Janusz40 Janusz40
327
BLOG

Carpe diem Leukonoe

Janusz40 Janusz40 Polityka Obserwuj notkę 1

                                                                                                                                                                                             Szczyt Ziemi, jaki się odbył w Rio i przyjęta konwencja ONZ z 1992 r. nie określała sposobu i "narzędzi" walki z emisją CO2 do atmosfery. Tzw. Protokół z Kioto przyjęty przez wiekszość państw określił m.in. redukcję emisji CO2 przez państwa UE o 8 % , Polska ten wskaźnik przekroczyła czterokrotnie, inne państwa unijne osiągnęły redukcję rzedu 2 %, Hiszpania znaczaco zwiększyła emisję. 23 kwietnia 2009 r. PE i Rada Europy przyjęła Dyrektywę nr 2009/29/WE w sprawie EU ETS dotyczącą tzw, uprawnień do emisji CO2 i handlu tymi emisjami; jako podstawę do określenia przydziału praw emisji przyjęto osiągnięty status quo (nie uwzględniając dotychczasowego wysiłku Polski w tym względzie) . Jednoczesnie przyjęto "Decyzję" PE i Rady Europy nr 2009/406/WE w "sprawie wysiłków podjętych przez państwa członkowskie zmierzających do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych o 10 % w sektorach nie objętych systemem EU ETS..."  (Dotyczy to emisji z transportu, rolnictwa, mieszkalnictwa handlu, usług, komunikacji itp...)

 

                      "Dyrektywa" przyjęta z udziałem premiera Tuska już funkcjonuje - obejmuje ona swoim zakresem wielkie instalacje przemysłowe (w tym elektrownie węglowe) i przewiduje modernizację tych instalacji (wychwytywanie CO2 i magazynowanie go), bądź likwidację, lub płacenie kar. Wszystko to ma następować stopniowo; początkowo uprawnienia do emisji całkowicie ją pokrywają (nawet np. Polska posiada ich pewne nadwyżki, które już są sprzedawane), później będzie gorzej , a nawet bardzo źle - może to nas kosztować setki miliardów EURO. Cena energii elektrycznej wzrośnie skokowo, co przełoży się na podrożenie kosztów w każdej dziedzinie, przegranie w konkurencji i upadek gospodarki państwa. Wszystko to w sytuacji, kiedy "stare" państwa unijne emitują znakomicie więcej CO2 od nas, ale z innych źródeł, które nie obejmuje Dyrektywa EU ETS.  Te inne źródła emisji CO2, to tzw Non ETS - przewidziane do kwantyfikacji  wspomnianą "Decyzją". Ma to być od 2013 r., zmniejszenie o 10 %. Jednym słowem czarowanie naiwnych (głównie Polski) przez jajogłowych z Brukseli.

 

                         Więcej na ten temat pisałem w notkach:                                                                                            http://sporozdziwien.salon24.pl/291100,amatorszczyzna                                                   http://sporozdziwien.salon24.pl/279169,czy-znowu-nas-wymanewruja

 

                          Opaczna realizacja protokołu z Kiotu przyjęta przez UE polega na żmudnych pomiarach emisji spalin przez wielkie instalacje (w tym elektrownie weglowe), co jest wielce pracochłonne, ale możliwe i w dalszej konsekwencji nałożenie odpowiednich sankcji. Gorzej z tymi pozostałymi sektorami (źródeł emisji jest nawet kilkaset milionów). By być konsekwentnym należałoby przy każdej rurze wydechowej zainstaloować rejestrator ilośći i czystości spalin, albo, by być dokładnym - postawić inspektora desygnowanego przez Brukselę. W tym celu należałoby zaimportować kilkaset milionów Chińczyków... Oczywiście kpię sobie, ale problem jest poważny; już teraz przyjęta horrendalna metoda wymaga dziesiątek tysięcy nowych biurokratów zajetych sprawdzaniem, liczeniem, rachunkiem i handlem uprawnieniami, negocjacjami i setkami innych niepotrzebnych spraw, a przypominam dotyczy to tylko około 10 tysięcy wielkich emitentów CO2. Dlatego nigdy nie ma szans wdrożenie tego systemu w odniesieniu do np. samochodów.

 

                          Czyli stan obecny jest taki, że my z wiadomych względów płacimy za emisję CO2, a "stare", bogate państwa UE - nie, pomimo, że one emitują go znakomicie więcej.

 

                           Ilość dwutlenku węgla emitowanego przez poszczególne państwa do atmosfery -  jest podawana w rocznikach statystycznych. Potrzebne jest inne podejście, do  sposobu liczenia emisji CO2 (w linkach podane są równania chemiczne, które przy pewnych założeniach, pokazują dokładnie ilości powstającego CO2 przy spalaniu określonego paliwa). Ilość różnych paliw, jakie zużywają poszczególne państwa jest łatwa do określenia. Pozostaję przyjąć na szczeblu Rady Europy wskaźnik finansowy odnoszący się do emisji CO2 na jednostke powierzchni, może jeszcze uwzględniając zalesienie. Taki rachunek na szczeblu UE mogłoby prowadzić dwóch pracowników, nie setki tysięcy, jak jest już teraz. Dość powiedzieć, że na szczeblu Ministerstwa Środowiska działa KASHUE - Krajowy Administrator Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji oraz KOBiZE - Krajowy Osrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami. Przy tym wszystkim proponowana metoda jest dokładniejsza i po stokroć sprawiedliwsza w odróżnieniu od obecnie obowiązującej. Sprawą do rozstrzygnięć przez każde państwo jest polityka walki o redukcję emisji wewnątrz kraju. Dla "europejskiego" powietrza jest obojętne, czy CO2 w atmosferze pochodzi z gazowego domowego piecyka, czy z elektrowni węglowej.

 

                  Przyjęty pakiet jest w moim przekonaniu niezgodny z fundamentalnymi zasadami proporcjonalności i subsydiarnosci  obowiazującymi "od zawsze" w UE.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                              Wyrazem zasady pomocniczości w stosunkach międzynarodowych był Traktat o Unii Europejskiej w Maastricht z 1992 roku, na mocy którego określono, że Unia ma prawo działać tylko w interesie wszystkich państw wspólnoty i tylko w takich przypadkach, gdy dany kraj nie jest w stanie samodzielnie zrealizować postawionego zadania                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            .Na podstawie orzecznictwa EuropejskiegoTrybunału Sprawiedliwości sformułowano wspomnianą już zasadę„zajętego pola”, zgodnie z którą w momencie gdy Wspólnota podejmie działalność legislacyjną w danym obszarze w celu realizacji zadań przewidzianych w Traktacie, ustaje kompetencja państw członkowskichdo regulowania jej na szczeblu krajowym. Przy czym państwa członkowskie mogą nadal w tym obszarze stosować odpowiednie środki ocharakterze wykonawczym, o ile decyzje na szczeblu wspólnotowym toprzewidują.Drugie ograniczenie zastosowania zasady subsydiarnościwprowadza tzw. test of efficiency or effectiveness. Określa on warunki,jakie musi wypełnić Wspólnota, by podjąć planowane działanie. Pierwszyz nich to brak możliwości realizacji celu w sposób wystarczający napoziomie krajowym. Drugi to możliwość realizacji celu na poziomiewspólnotowym, uzasadniony skalą lub skutkami proponowanychdziałań.

Artykuł 5 akapit 2 TWE wprawdzie zawiera wspólnotową definicję
zasady subsydiarności, jednakże przy jego analizie należy uwzględnić
zawarte w pozostałych dwóch akapitach tego artykułu zasady:
przyznanych kompetencji (akapit 1) i proporcjonalności (akapit 3).
Zamieszczenie tych trzech instytucji prawnych w jednej jednostce
redakcyjnej tekstu prawnego upoważnia do uznania twierdzenia, że
wszystkie te zasady muszą być rozpatrywane we wzajemnym
uwarunkowaniu. Dopiero łączna analiza trzech zasad pozwala w pełni
ukazać treść i rolę pomocniczości w prawie wspólnotowym502.
Akapit 1 art. 5 TWE statuuje zasadę przyznanych kompetencji,
wyznaczając granicę stosowania pomocniczości w sprawach
regulowanych tym traktatem. W myśl tego przepisu: „Wspólnota działa w
ramach uprawnień przyznanych jej niniejszym Traktatem i celów w nim
wyznaczonych”. Oznacza to, że Wspólnota może podejmować działanie
jedynie wówczas, gdy normy prawne przypisują jej określoną
kompetencję i służą one realizacji jednego lub kilku celów Wspólnoty.
Jednocześnie przyjęto domniemanie kompetencji na rzecz państw
członkowskich. Wspólnota nie może uzasadniać konieczności podjęcia
działania, powołując się na zasadę subsydiarności, jeżeli zamierzone
czynności naruszać będą zasadę zawartą w akapicie 1 tego artykułu. Tym
samym wyznaczono zakres obowiązywania zasady subsydiarności sensu
stricto w tym sensie, że spod jej stosowania wyłączono te kompetencje,
które instytucje Wspólnoty wykonują niepodzielnie zgodnie z
postanowieniami Traktatu503.
Zasada przyznanych kompetencji nie jest jednoznaczna z zasadą
subsydiarności, ale jest z nią ściśle związana. Zasada przyznania określa
zakres kompetencji, przypadających poszczególnym szczeblom decyzyjnym,
z kolei zasada subsydiarności w jej wąskim rozumieniu ma
zastosowanie do wykonywania kompetencji i jest kryterium oceny
poszczególnych, konkretnych sytuacji504.
W ścisłym związku z zasadą subsydiarności pozostaje również
zasada proporcjonalności. Ta zasada wskazuje na sposób działania
Wspólnoty oraz zakres i charakter jej działania. Zgodnie z art. 5 akapitem
3 TWE: „żadne działanie Wspólnoty nie wykroczy poza to, co jest
konieczne do osiągnięcia celów określonych w niniejszym Traktacie”.
Wspólnota może zatem wybrać tylko ten ze sposobów oddziaływania,
502 Z. Zgu
który w najmniejszy sposób będzie ingerował w krajowe procedury,
pozostawiając państwom, ich obywatelom i podmiotom gospodarczym
maksymalną swobodę. W przeciwieństwie do zasady subsydiarności,
zasada proporcjonalności ma szerszy wymiar i znajduje zastosowanie
również do sfery wyłącznych kompetencji Wspólnoty. „Limituje ona
zakres »inwazyjności« oddziaływania Wspólnoty wówczas, gdy jest ona –
czy to zgodnie ze swą kompetencją wyłączną, czy z zasadą
subsydiarności – władna do podjęcia działania. Granicą podjętych
środków jest ich niezbędność dla osiągnięcia celów wyznaczonych w
Traktacie”505.
Regulacje odnoszące się do zasady subsydiarności zawiera również
preambuła Traktatu o Unii Europejskiej: „Sygnatariusze (...) zdecydowani
kontynuować proces tworzenia coraz ściślejszego związku między
narodami Europy, w którym decyzje są podejmowane jak najbliżej
obywateli, zgodnie z zasadą pomocniczości (...) postanowili ustanowić
Unię Europejską”.
 
 
 
              Problem w tym, że przytoczone wyżej zasady są sformułowane w języku prawniczym (jak cały traktat) i dają możliwość dość swobodnych interpretacji.Istnieje trudność w zdobyciu blokującej mniejszości i teoretycznie podejmowanie decyzji w UE tylko w oparciu o suche kryteria - bez uwzględnienia owych fundamentalnych zasad - prowadzi czasem do absurdu.
 
              Prosty przykład - zgodnie z TL decydująca większość może zarządzić obcięcie lewej nogi i prawej ręki wszystkim mieszkańcom Polski i Litwy; choćby te państwa wyszły ze skóry, to i tak  nie bedą stanowiły blokującej mniejszości... Musi być czytelny zapis w TL, który zapobiegałby takim absurdom.
 
 
              Wicepremier Pawlak ma zaskarżyć do Europejskiego trybunału sprawiedliwości decyzję KomisjiEuropejskiej dotyczaca bechnmarek, czyli przyjęcie do wyliczeń darmowych pozwoleń naemisję CO2 na poziomie najsprawniejszych 10 % instalacji przemysłowych emitujących CO2 (z pominięciem regionalnych uwarunkowań). W zadnej mierze rząd nie ma zamiaru żądać zasadniczych negocjacji dotyczacych całego pakietu, czy też ustaleń traktatowych.
 
 
               Może utworzy się silne lobby przemysłowe, któremu zacznie doskwierać pakiet i wtedy coś dopiero da się zrobić. Teraz nikt nie zawraca sobie głowy dłższą perspektywżą; "już mnie na tym stanowisku nie będzie - niech sie martwi nastepca". Technologia wyłapywania i magazynowania CO2 też nie jest do końca sprawdzona na skalę przemysłową.
 
 
                Cieszmy się dniem, co użyjem, to dla nas - dobre to jako wczasowy relaks pełnej luzu młodzieży, ale jako hasło premiera kolekcjonującego promienne uśmiechy Anggelii i kolejne klepnięcia po plecach w wykonaniu Sarkozy'ego - to jednak zbyt poważne lekceważenie interesu państwa, to karygodna krótkowzroczność; Problem będzie z każdym rokiem narastał. Wydaje się, że nikt ze sztabu nie ma odwagi przedstawić premierowi Tuskowi rzeczywisthych zagrożeń. Posłowie niosacy złe nowiny są niemile widziani. 
 
 
 

 

Janusz40
O mnie Janusz40

Wbrew wymienionym papierom jestem humanistą. Piszę od kilkudziesięciu lat - przeważnie do szuflady. Kieruję się maksymą: Amicus Plato, sed magis amica veritas. Gotów jestem zawsze wysłuchać i odpowiedzieć na rzeczowe argumenty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka