Najmądrzejsze zdanie, jakie udało się powiedzieć premierowi Tuskowi na konwencji PO w Gdańsku, to było przyznanie, że ani PO nie jest doskonała, ani opozycja taka zła. To ciekawe, jakże sprzeczne z dotychczasową retoryką - należy się spodziewać chyba wyciszenia niektórych harcowników partyjnych, którzy wyspecjalizowali się w niezbyt eleganckich epitetach w stosunku do opozycji (a szczególnie niezbyt merytorycznych).
W całej wypowiedzi przebijał jednak tryumfalizm, zapraszanie wszystkich bez wyjątku do PO, wszystkich, którzy chcą pracawać dla dobra Polski. Polska może już być dumna ze swoich osiągnięć; Polska jest wzorem dla innych państw nie tylko europejskich. Znalazło się miejsce również na przeprosiny za niedociągnęcia; z nieodzownym komentarzem, że tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi. Oczywiście, trzeba było zaprosić wszystkich, by jakoś usprawiedliwić ostatnie "nabytki" PO - ludzi z różnych opcji politycznych pragnących za wszelką cenę utrzymać się przy władzy.
Premier najwyraźniej uwierzył sam w ukształtowany zmasowaną propagandą "sukces" Polski. Podpierał się nawet wypowiedziami zachodniej prasy o tym sukcesie. Oczywiście w zachodniej prasie można znaleźć wszystko, pomijam "teksty sponsorowane", ale są tam też teksty pochwalne, które mają za zadanie chwalić politykę niekoniecznie najlepszą dla Polski, ale dobrą dla innych państw europejskich. Nie ma potrzeby brać pod lupę rzeczywisty obraz Polski; gołym okiem widać szereg spraw - począwszy od "zielonej wyspy" - Polska w kryzysie odnotowała pewien wzrost gospodarczy, ale spadek PKB był w Polsce większy niż w kilku poważnych państwach UE (m.in. w Niemczech); tylko poziom wyjściowy był wyższy i dlatego taki wynik. Projekt budżetu na 2012 r. już został skrytykowany przez odpowiedzialne organy Komisji Europejskiej jako nierealistyczny (a nie wykonanie pewnych wskaźników może skutkować poważnymi restrykcjami finansowymi i koniecznościa wdrożenia programu naprawczego). Nasze obligacje skarbu państwa na międzynarodowym rynku papierów wartościowych sprzedają się gorzej od hiszpańskich (a Hiszpania jest już zakwalifikowana do programu upadłościowego). Walka z bezrobociem, szczególnie wsród młodzieży - to permanentna porażka (trudno dostrzec zapowiadany przez premiera powrót Polaków z pracy na saksach). Nie zrealizowano koniecznych poważnych zmian strukturalnych, które mogłyby rzeczywiście poprawić stan finansów publicznych (podniesienie wieku emerytalnego, likwidacja KRUS i innych przywilejów, likwidacja niekonstytucyjnego akcjonariatu pracowniczego, likwidacja niekonsttucyjnych odpraw).
Rząd premiera Tuska nie realizuje tych reform, które w jakikolwiek sposób mogłyby zrazić pewne grupy elektoratu. Ich odkładanie, to zwiększanie siły wybuchu bomby, która niechybnie wybuchnie. Moment wybuchu, to pusta kasa na wypłaty emerytur i hiperinflacja. Premier Tusk liczy na jeszcze jedną kadencję, w czasie której uda mu się przy pomocy różnych zabiegów odsunąć moment wybuchu tej bomby. Premier Tusk osobiście podpisał pakiet energetyczno-klimatyczny (niesprawiedliwy - sprowadzajacy sie do tego, że Polska poniesie nawet kilkusetmiardowe konsekwencje finansowe, a bogate państwa "starej" UE, które emitują znakomicie więcej CO2 - nie).
Niezmiernie ciekawa jest filozofia "naszego" premiera, dotyczaca efektów gospodarowania w Polsce. "Ta piękna, bodaj największa hala widowiskowa w Polsce, została zbudowana z poślizgiem półrocznym, ale hala jest". O oczywistych przy poślizgu zwiększonych kosztach budowy - już się nie zająknął. Autostrady też się buduje z poślizgiem, o kosztach budowy km. autostrady znakomicie wyższych niż na zachodzie Europy nie wspomnę. Ten sposób budowania przypomniał mi komentarz Stalina, kiedy usłyszał, że przy budowie białomorskiego kanału zginęło 100 tys. ludzi - "ale kanał jest". Oczywiście, porównanie dotyczy tylko odniesienia do sposobu komentowania strat.
Przeprosiny za ewidentne straty finansowe poniesione na skutek wadliwie zawartych umów (np. z Chińczykami), na skutek wadliwie zawartych umów z instytucjami nadzorującymi dotrzymanie warunków technicznych (np. przy budowie stadionu narodowego) - to mało. Tutaj powinny być konsekwencje personalne, łącznie z finansowymi.
Promocja Polski i dodatni efekt finansowy z racji mistrzostw Europy zaczyna nas zbyt wiele kosztować, końcowy bilans może być ciekawy.
Oceniajmy trzeżwo, do jakiego finału doprowadzi nas polityka PO oparta na utrzymywaniu mitu sukcesu, któreego w rzeczywistości nie widać.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)