Słuchając wystąpienia premiera Tuska w sejmie, mimo woli przestałem śledzić merytoryczną warstwę wypowiedzi z uwagi na szereg stwierdzeń będących kpiną z inteligencji Polaków, szereg informacji opartych o przekonanie, że Polacy mają niesamowicie krótką pamięć. Przede wszystkim jednak nieodparcie nasuwają się następujące skojarzenia - jak na dłoni mamy oto do czynienia ze zjawiskiem, które już w starożytnym Rzymie określono jako "szał Cezarów" a w czasach bardziej nam współczesnych możemy mówić o besserwisserstwie dyktatorów, nieodwracalnie przechodzącym w kabotynizm. Typowymi przykładami są tutaj: Mussolini, Fidel Castro, w pewnym sensie Hitler a już zupełnie współcześnie - Łukaszenka, Putin.
Drugim nasuwającym się skojarzeniem, po wysłuchaniu wystąpień premiera, jest konstatacja, że reguła: Liderem grupy zostaje największy krzykacz, największy krzykacz wiecowy zostaje wybrany przewodniczącym partii. Najczęściej jest to osoba bezrefleksyjna, z miernym wykształceniem, w myśl zasady "im głupszy, tym głośniejszy". Najbardziej typowym przykładem jest tu Wałęsa. Premier Tusk, jako lider partii, jest też dobrym przykładem: otóż, jako chyba jedyny w polskim parlamencie, nie przyswoił sobie elementarnych form obowiązujących przy zwracani się do słuchaczy w czasie swoich wystąpień; zwraca się mianowicie zawsze per "wy", obca mu jest forma "proszę państwa", czy "panie i panowie posłowie". Zadziwiający brak kindersztuby.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)