Przemożnej sile sowieckiej propagandy ulegał prawie cały "zachodni świat"; klasa robotnicza Anglii, nawet Czech, sabotowała wojskowe dostawy dla Polski w 1920 r., kiedy ta walczyła z "jedynym państwem sprawiedliwości społecznej". Jeszcze po II Wojnie Światowej, pomimo zapoczątkowanej przez Churchill'a "zimnej wojny", były ogromne sympatie dla Sowietów we Francji, we Włoszech, nie mówiąc o państwach "trzeciego świata" do których Sojuz usiłował przenieść rewolucję.
Oczywiście, ogromna propaganda była skierowana na państwa podporządkowane. Niektórzy ją jeszcze pamiętają, niektórzy, ciągle aktywni, uczestniczyli w tym procederze. Do tych ostatnich należy Ernest Skalski - autor bałwochwalczych panegiryków pisanych na cześć wojewódzkich sekretarzy partyjnych. Było - minęło, ale pomimo upływu lat, pomimo niekwestionowanego zmysłu obserwacyjnego, ów publicysta (może pod wpływem nowej - rosyjskiej propagandy), nie może się wyzbyć szczególnej atencji do tego, pod wielu względami, nieucywilizowanego słonia na glinianych nogach. Rosja nie jest wielka, panie Skalski, Rosja ma tylko wielkie syberyjskie kolonie, siła Rosji, to siła kidnapera przykładającego nóż do szyi porwanego dziecka. Pozycja międzynarodowa Rosji, to butna dyplomacja i działanie służb specjalnych. Pozycję Rosji w świecie przedstawiłem w swojej wczorajszej notce.
Nie przystoi Panu, Panie Skalski, nazywanie ugrupowania politycznego, wyznającego odmienne od Pana Poglądy - sektą. Zamiast tego, zważywszy na Pańską prokomunistyczną publicystykę, proponowałbym dozgonną włosiennicę.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)