowrońskiej), która temu nie zaprzeczyła. Bielecki też był premierem i jako premier namawiał (być może, by ubarwić swoje liberalne poglądy) do kradzieży "pierwszego miliona" - wówczas, wg niego, powstanie klasa średnia, która doprowadzi do niebotycznego rozwoju gospodarczego. Degrengolada moralna, która ogarnęłaby społeczeństwo przy dosłownej realizacji tego pomysłu - przynajmniej na kilka pokoleń - uszła uwadze wizjonera liberalizmu. Bielecki, jako jeden z dyrektorów PKO SA pobierał ponad 100 tys. pensji miesięcznie - przyzwyczajony jest więc do "przyzwoitych dochodów" - tanio nie myśli się sprzedawać. Chociaż włoski właściciel PKO SA zlekceważył fantastyczne kompetencje Bieleckiego i podziękował mu za współpracę (tzn. wyrzucił go z trzaskiem).
Pełna sukcesów akcja Tuska pt. "tanie państwo", prowadzona konsekwentnie, doprowadzi do tego, że Polska będzie tak tania, iż wykupi nas Luksemburg, a może Liechtenstein.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)