Czy monolityczna struktura władzy przetrwa kryzys smoleński? Prawdopodobnie tak, ale ulegnie modyfikacji i chyba znacznemu osłabieniu. Przemożna dominacja Tuska zaczyna już ciążyć koalicjantom i następnym po liderze ważnym członkom PO. Wielce znamienne jest tu swoiste votum separatum Schetyny - samo w sobie mało eleganckie w stosunku do premiera.
Mimo zaciekłej obrony, przeprowadzonej w sejmie przez szefa rządu, terminu (momentu) polskiej reakcji na zakłamany raport MAK, reakcji, która sprowadzała się do umiarkowanego zarzutu o "niekompletności" raportu, panuje powszechne przekonanie, że była ona spóźniona i kompromitująca dla Polski, akceptująca w dużej mierze ów raport. Pojawia się jednak pytanie - dlaczego nie zareagowała wcześniej osoba zastępująca premiera na urlopie (oczywiście Pawlak), dlaczego nie zareagował pierwszy obywatel Rzeczypospolitej - Komorowski, dlaczego w końcu nie zareagował marszałek Schetyna?
Dla tych wysokich państwowych urzędników było arcywygodne, że głównym odpowiedzialnym za prowadzenie sprawy katastrofy smoleńskiej jest ktoś inny. Teraz jednak sprawy zaczynają przybierać inny obrót i niektórzy z nich obawiają się, iż odium prowadzenia fatalnej polityki w tej mierze, może spaść także na nich. Schetyna wykalkulował zapewne, że opłaca mu się pokazać publicznie jako człowiek nielojalny, byleby uzyskał osłabienie znaczenia lidera partyjnego i tym samym wzmocnienie siebie. Niezależnie od sprawy smoleńskiej, dało się zaobserwować zmianę serdecznej przyjaźni Komorowskiego z Tuskiem na przyjaźń szorstką, także obsadzenie kancelarii prezydenckiej prawie wyłącznie przez dawnych towarzyszy z Unii Wolności, też daje domyślenia.
Wszystkie te symptomy wskazują wyraźnie na nader mierne moralne kwalifikacje ludzi okupujących najwyższe stanowiska w Polsce, którzy zjednoczyli się tylko w celu zdobycia władzy, a już do prowadzenia najważniejszej w obecnej chwili dla Polski sprawy - nie mają dostatecznych kompetencji.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)